Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzycy i instrumenty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzycy i instrumenty. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 marca 2026

Żeńskie grupy wokalne wspierające Elvisa - The Blossoms kontra The Sweet Inspirations

O grupie The Blossoms i jej związku z Elvisem pisałam już w poście "♥ Kobiety - Darlene Love". Jednak w tym poście nie zamierzam opisywać historii tych grup. Chcę tylko przedstawić ciekawostkę, o jakiej niewielu wie - jak to się stało, że żeńską grupą wspierającą zostało The Sweet Inspirations, a nie The Blossoms, którą Elvis był najbardziej zainteresowany. To o The Blossoms Elvis poprosił w 1968 roku, gdy przygotowywano się do produkcji programu telewizyjnego "ELVIS" (dziś znanego jako "Comeback Special '68"), a w 1969 roku do filmu „Change of Habit” (ostatniego fabularnego Elvisa).

Kiedy w 1969 roku przygotowywał się do powrotu na żywą scenę, zaczął organizować swoje muzyczne zaplecze sceniczne - czterdziestoosobową orkiestrę, zespół muzyków instrumentalnych pierwszej linii (po utworzeniu nazwany TCB Band), męski kwartet wokalny, żeńską grupę wokalną i sopranistkę.

Jeśli chodzi o żeńską grupę wokalną, jego pierwszym wyborem było trio The Blossoms. Był zadowolony z wcześniejszej współpracy z dziewczynami, zarówno pod względem wokalnym jak i osobowościowym. Dobrze się dogadywali, a muzycznie rozumieli bez słów. W jego imieniu zadzwonił do nich człowiek z RCA i zaproponował gażę 1.500,- dolarów za tydzień tytułem wsparcia Elvisa na scenie podczas Sezonu nr 1 w International Hotel w Las Vegas. Jednak dziewczyny z bólem serca odrzuciły propozycję ze względów finansowych, ponieważ właśnie były na fali (w dużej mierze dzięki udziałowi w programie "Comeback Special '68" oraz filmie „Change of Habit”) i zarabiały 5.000 dolarów tygodniowo. Po ich odmowie w negocjacje osobiście zaangażował się Tom Parker, menadżer Elvisa. Lecz nie zaproponował im wyższej stawki, więc do zawarcia umowy summa summarum nie doszło.

Jak później same pisały w swoich wspomnieniach i mówiły w wywiadach, zaproponowana stawka była bardzo dobra (zwłaszcza dla czarnych wokalistek, to były ciągle czasy dyskryminacji rasowej), ale one były akurat w szczytowym momencie swojej kariery i zarabiały trzykrotnie więcej. Co prawda pozornie, ponieważ oferta Elvisa dotyczyła samego wyjścia na scenę i ubioru, pozostałe koszty na najwyższym poziomie pokrywał on - przejazdy, zakwaterowanie, wyżywienie, rozrywki - czyli to wszystko, za co normalnie musiały płacić sobie same, bo nie było objęte kontraktami jakie miały.

Wtedy Elvis postanowił zwrócić się do kolejnej grupy, którą rozważał - The Sweet Inspirations. Oferta została przyjęta i tak The Sweet Inspirations stała się jego żeńskim zapleczem wokalny aż do końca.


The Blossoms w składzie w jakim występowały z Elvisem w 1968 i 1969 roku - lewe zdjęcie to 1966 rok, a prawe 1968 rok

The Sweet Inspirations w składzie w jakim występowały z Elvisem w 1969 roku, czyli jeszcze z Cissy Houston - oba zdjęcia to 1968 rok


Cissy Houston (współzałożycielka grupy The Sweet Inspirations) i jej córka Whitney Houston (znana piosenkarka) o Elvisie
Link: https://www.youtube.com/watch?v=ktOnhmjF4Fo


poniedziałek, 28 marca 2022

Elvis i instrumenty - skrzypce

Kiedyś trafiłam na zdjęcie z Graceland, gdzie na schodach poustawiano różne gitary, a na dolnym stopniu ułożono skrzypce.

Zastanowiły mnie te skrzypce na schodach. Czyżby Elvis też na nich grał? Z pewnością niejeden raz miał skrzypce w ręce i próbował się zmierzyć z tym instrumentem, jak i z wieloma innymi, ale dlaczego znalazły się akurat na tej ekspozycji?

Wiem, że zostały tam umieszczone specjalnie, tylko nie wiem dlaczego. Tak przynajmniej wynikało z opisu EPE, która tę ekspozycję zrobiła. Sama zwróciła na nie uwagę, ale zamiast wyjaśnienia, napisała coś w tym stylu "odwiedź Muzeum Graceland, a dowiesz się wszystkiego" i tu pojawił się link do strony, gdzie rezerwuje się bilety.

Niemniej Elvis był faktycznie właścicielem skrzypiec Stradivarius. Acz zawsze myślałam, że to tylko kwestia inwestycji lub kolekcjonerstwa, lecz po tej ekspozycji nie jestem tego już taka pewna. W końcu z jakiegoś powodu ustawiono je wśród gitar, na których dobrze grał.

Kilka dni temu Aga podesłała mi linka do zdjęcia Elvisa ze skrzypcami. Co prawda nie gra na nich, tylko je trzyma. Zrobiono je w latach 50., kiedy Elvis faktycznie próbował poznać każdy instrument i jak napisało kiedyś Graceland na swoim blogu:
"(...) Elvis, który kochał wszystkie rodzaje muzyki, nigdy nie wahał się podnieść jakiegokolwiek instrumentu, żeby przekonać się co może na nim zagrać".
W każdym razie dotąd nigdzie nie spotkałam informacji by był to instrument, który opanował na tyle biegle by na nim grać. Być może, tak jak w przypadku trąbki, też wziął kilka lekcji gry na skrzypcach?

Niemniej gdyby ktoś z was miał na ten temat jakieś informacje lub inne zdjęcia, dajcie znać. Myślę, że ci, którzy byli w Graceland, mogą coś wiedzieć z odsłuchów.

Schody w posiadłości Graceland, na których wyeksponowano kilkanaście gitar Elvisa oraz ... skrzypce (prawdopodobnie jego Stradivariusy)!

Zdjęcie Elvisa ze skrzypcami, zrobione w latach pięćdziesiątych, które podesłała mi Aga. Nie wiem jednak gdzie, kiedy dokładnie i w jakich okolicznościach je zrobiono. Prawdopodobnie w jakimś obiekcie, w którym występował, gdyż wydaje mi się, że w tle widać kurtynę. Z tym że, jak słusznie zauważył Krzysztof Potocki w komentarzu, nie bezpośrednio po jego występie, gdyż w dżinsach raczej nie występował

P. S.
Aga wynalazła pełne (to poniżej), z którego wycięto to pierwsze. Zdjęcie zostało wykonane na planie filmu "Loving you" ze Skipem Youngiem i Yvonne Lime (zdjęcia kręcono od 21 stycznia do 8 marca 1957 roku)

Jak już jesteśmy przy skrzypcach, to dwa zdjęcia. Po lewej w domu Elvisa przy Audubon Drive 1034, po prawej w Graceland, a na ścianach w obu tych domach ta sama półeczka zrobiona ze starych skrzypiec

A tu fajne grafiki wykonane przez jakichś fanów, na których jest Elvis ze skrzypcami


piątek, 19 października 2018

Elvis i instrumenty - banjo i mandolina

Na ten temat to już kompletnie brak oficjalnych informacji. Niemniej tu i ówdzie (niezmiernie rzadko) można coś takiego przeczytać, mianowicie że Elvis grał na banjo.

Zanim jednak przystąpię do bardziej wnikliwych rozważań, najpierw kilka słów o samym instrumencie.

Banjo, to instrument muzyczny strunowy z grupy szarpanych. Posiada okrągłe pudło rezonansowe wielkością i wyglądem przypominające tamburyn. Struny rozpięte są wzdłuż gryfu z progami. Mamy kilka odmian tego instrumentu - banjo tradycyjne, banjo elektryczne, a także różne hybrydy: – banjola,
– banjolele (połączenie banjo i ukulele),
– mandobanjo, zwane też  banjolina (połączeniem banjo i mandoliny);

Z kolei podstawowy podział odnosi się do ilości strun:
– banjo 4-strunowe (banjo tenorowe),
– banjo 5-strunowe (banjo bluegrassowe),
– banjo 6-strunowe;

Jak przeczytałam, w niektórych stanach na południu USA jest niemal narodowym instrumentem, o czym nie miałam nawet pojęcia.

Banjo 4-strunowe używane jest w muzyce muzyce celtyckiej oraz w tradycyjnym jazzie.

Banjo 5-strunowe jest jednym z głównych instrumentów muzyki bluegrass i muzyki country, ale bywa również używane w muzyce folkowej i celtyckiej.

Banjo 6-strunowe używane jest w jazzie tradycyjnym i innych stylach muzyki popularnej.

Na jednym z for o grze na banjo, znalazłam wątek zatytułowany "Ktoś wie czy Elvis grał na banjo?", który mnie zainteresował, ponieważ kiedyś trafiłam na zdjęcia jakie zamieściłam poniżej. Było jeszcze jedno kolorowe, z planu filmowego, ale teraz nie mogę go znaleźć (chyba z G.I. Blues). Początkowo zignorowałam je, ale po przeczytaniu uzasadnienia gościa, który zadał to pytanie na forum, uznałam że warto o tym wspomnieć.

Właściwie nikt nie odpowiedział mu twierdząco, ktoś przysłał tylko jakieś zdjęcie, dziś już niedostępne, więc nie wiem co tam było dokładnie, ale na pewno Elvis z banjo.

Chłopak gra na banjo, stąd jego obecność na tym forum. Natomiast pytanie takie zadał z powodu, jak sam pisze: "Wszystko zaczęło się od mojej babci", która weszła do pokoju kiedy on z kolegami ćwiczył grę na instrumencie. Pozwolę sobie przytoczyć jego opis:

"Wszystko zaczęło się od mojej babci, która weszła do pokoju kiedy ćwiczyliśmy nasze Fiddles & Banjos, z kawą dla nas wszystkich. Mój przyjaciel właśnie grał na moim banjo.
– Dlaczego?! Och, dlaczego on nie wygląda jak Elvis grający na banjo? – powiedziała moja babcia z westchnieniem.
– Madam, Elvis nigdy nie grał na banjo – odpowiedział jej mój przyjaciel.
– Och! – krzyknęła moja babcia. – Tak! Właśnie, że grał, widziałam to na własne oczy!"

Kiedy chłopcy zaczęli ją wypytywać kiedy to było i gdzie powiedziała tylko, że było to dawno temu, o ile sobie dobrze przypomina był to jakiś występ na żywo gdzieś około 1956 roku. Elvis grał na gitarze i w połowie występu ktoś (z widowni) podał mu banjo, a on je wziął, przełożył sobie przez ramię i zaczął na nim grać śpiewając piosenkę. Tytułu tej piosenki nie mogła sobie przypomnieć.

Na dwóch załączonych fotografiach, Elvis trzyma banjo czterostrunowe. Nie wiemy czy był to jego instrument. Natomiast wiemy, że Elvis posiadał banjo w swoim domu - sześciostrunowe, zabytkowe (Bacon Banjo z 1928 roku, z manufaktury wczesnego Gibsona, jedno z dwudziestu, jakie pozostały na świecie, "unikatowy kawałek wart fortuny" - informacja od gitarzysty Elvisa, pasjonata banjo, Johna Wilkinsona), które dostał od Marie i Jack'a Lordów, kiedy był w ich domu na kolacji.

Kiedy Elvis odwiedził Lordów w ich domu, Jackowi sprezentował złotego kolta, a Marie złoty pierścień wysadzany szmaragdami i diamentami. Po kolacji Jack oprowadził go po domu, w którym Elvis był pierwszy raz. Lordowie mieli dużą kolekcję rzadkich instrumentów muzycznych z całego świata, ale po przeprowadzce na Hawaje, większość przekazali do UCLA Music Department, zostawiając sobie tylko niewielki zbiór. Wśród niego było rzadkie sześciostrunowe banjo, które posiada strój jak gitara. W momencie gdy Elvis je zobaczył wziął je do ręki, usiadł na łóżku Lordów i zaczął je głaskać z pietyzmem. Jack widząc z jakim szacunkiem i namaszczeniem Elvis podszedł do instrumentu, po prostu mu je podarował, wiedząc że trafia w najlepsze ręce. Marie była w salonie, kiedy Elvis nagle zaczął krzyczeć: "Marie, Marie, Jack dał mi sześciostrunowe banjo!". Jego oczy znów były szeroko otwarte jak u dziecka i po prostu nie mógł pojąć, że ktoś obdarował go tak wspaniałym prezentem - "jakby sam nie był najhojniejszą osobą na świecie i jakby sam chwilę wcześniej nie podarował złotej broni Jack'owi i drogocennego pierścionka wysadzanego szmaragdami i diamentami Marie" - jak to skomentował autor artykułu.

Kiedy Elvis się żegnał, krótko przed północą, poprosił Jack'a i Marie, aby przyjechali i odwiedzili go w Las Vegas, kiedy tylko mogą, lub aby przyszli do jego domu i pozostali tam dowolnie długi czas jako jego goście.

Wkrótce nadarzyła się taka okazja. Mieli właśnie krótką przerwę w kręceniu "Havaii 5-0". Będąc w San Francisco i Los Angeles przez przypadek dowiedzieli się, że Elvis właśnie "otwiera się" w Las Vegas. Zadzwonili do pułkownika Parkera i powiedzieli mu, że chcieliby przyjechać.

Kiedy zasiedli przy stole Elvisa (specjalne miejsce na widowni do dyspozycji artysty i jego gości), światła zgasły i na scenie pojawił się Presley. Kiedy kurtyna się podniosła, na środku sceny stało sześciostrunowe banjo, które Jack podarował wcześniej Elvisowi.

John Wilkinson, który był zapalonym graczem na banjo i zanim jeszcze trafił do TCB Band Elvisa, grał na nim w The King Trio, tak to wspomina (to nie jest dokładny cytat, tylko skrót fragmentów z artykułu):

"Zdarzało się, że zabierałem swoje banjo w trasę, bo lubiłem na nim grać. W każdym razie pamiętam, że Elvis kilka razy słuchał mojej gry na banjo, ale nigdy nie trzymał instrumentu. Aż pewnego dnia wepchnął mi piękne bajkowe Banjo z 1928 roku. Ta historia rozpoczęła się w listopadzie 1972 roku na Hawajach, gdzie Elvis dał trzy koncerty. Dowiedział się, że jego ulubiony aktor, Jack Lord, będzie na sali. Jack Lord mieszkał na wyspie Oahu i występował w telewizyjnym serialu »Hawaii Five-O«. Elvis oglądał serial co tydzień w domu w Graceland lub gdziekolwiek był. Elvis zawsze go podziwiał i chciał zobaczyć Jacka po koncercie.

Minęły dwa miesiące, a Elvis dał swój piękny program »Aloha z Hawajów« w Honolulu. Po koncercie Jack i Elvis spotkali się ponownie i tym razem Jack zaprosił Elvisa i jego przyjaciół do swojego domu. Kilka dni później Elvis, Charlie, Sonny, Red, Joe i być może ktoś jeszcze poszli do domu Lordów. Dopiero następnego dnia - ostatniego dnia naszego pobytu na Hawajach - dowiedziałem się, że Elvis otrzymał piękny prezent: stare sześciostrunowe banjo.

Elvis powiedział do mnie: »John, wiem że jesteś kolekcjonerem banjo, chciałbyś nastroić je dla mnie?«. Naturalnie chciałem, nawet myślałem, że to niesamowite dla mnie doświadczenie móc trzymać i stroić tak wyjątkową sztukę. Nastroiłem je i oddałem Charliemu, który przekazał je Elvisowi.

W tym samym miesiącu, styczniu 1973 roku, Elvis miał serię koncertów w Las Vegas. Gdy dowiedział się, że Jack i Mary przyjadą do Las Vegas żeby wziąć udział w przedstawieniu, Elvis zadzwonił do mnie: »John, wyświadcz mi przysługę i sprawdź, czy banjo wciąż jest nastrojone. Jack Lord jest na widowni i chcę, żeby zobaczył banjo. Zabierz je ze sobą na scenę i upewnij się, że jest ustawione pomiędzy tobą a Jamesem, przed wzmacniaczami, aby każdy mógł je zobaczyć«. Wziąłem banjo, ponownie nastroiłem i umieściłem na jednym z moich stojaków na gitary między dwoma wzmacniaczami. Mimo, że nie było używane podczas koncertu, to Jack Lord musiał je widzieć.

Ostatni raz widziałem to banjo w Graceland, podczas sesji w pokoju dżungla. Chociaż normalnie stało w prywatnym gabinecie Elvisa, obok fortepianu, dwóch akustycznych gitar i organów. Nie było na nim kurzu. Elvis był szczególnie szczęśliwy, że otrzymał taki prezent od »wielkiego Jacka Lorda« i polecił dziewczynom z Graceland, by zajmowały się nim z najwyższą ostrożnością. Nie wiem, co się później wydarzyło. Może być w archiwum Graceland, a jeśli tam go nie ma, pewnie zostało skradzione. Elvis był tak dumny z niego, że nigdy by go nie wydał".

Na tą historię pewne światło rzuca też Charlie Hodge, który był wtedy wraz z innymi u Lordów. Ponoć zanim Lord jeszcze podarował Elvisowi banjo, Jack poprosił Charliego by ten mu obiecał, że uda się do fabryki Gibsona po komplet oryginalnych strun. Charlie początkowo starał się przekonać Lorda by nie dawał Elvisowi tego banjo. Podobnie jak później zrobi to John Wilkinson, gdy dowie się jak cenny instrument Elvis dostał od Lorda. Charlie Hodge wyraził swoje obawy, że banjo trafi na strych, tam gdzie wszystkie inne prezenty jakie Elvis dostawał. Lecz summa summarum obiecał Lordowi, że zakupi oryginalne struny, a nawet z własnej inicjatywy obiecał dodatkowo, że przypilnuje by banjo nie trafiło na strych, nawet gdyby miało stać u niego w pokoju, gdzie Elvis będzie je często widywał, gdy ten kategorycznie powiedział: "Naprawdę chcę, żeby miał to banjo. To bardzo rzadkie, wiesz?". Charlie odpowiedział: "Bardzo rzadkie. Wiem o nich wszystko". Charlie dotrzymał słowa, jak długo mieszkał w Graceland (jeszcze przez kilka miesięcy po śmierci Elvisa). Potwierdza także to, co mówił Wilkinson, że banjo za życia Elvisa stało w jego gabinecie na piętrze (przylegającym do sypialni), obok organów, fortepianu i podręcznej gitary akustycznej Elvisa.

Charlie wspomniał też, że będąc u Lordów, Elvis zaczął na nim brzdąkać, ale było rozstrojone. Wtedy zwrócił się do Jacka z pytaniem, czy sam gra na tych wszystkich instrumentach, które są wokół. Jack odpowiedział tylko, że próbuje, ale na wszystkich nie potrafi.

Z tych strzępków informacji wydaje się wysoce prawdopodobne, że Elvis grywał na banjo, zwłaszcza w latach pięćdziesiątych, natomiast w latach siedemdziesiątych jeśli nawet grał na tym instrumencie, to raczej w zaciszu swojego domu. Chociaż miał takie możliwości, bo jego całe TCB Band dobrze znało ten instrument, James Burton, John Wilkinson, Ronnie Tutt grali na banjo bardzo dobrze, Charlie Hodge chyba też trochę, nie wiem tylko jak Jerry Schilling.

Banjo pojawiło się też w kilku filmach Elvisa, między innymi "Love me tender" i "Frankie and Johnny", ale nie grał na nim Elvis (w sensie ścieżki dźwiękowej). Natomiast czy w przerwach nie brzdąkał sobie na nim, nie wiemy.

To tyle w temacie banjo i Elvisa z oficjalnych źródeł. Dalej możemy się jedynie zastanawiać jak to było w rzeczywistości. Brak konkretnych informacji na ten temat sugeruje, że Elvis nie potrafił grać na banjo. Z kolei z drugiej strony wydaje się to mało prawdopodobne, że nie opanował go chociaż w niewielkim stopniu, skoro w opisie instrumentu czytamy: "w niektórych stanach na południu USA jest niemal narodowym instrumentem" i było wykorzystywane w country, bluegrassie, jazzie, folku i popie. Jak wiemy Elvis palił się do gry na każdym instrumencie i nie omijał żadnego, jak to napisano na stronie Graceland w artykule zatytułowanym: "Elvis Presley, the Musician", Elvis "nigdy nie wahał się podnieść jakiegokolwiek instrumentu aby zobaczyć, co może na nim zagrać".

Nie wierzę też, że mając takie cudo w domu, tylko na nie parzył i podziwiał, nie grając. To przeczy naturze Elvisa. Zresztą po co by kazał je kilka razy stroić Wilkinsowi? Przecież stroju instrumentu na stojaku nie widać.

Poza tym to, że czegoś nie ma na zdjęciach, nie oznacza, że nie miało miejsca. Jak wiele jest takich rzeczy, które Elvis robił bardzo często, a mimo to nie zostały uwiecznione można przeczytać w poście: "Elvis, jakiego nie zobaczymy i nie usłyszymy".

* * *

W tytule dodałam też mandolinę, by zasygnalizować wam kolejny instrument jaki jest przypisywany Elvisowi w nielicznych wzmiankach, na jakie bardzo rzadko można trafić w niektórych materiałach. Na razie poza monosylabowymi frazami typu "grał na mandolinie", "miał mandolinę", nie trafiłam na żadne konkrety, dlatego nie będę zakładać oddzielnego postu dla tego instrumentu.

Jak wiemy Elvis wiele instrumentów trzymał w swoich domach w Kalifornii. Rzekomo wśród nich była też mandolina.

Znając też niechlujność w nazywaniu instrumentów przez Amerykanów, wcale bym się nie zdziwiła, gdyby pisząc "mandolin" mieli na myśli właśnie banjo lub odwrotnie.

Zdjęcie przedstawia banjo (po lewej) i mandolinę (po prawej), lecz widoczne na zdjęciu te konkretne instrumenty nie należały do Elvisa


Czekający na scenie Elvis z czterostrunowym banjo na kolanach. Zdjęcie przypuszczalnie pochodzi z 1956 roku


Rozbieżności źródłowe:

W źródłach nie ma zgodności, kiedy Elvis poznał się osobiście z Lordami. Z artykułu "Jack Lord’s Special Memory of Elvis", autorstwa Marcia Borie, wynika że dopiero w dzień koncertu satelitarnego. Z artykułu "Did Elvis have a banjo?", na stronie Elvis Matters, wynika że w listopadzie 1972 roku. Z kolei kiedyś trafiłam na źródło, które mówiło, że te dane są błędnie powielane od lat, gdyż Elvis poznał Lordów już w maju 1972 roku, podczas wakacji na Hawajach. Ponoć spędzał wtedy z nimi każdą chwilę, kiedy nie pracowali akurat na planie. Niestety nie było w nim informacji, czy Elvis był wówczas w ich domu.

W związku z tym trudno dociec kiedy rzeczywiście Jack Lord podarował mu banjo. Autor artykułu - Marcia Borie - z którego zaczerpnęłam opis przebiegu kolacji u Lordów, podaje, że było to kilka dni po koncercie satelitarnym, ostatniej nocy pobytu Elvisa na Hawajach, co nie jest możliwe, gdyż Elvis wyjechał wtedy już następnego dnia, 15 stycznia 1973 roku, do Los Angeles, a 18 stycznia 1973 roku był już w Las Vegas, tak przynajmniej podają wszelkie "Day by Day". Z kolei Marie Lord mówiła, że Elvis przyszedł do nich o ósmej wieczorem (zgodnie z umówionym terminem), a wyszedł o północy, zatem nie mógł być tam w dzień koncertu satelitarnego.
Natomiast od 16 do 25 listopada 1972 roku był też na Hawajach, gdzie 17 i 18 listopada 1972 roku koncertował. Był to pierwszy planowany termin koncertu satelitarnego, który później (z różnych względów) przesunięto na 12 i 14 stycznia 1973 roku. Wtedy (w listopadzie 1972 roku) Elvis faktycznie został na Hawajach jeszcze tydzień dla odpoczynku, a noc z 24 na 25 listopada była ostatnią w tym miejscu. Dlatego zastanawiam się czy autor nie pomylił obu tych okresów i w rzeczywistości nie chodziło o noc z 24 na 25 listopada 1972 roku, a nie o styczeń 1973 roku. Wtedy Lordowie byli przynajmniej na jednym z koncertów, a później odwiedzili Elvisa za kulisami. Zatem Elvis nie mógł ich poznać dopiero w styczniu 1973 roku, to kolejna nieścisłość.

Również John Wilkinson mówi o tym, że kilka dni po koncercie satelitarnym Elvis został zaproszony do Lordów, gdzie udał się z grupą swoich przyjaciół z Memphis Mafii. To by jednak znaczyło, że wszelkie "Day by Day" jednak świadczą nieprawdę mówiąc, że Elvis już następnego dnia po koncercie (15 stycznia 1973 roku), wyjechał do Los Angeles. Natomiast potwierdzałoby informację, że pierwszy raz był u nich w domu.

Niemniej wiele pewnych źródeł podaje, że Elvis poznał Lordów osobiście w maju 1972 roku podczas swoich wakacji na Hawajach.


niedziela, 18 września 2016

Marmurki dyrygenta Joe Guercio

W połowie roku 1970 ruszyły prace do pierwszego pełnometrażowego filmu dokumentalnego o Elvisie Presleyu, kręconego przez wytwórnię MGM (Metro-Goldwyn-Mayer).

Na potrzeby filmu zatrudniono nowego dyrygenta orkiestry. Był nim doświadczony profesjonalista Joe Guercio, który pracował dotąd z największymi sławami show-biznesu. Pierwszy raz kierował swoją orkiestrą dla Elvisa podczas próby 7 sierpnia 1970 roku.

Poważny, systematyczny, stateczny i ułożony dyrygent zupełnie nie mógł się odnaleźć w tej nowej współpracy. Jak twierdził sam Guercio, początkowo był zdegustowany brakiem aranżacji i beztroskim podejściem Elvisa do prób (Elvis bardziej skupiał się na dowcipach, opowiadaniu anegdot, gadaniu, śpiewaniu gospel, niż próbach pod kątem koncertu - jednak w ten właśnie sposób się koncentrował, czego Guercio jeszcze nie wiedział). Elvis w przeciwieństwie do niego nie znosił szablonowości i rutyny, a za to kochał improwizacje podyktowane chwilą.

Gdy pewnego razu, Joe Esposito zagadnął go jak mu się pracuje z Elvisem, ten odparł nie kryjąc rozczarowania, że ta współpraca "przypomina łapanie spadających marmurków* ze schodów". :) Joe Guercio, w przeciwieństwie do sekcji rytmicznej Elvisa, nie nawykł jeszcze do stylu jego pracy i zwyczajnie nie nadążał za Presleyem.

* Marmurkami nazywano kulki do gry, wykonane z marmuru lub ze szkła. W Polsce zaczęły się pojawiać na przełomie lat 70. i 80. (ale nazywano je zwyczajnie "kulkami" lub "szklaniakami", a nie marmurkami) i były używane przez dziewczynki w grze "korale", zamiast tradycyjnych paciorków (lub wraz z nimi). Gra w korale łudząco przypominała chłopięca grę w kapsle. Polegała na pstrykaniu koralikami, po wcześniej narysowanej krętej trasie do mety - w przypadku korali był to dołek, a w przypadku kapsli końcowa linia toru. Dziś takie kuleczki ze szkła są sprzedawane jako gadżety (wypełniacze) do tworzenia kompozycji ozdobnych. W marketach często leżą w siateczkach obok barwionych, suszonych ziół, otoczaków, muszli i innych ozdób tego typu.

Oczywiście Joe Esposito szybko doniósł Elvisowi, co o współpracy z nim myśli jego nowy dyrygent - Joe Guercio. Porównanie jej do skaczących po schodach marmurków, rozbawiło Elvisa do łez. Docenił też trafność i oryginalność tego porównania. Postanowił więc zareagować osobiście i natychmiast, w sposób dla siebie charakterystyczny, czyli wyciąć Joe jakiś numer. :)

Następnego dnia Joe Guercio miał problem z otwarciem drzwi swojej garderoby. Tak sam wspomina ten dzień:
"Gdy w końcu mi się udało wejść do środka, zobaczyłem na podłodze jakieś trzy tysiące marmurków, a na lustrze wiadomość: »Goń za marmurkiem ... E.P.« [red. w sensie "goń za mną"]. Od tego dnia traktowano mnie jak pełnoprawnego członka ekipy."
Te marmurki Joe miał dosłownie wszędzie, w kieszeniach ubrań, w zlewie, szufladach, gdzie popadło. :) Zastanawiał się potem jak Elvis w środku nocy potrafił zorganizować takie ich ilości. Nie zdziwiłabym się gdyby Elvis znowu wystawił jakiegoś właściciela sklepu z łóżka. No i zapewne tak to wyglądało, bo innej możliwości raczej nie było.

Stosunek Guercio do Elvisa wkrótce zmienił się diametralnie, już po pierwszym, wspólnym występie na scenie. Zrozumiał, że naprawdę wielkim artystom, bliżej jest do improwizacji niż powielania z góry ustalonych schematów i właśnie ta umiejętność improwizacji czyni ich wielkimi. Odkąd Joe zobaczył Elvisa na scenie został jego gorącym fanem. Tak sam mówi o swoim przeobrażeniu:
"Grałem na scenie z wieloma gwiazdami i nie chce tu nikogo postponować, ale to nie ta klasa co Elvis. Jezu Chryste! To było doświadczenie nie z tej ziemi! Trochę piosenek, bardzo mało choreografii - nie tak, jak w przypadku wielu innych show w Las Vegas. Jeśli jednak mówimy o wyjściu na scenę i potrząśnięciu publicznością, to Elvis nie miał sobie równych i drugiego takiego już nie będzie. Te emocje na widowni ... coś niewiarygodnego. Nie chce powiedzieć, że muzycznie było to mistrzostwo świata, ale ta charyzma ...! Uwielbiał okręcać sobie ludzi [red. widownię] wokół małego palca i naprawdę potrafił to robić."
I jest w tym najprawdziwsza prawda. Zaraz mi się przypomina opis (Jerrego Hopkinsa, z "Elvis. Król rock'n'rolla") wyglądu publiki w International Hotel w Las Vegas, gdy Elvis wystąpił tam na swoim pierwszym koncercie po przerwie hollywoodzkiej, ale tak było zawsze, za każdym razem i w każdym miejscu.
"Zanim zdołał rozpocząć show, publiczność sprawiła, że zamarł. Właśnie miał zaśpiewać pierwsze wersy, gdy uderzył go ryk z widowni. Spojrzał. Cała publiczność zerwała się z miejsc, żywiołowo klaszcząc i gwiżdżąc. Wiele osób stanęło na siedzeniach i wrzeszczało. I to wszystko, zanim jeszcze zdążył otworzyć usta.
Po czterdziestu minutach od rozpoczęcia show, publiczność była nie do poznania - fryzury w nieładzie, przekrzywione krawaty, wszyscy zlani potem. (...) sala przypominała miejsce orgii albo co najmniej apogeum spotkania odnowy wiary zielonoświątkowców."
Tym sposobem, choć Joe Guercio nie przepadał wcześniej za rockiem, ani nie był też fanem Elvisa, to właśnie nim został (za to fanką Elvisa była jego żona). Odtąd był z Elvisem na scenie do końca jego dni, dzielnie goniąc za swoim "marmurkiem", z utworu na utwór, z koncertu na koncert, z trasy na trasę ...

Zawsze mówił, że występy Presleya to nie tylko koncerty, lecz prawdziwe happeningi, na których bawi się nie tylko publiczność zgromadzona na koncercie, ale także całe miasto żyje jego obecnością.

 Elvis Presley i Joe Guercio na scenie i poza nią

Biuro Joe Guercio oraz on sam podczas pracy poza sceną

Joe Guercio przy pomniku Elvisa i ujęcia z "Elvis: The Concert"

Szklane kuleczki, zwane w Stanach "marmurkami" (wcześniej robiono je z marmuru), które służyły do gry w kulki (coś podobnego jak u nas gra w kamienie)

Joseph "Joe" Guercio urodził się w Buffalo w stanie Nowy Jork, w dniu 16 lipca 1927. Uczęszczał do Lafayette High School. Po skończeniu szkoły zajął się grą na fortepianie w Town Casino, głównym klubie Buffalo w tym czasie.

To właśnie tam został zauważony przez menedżera Patti Page. Tak został zatrudniony jako jej akompaniator i przeprowadził się do Nowego Jorku.

W 1956 roku ożenił się z Corinne "Corky" Wolfram, tancerką i choreografką. W 1988 roku ożenił się ponownie - z Penny France, brytyjską piosenkarką i tancerką.

Później Guercio osiedlił się w Las Vegas. Wśród innych wykonawców, z którymi pracował byli: Julius La Rosa, Steve Lawrence i Eydie Gormé, Diahann Carroll, Gladys Knight. Wiele z gwiazd, które przeszły przez Las Vegas pracowało z Guercio w pewnym momencie swojej kariery, np. Barbara Streisand, Natalie Cole (córka Nat King Cole). Kiedy w 1970 roku korporacja Hilton wykupiła International Hotel (korporacja wykupiła hotel w 1970 roku, ale nazwę na Hilton zmieniła dopiero rok później), przyjął w nim posadę dyrektora muzycznego, z zastrzeżeniem, że będzie swą funkcję pełnił zdalnie, gdy Elvis będzie gdzieś koncertował - Guercio już do końca życia Elvisa towarzyszył mu na wszystkich koncertach, nie tylko w Hilton Hotel. Od 1970 do 1977 roku, podróżował z Presleyem na każdy koncert (średnio 160 występów rocznie).

Po śmierci Presleya w 1977 Guercio koncertował z Dianą Ross (1978-1984). Później układał muzykę i pracował dla najlepszych "salonów" Las Vegas (Golden Nugget, Arizona Charlie, kasyna Las Vegas).

W ostatnich latach regularnie koncertował w ramach przedsięwzięcia zwanego (między innymi) "Elvis: The Concert", polegającego na tym, że Elvis śpiewa na telebimach (tylko jego śpiew, muzyka została usunięta), a na scenie akompaniują mu prawdziwi muzycy na żywo, w większości ci, którzy towarzyszyli mu za życia (dziś to już ludzie w wieku plus minus 80 lat).


W 2001 roku został wprowadzony do Buffalo Music Hall of Fame. Joe Guercio spędził ostatnie 15 lat w Nashville, gdzie zmarł 4 grudnia 2014 roku.


piątek, 5 sierpnia 2016

Elvis i instrumenty - gitary

Najbardziej znanym instrumentem kojarzonym z Elvisem Presleyem jest oczywiście gitara. Był to też pierwszy* instrument jaki dostał w swoim życiu. W styczniu 1946 roku wybrał się z matką do domu towarowego Tupelo Hardware w Tupelo, gdzie wówczas mieszkali (w 1948 roku przeprowadzili się do Memphis, gdzie Elvis mieszkał już do śmierci). Gladys miała mu wtedy kupić wymarzony prezent na jedenaste urodziny. Nie był to wcale rower, jak informują chyba w większości źródła, tylko karabin (więcej o tej historii przeczytacie w poście "Rower czy strzelba?"). Gladys jednak ten pomysł się nie podobał. Summa summarum w końcu udało jej się nakłonić Elvisa do zmiany decyzji (przy wydatnym współudziale pracowników sklepu) i w rezultacie Elvis wybrał gitarę. Notabene gitara też znajdowała się wśród pozycji, o których marzył mały Elvis, zaraz za karabinem i rowerem, w tej kolejności.

* Albo drugi instrument. Pierwszym prawdopodobnie był flet prosty, jak wspomina jedna z biografii Elvisa, w której czytamy, że matka Elvisa (Gladys), zaprowadzała go do kogoś na lekcję gry na flecie. Aczkolwiek czy był to instrument Elvisa, czy tylko pożyczony, nie wyjaśniono.

Kiedy Elvis dostał gitarę, prawie się z nią nie rozstawał. Opisywałam to już w poście "Zwiastuny wielkości", ale przypomnę kilka faktów. Początkowo kilka lekcji miał mu dać miejscowy proboszcz, czy dał w rzeczywistości tego nie wiemy na pewno, gdyż źródła, co do tego nie są zgodne. Natomiast wiemy, że kilka podstawowych chwytów pokazali mu wujkowie - Johnny Smith (brat matki) i Vester Presley (brat ojca), którym instrument ten nie był obcy. Reszta to jego charyzmatyczna praca oparta głównie na grze ze słuchu. Był samoukiem. Doszedł jednak do takiej perfekcji, że zadziwiał swoją grą nawet innych muzyków. Kilka lat później, podczas jednego z jego pierwszych koncertów w 1954 roku, Johnny Cash, kolega Elvisa z Sun Studio, powiedział o jego grze:
„Presley nie mówił dużo. Ale nie musiał. Dzięki swojej charyzmie potrafił skupić na sobie uwagę wszystkich. Tamtego wieczoru obserwowałem przede wszystkim jego grę na gitarze. Elvis był niesamowicie dobrym gitarzystą rytmicznym. Zaczynał ‘That’s All Right (Mama)’ jedynie od wokalu i gitary akustycznej, a robił to tak, że żadne inne instrumenty nie były potrzebne”.
Z kolei jego rówieśnicy oraz ludzie, którzy mieli możliwość przysłuchiwania się grze młodego Elvisa, mówili że radził sobie fantastycznie, z każdym dniem grając coraz lepiej. W końcu grał tak dobrze, że ilekroć zasiadł gdzieś pod drzewem grając i śpiewając, zaraz zewsząd schodzili się ludzie, przybiegały dzieci i młodzież. Kuzyn Elvisa, Herschell Presley, który bardzo często bywał u Presleyów (mieszkał z rodzicami poza Tupelo, jednak prawie codziennie zabierali się szkolnym autobusem w odwiedziny do Presleyów w Tupelo), tak to wspomina ten czas:
"Jeździliśmy do Tupelo szkolnym autobusem. Odwiedzaliśmy rodzinę Elvisa, chodziliśmy na występy, tłukliśmy się i co tylko. Elvis wszędzie nosił tę starą gitarę. Uwielbiał ją. Przez większość czasu miała nie więcej jak trzy struny, ale on robił z nią cuda!"
Elvis od dziecka nie grał na gitarze zbyt delikatnie, toteż cieńsze struny (wiolinowe) od razu pękały. W późniejszych latach, to był główny zarzut jaki stawiał mu Scotty Moore. Twierdził, że Elvis byłby także świetnym gitarzystą klasycznym, gdyby bardziej "szanował" struny, ale Elvis już do końca życia grał ostro. Przepełniał go rytm i chyba nie potrafił inaczej, w każdym razie nie w twardych, rockowych utworach, bo przy balladach nie miał problemu z delikatną i subtelną grą.

Długo nie rozstawał się ze swoją pierwszą gitarą. Był to instrument, na którym uczył się pierwszych akordów i kształtował swój własny styl. To właśnie na niej grał razem z przyjaciółmi po przenosinach do Memphis i prawie każdego dnia zabierał ją ze sobą do szkoły. Gitarę tę możemy również usłyszeć na pierwszych nagraniach Elvisa (płytach) z Sun Records.

Elvis grywał na różnych gitarach. Podczas koncertów w latach pięćdziesiątych, głównie na rytmicznej. Natomiast w latach 60. i 70. na scenie, gitara służyła mu przede wszystkim za rekwizyt. Rzadko kiedy zagrał na niej cały utwór (w roku 1969 i 1970 jeszcze tak, później już tylko sporadycznie). Elvis grał dobrze zarówno na gitarach akustycznych jak i elektrycznych, a w ramach tych dwóch grup prawie na wszystkich ich typach. Podobno nawet na barokowej.

Hirek Wrona (polski dziennikarz telewizyjny i radiowy, niezależny publicysta, także DJ) w wywiadzie poświęconym Elvisowi, jaki udzielił internetowemu Enter The ROOM (magazyn online o kulturze i pozytywnym stylu życia), podkreślił:
"Jak nikt inny potrafił przełożyć język czarnej muzyki na biały kolor skóry. Moim zdaniem on całe życie śpiewał czarną muzykę. Na bardzo ważną rzecz zwrócił uwagę Johnny Cash w swojej autobiografii. Wspomniał, że Presley był znakomitym gitarzystą. W ogóle się o tym nie mówi. Johnny Cash podkreślił to później jeszcze kilka razy. On był niesamowitym muzykiem. Miał doskonały słuch, potrafił zagrać piosenkę, którą słyszał w życiu tylko raz."
Na której z gitar grał najlepiej? Jak zwykle zdania wśród znawców są podzielone. Z całą pewnością był niekwestionowanym mistrzem gry rytmicznej, chociaż zdaniem chyba nawet większości gitarzystów na basie grał lepiej niż na tradycyjnej gitarze akustycznej (sześciostrunowej).

Natomiast co ciekawe, nie trafiłam na zdjęcie Elvisa z gitarą siedmiostrunową. Może dlatego, że w Stanach ona nigdy nie była popularna. Gitara siedmiostrunowa pochodzi z Rosji (dlatego nazywana jest też "rosyjską" lub "cygańską"). Do Ameryki trafiła pod koniec lat 30. XX wieku, a spopularyzowana została dopiero w latach 90. XX wieku.

*      *      *
*      *
*

Ex Post
Ostatnie ustalenia (28 maja 2021 roku):

Tak, pierwszych kilku lekcji gry na gitarze udzielił Elvisowi Brat Frank Smith (to chyba brat Gladys), który był pastorem Assembly of God Church w East Tupelo. To pewna informacja, ponieważ pochodzi z e-maila od Elvis Presley Birthplace.

Źródła mówią, że na początku Elvis otrzymał kilka wskzówek od dwóch braci Gladys i jednego pastora. Czy Brat Frank Smith, był jednocześnie tym pastorem i bratem Gladys, nie mam pewności, z zapisu to nie wynikało.

Z kolei w innym źródle wyczytałam, że w 1950 roku, Elvis wziął kilka lekcji od sąsiada o nazwisku Lee Donson.

*
*      *
*      *      *

Elvis grający na gitarze basowej w filmie, studiu i w domu (na sofie w pokoju dziennym). Podczas nagrań sesyjnych, o ile Elvis decydował się grać na gitarze, była to gitara tradycyjna, ale podczas słynnej sesji nagraniowej u niego w domu, w pokoju "Dżungla", grał na gitarze basowej

Elvis przy gitarze z dwoma gryfami. O ile dobrze pamiętam również pojawiła się przynajmniej w jednym filmie

Elvis grający na gitarze dwunastostrunowej. Większość zdjęć pochodzi z filmu "Spinout", gdzie gitara ta pojawiała się w wielu scenach

Elvis grający na odmianie gitary akustycznej Arch Top, zwanej również "orkiestrową", "gibsonką" lub "Hollow Body". W dużym skrócie, gitara ta ma charakterystyczne pudło rezonansowe - wypukłe obustronnie (brzegi są węższe), a zamiast otworu rezonansowego w części przedniej, są dwa mniejsze w kształcie stylizowanej litery "f"

Elvis grający na różnych gitarach tradycyjnych sześciostrunowych (zwykłych i elektrycznych) w różnych okresach swojego życia i w filmach

Tutaj zdjęcie Elvisa grającego na ciekawej gitarze - z wydłużonym gryfem. Wydłużony gryf to sprawa normalna w gitarach basowych, ale rzadko jest stosowany w sześciostrunowych

Schody w posiadłości Graceland, na których wyeksponowano kilkanaście gitar Elvisa oraz ... skrzypce(!)

Zastanawiają mnie te skrzypce na schodach. Czyżby Elvis też na nich grał? Z pewnością niejeden raz miał skrzypce w ręce i próbował się zmierzyć z tym instrumentem, jak i z wieloma innymi, ale dlaczego znalazły się akurat na tej ekspozycji? W każdym razie nigdzie nie spotkałam informacji by skrzypce były instrumentem, który opanował na tyle biegle by na nim grać.

Wiem, że zostały umieszczone specjalnie, tylko nie wiem dlaczego. Tak przynajmniej wynikało z opisu EPE, która tę ekspozycję zrobiła. Sama zwróciła na nie uwagę, ale zamiast wyjaśnienia napisała coś w tym stylu "odwiedź Muzeum Graceland, a dowiesz się wszystkiego" i tu pojawił się link do strony, gdzie rezerwuje się bilety.

Niemniej Elvis był faktycznie właścicielem skrzypiec Stradivarius. Nie wiem tylko czy oryginalnych czy kopii, bo różnie się podaje. Zawsze myślałam, że to tylko kwestia inwestycji czy kolekcjonerstwa, lecz po tej ekspozycji nie jestem tego już taka pewna. W końcu z jakiegoś powodu ustawiono je wśród gitar, na których grał.

Ex Post (12 czerwca 2022 roku) - jeśli chodzi o skrzypce, patrz post "Elvis i instrumenty - skrzypce".