Nazwa najczęściej spotykana:Red Target White Suit Nazwa alternatywna: nie Inne nazwy: nie Linia / Seria:Karate Style / Target Kolor wiodący:biały Linia kolorystyczna:czerwona Części kompletu:1 Ilość elementów:3
kombinezon - z poszerzonymi w szpic rękawami u dołu, z rozcięciem, bez guzików; nogawki z rozcięciem i czerwoną fałdą; na przodzie i tyle torsu, w ich centralnym punkcie, znajduje się cel (nawiązanie do tarczy strzelniczej), okolony odchodzącymi od niego promieniście liniami (symbolizują nietrafianie do celu, rozrzut strzału); takie same motywy zastosowano na rękawach i bokach spodni;
pasek - biały, szeroki, skórzany; zachowana ornamentyka z kombinezonu, dodatkowo zdobiony złotymi, metalowymi krążkami; z dwoma rzędami złotych łańcuchów;
peleryna - biała, z czerwoną, atłasową podbitką; motyw promieni zgodny z ornamentyką na kombinezonie;
Ilość egzemplarzy: jeden; Chustki dla publiczności: na pewno (jakie, nie wiadomo, o kolorze decydował zawsze Elvis); Projekt i wykonanie: Bill Belew, Gene Doucette, IC Costume Co.; Używany na koncertach:
raczej nigdy;
Opis:
Kostium został zaprojektowany w 1973 roku, a na jego rysunku projektowym widnieje podpis Gene Doucetta, jednak sam pomysł przypisuje się Billowi Belewowi. Jest to możliwe, w 1973 roku Gene jeszcze wszystko konsultował z Belewem, zanim w 1974 roku, ten nie scedował na niego prawie* całkowicie odpowiedzialności za garderobę sceniczną Elvisa.
* Prawie, gdyż Bill poczynił wiele projektów dla Elvisa, które nie zostały jeszcze sfinalizowane i czekały na swoją realizację. Nie wiem dokładnie jakie były uzgodnienia między panami, ale choć Gene przejął całkowicie opiekę nad garderobą sceniczną Elvisa, to jednak w strojach z późniejszego okresu udział Belewa bywa także zauważalny.
Jak wiemy, jedną z pasji Elvisa było strzelanie, w czym był na prawdę świetny. Właśnie do trafiana do celu nawiązuje ornamentyka tego kostiumu. Cel, środek tarczy strzelniczej i odchodzące od niego promienie z zaznaczonymi punktami - nietrafionymi strzałami (niecelnymi). Motyw ten znajduje się na torsie (przód i tył), rękawach, bokach nogawek spodni oraz powtarza się w określonej sekwencji na pasie. Istnieje też domniemanie, że w przypadku czerwonego "targeta" mogło chodzić o inną symbolikę - ranę zadaną ostrym narzędziem i rozbryzg krwi (patrz opis pod obrazkiem ze szkicem projektu).
W zasadzie nie wiadomo dlaczego Elvis nie użył na scenie czerwonej wersji "targeta". Można tylko domniemywać powodów. Kostium ten nie był jeszcze gotowy, Elvis nie czuł się w nim komfortowo (jakieś błędy w uszyciu) lub po prostu tak się złożyło (przy wyborze jakoś go pomijał). Najbardziej prawdopodobne wydaje się być przypuszczenie pierwsze i drugie, ponieważ Elvis lubił ten kostium w wersji niebieskiej i często go zakładał. Nosił go głównie w 1973 roku w Las Vegas oraz na trasach koncertowych, a także w 1974 roku w Lake Tahoe. Dlatego myślę, że gdyby kostium "Red Target White Suit" był wtedy ukończony, a jego jakość nie budziłaby zastrzeżeń, to zapewne Elvis również by go założył. Zatem albo przygotowano go lub ukończono dopiero po jego śmierci albo miał jakieś wady, które spowodowały, że Elvis nie zdecydował się użyć go na koncercie.
Chociaż, z drugiej strony wcale nie mamy pewności iż nie wystąpił w tym kostiumie, to że nie ma zdjęć o niczym nie świadczy, nie ma ich z połowy występów Elvisa na scenie. Poza tym w lecie 1973 roku mamy taką sytuację - z oświadczeń uczestników koncertów wiemy, że Elvis występował wtedy kilka razy w jakimś białym jumpsuicie z czerwoną fałdą i w białym jumpsuicie z niebieską fałdą, jednak żaden z nich nie został zidentyfikowany. Wiemy na pewno, że nie był to żaden jumpsuit znany nam ze zdjęć, więc kto wie? Może jednym z nich był "White Red Target Suit" a drugim "White Light Blue Target Suit"? Czyli dwa kontrowersyjne jumpsuity, co do tego czy istniały. To znaczy "White Light Blue Target Suit" istnieje do dziś i znamy jego wygląd ze zdjęć z wystaw, ale ponieważ nie ma jego zdjęć na Elvisie, podważa się czy to faktycznie jego kostium.
Chciałabym zwrócić uwagę na załączone zdjęcia. Macie tam na nich idealny przykład niechlujstwa i nie trzymania się faktów przy tworzeniu replik kostiumów, o którym wspominałam już we wprowadzeniu do listy jumsuitów ("Jumpsuity"). Za ten stan rzeczy, najmniej winiłabym firmę B & K Enterprises Costume Co., która od lat naprawia i konserwuje stroje Elvisa, a jednocześnie produkuje ich repliki na sprzedaż, ponieważ jest tylko "biernym decyzyjnie wykonawcą" pomysłów i zaleceń pazernego tworu o nazwie EPE. Po prostu muszą respektować wszystko, co tamci zadecydują, to ich być albo nie być.
Pierwszy obrazek to składanka trzech zdjęć. Tylko zdjęcie po lewej i górne po prawej odzwierciedlają faktyczny wygląd pasa przewidzianego do tego jumpsuitu (jednego z dwóch "targetów" - czerwonego). Dokładnie, chodzi o metalowe krążki na pasie. W wersji niebieskiej były one złote, lekko oksydowane i pozbawione tej kwiatowej obwódki (patrz ostatnie zdjęcie). Z drugiej strony na projekcie Doucetta, ta obwódka jakby też była. Jednak wiemy, że szkice projektowe, to nie projekt końcowy, tylko ogólny zarys. Dlatego projektanci często opatrują je dodatkowymi uwagami - uściśleniami. Na tym też są, aczkolwiek nieczytelne. Może pamięć jest złudna, ale wydaje mi się, że ja już widziałam wcześniej ten rysunek w lepszej jakości i był na nim także podpis Billa Belewa.
Jednocześnie złote krążki bez obwódki, widoczne na pierwszym zdjęciu, są poniekąd dowodem, że kostium powstał jeszcze za życia Presleya, ponieważ są takie same, jak te na niebieskim "targecie", który Elvis nosił na scenie. W wersji handlowej "Red Target White Suit" jest obecnie oferowany z krążkami prezentowanymi na drugim zdjęciu.
W każdym razie w wersji niebieskiej, jedynej jaką Elvis ubierał na scenę, na pasku obwódki wokół metalowych krążków nie było.
* * *
* *
*
Ex Post
Ostatnie ustalenia (27 listopada 2018 roku):
Od listopada 2018 roku firma B & K Enterprises Costume Co. zaczęła przerabiać swoją stronę. Jeśli chodzi o ten kostium, dodała dwie znane fotografie z poprzedniego kolażu, ale nieco powiększone i oraz dwa nowe (klamry i pasa). Niestety, nadal oferują ten kostium ze zmienionym pasem (inne blaszki, nie takie jakie były w oryginale), chociaż kiedyś mieli wierną kopię w ofercie sprzedaży.
*
* *
* * *
Replika kostiumu "Red Target White Suit", wraz z peleryną, oferowana w sklepie firmy B & K Enterprises Costume Co.
Zdjęcia repliki kostiumu "Red Target White Suit" (wraz z pasem), oferowanego obecnie w sklepie firmy B & K Enterprises Costume Co., które ukazały się na stronie w listopadzie 2018 roku
Projekt (szkic) kostiumu, który prawdopodobnie* posłużył także do powstania "Red Target* White Suit", sygnowany przez Gene Doucettae'a (ostatniego projektanta Elvisa Presleya) oraz zestawienie kostiumów, które przypuszczalnie powstały na bazie tego samego projektu. Są to kolejno od lewej: "Sunburst White Suit", "Red Target White Suit", "Blue Target White Suit" i "Blue Target Second White Suit"
* Prawdopodobnie, gdyż z tym szkicem jest trochę zamieszania. Kolorystyka oraz wzór na torsie i spodniach, sugeruje kostium "Sunburst White Suit". Na stronie sklepu firmy B & K Enterprises Costume Co., szkic opisany jest jako "Flame", czyli wskazuje na kostium "White Flame Suit", co z całą pewnością jest błędem, gdyż tamten kostium ma swój własny szkic projektowy - wspominałam o nim przy omawianiu "Navy Blue Two Piece Flame Suit" (ponieważ oba stroje "flame" opatrzono tą samą ornamentyką,
jak na prawdziwym projekcie "Flame", a nie tym tutaj, patrz post "Jumpsuit - Navy Blue Two Piece Flame Suit"). Sądzę, że osoba opisująca obrazek na stronie zasugerowała się brakiem ornamentu na rękawach i stąd wziął się ten błąd nazwy szkicu.
Kolejna sprawa, która dowodzi, że na tym samym szkicu bazowano więcej razy. Pierwsza nazwa jumpsuitu na projekcie (nieczytelna), została zmieniona (przepisana flamastrem) na "Blaet", co znaczy "ostrze", "klinga". To wskazuje, że Gene Doucette zmienił koncepcję dla czerwonego "targeta" i wzór nie miał symbolizować tarczy strzelniczej, jak w przypadku niebieskiego "targeta", tylko ranę zadaną ostrzem klingi i rozbryzg krwi. Niebieski kostium miał mieć nazwę "Target", a czerwony "Blaet". Jednak ponieważ kostiumy są identyczne, różnią się tylko kolorami kamieni, postanowiono je nazwać tak samo, dla odróżnienia opatrując je dodatkowo nazwą koloru - "Blue Target" i "Red Target".
Jeden z imterpersonatorów (imitatorów, naśladowców) Elvisa Presleya, ubrany w jumpsuit "Red Target White Suit"
Dla porównania, Elvis Presley w jumpsuicie "Blue Target White Suit" i zdjęcie oryginalnego pasa do tego kostiumu (niebieskiej wersji "targeta")
Nazwa najczęściej spotykana:New Generation Eagle Suit Nazwa alternatywna: nie Inne nazwy: nie - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Wersja I Linia / Seria:Karate Style / Patriotic Eagle / New Generation Eagle Kolor wiodący: biały Linia kolorystyczna: niebieska Części kompletu:1 Ilość elementów:2
kombinezon - z poszerzonymi w szpic rękawami u dołu, z rozcięciem, bez guzików; kołnierz napoleoński zdobiony; na piersiach i plecach stylizowany orzeł amerykański w barwach flagi narodowej; na ramieniu i z boku nogawki (tuż nad linią kolana) mały emblemat z wycinkiem flagi amerykańskiej; na całej powierzchni i na kołnierzu zdobienia w postaci złotych i srebrnych promieni oraz gwiazdek różnej wielkości (również złotych i srebrnych); w dole nogawek niebieska fałda;
pasek - biały skórzany, szeroki, zdobiony z wykorzystaniem tych samych elementów jakie użyto na jumpsuicie; z podwójnym rzędem łańcuchów, srebrnym i złotym;
Wersja II Linia / Seria:Patriotic Eagle / New Generation Eagle Kolor wiodący: niebieskii/lubczerwony Linia kolorystyczna: (nie ustalono) Części kompletu:1 Ilość elementów: 2
kombinezon - imituje połączenie kombinezonu bez rękawów, pod który założono koszulę z suto marszczonymi rękawami, z mankietami w formie falbanki; na całej powierzchni (tak na części kolorowej kombinezonu, jak i na koszulowych rękawach) zdobienia w postaci złotych i srebrnych promieni oraz gwiazdek różnej wielkości (również złotych i srebrnych); część kolorowa z głębokim, okrągłym wycięciem, a powyżej biała część koszulowa z napoleońskim kołnierzem; fałda w rozcięciu nogawek spodni (przypuszczalnie złota lub srebrna; możliwa też opcja czerwonej w niebieskim kostiumie i niebieskiej w czerwonym kostiumie);
pasek - skórzany, szeroki, niebieski lub czerwony (w zależności od koloru kombinezonu), zdobiony z wykorzystaniem tych samych elementów jak na jumpsuicie;
-
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
- - - - - - Ilość egzemplarzy: jeden (dla każdego z kolorów); Chustki dla publiczności: na pewno (jakie, nie wiadomo, o kolorze decydował zawsze Elvis); Projekt i wykonanie:Bill Bellew, firma IC Costume Co., Gene Doucette (reaktywacja), B & K Enterprises Costume Co.; Używany na koncertach:
nigdy (faza projektowa);
Opis:
To kolejny jumpsuit z motywem ptaka, a trzeci z orłem, po "White Aloha Suit" i "White American Eagle Suit". Został zaprojektowany dla Elvisa, ale za jego życia nie został jeszcze ukończony, w sensie uszyty.
Jednak firma B & K Enterprises Costume Co. dokończyła go już po jego śmierci i włączyła do oferty sprzedaży w swoim sklepie. Można go było nabyć za 4.100,- dolarów (na jesieni 2016 roku został objęty przeceną i na razie kosztuje jeszcze 3.960,- dolarów).
Skoro w sierpniu 1977 roku, gdy zmarł Elvis, jego prototyp nie został jeszcze ukończony, to raczej nie był przewidziany na trasy koncertowe w okresie jesienno-zimowym 1977 roku. Przypuszczalnie miał być przygotowany dopiero na europejską trasę koncertową Elvisa, którą planowano na 1978 rok. Elvis miał kilka życzeń odnośnie swoich nowych kombinezonów tworzonych na turnee po Europie. Jednym z nich była nowa wersja patriotycznego kostiumu z orłem. Założył sobie, że nie wystąpi na niej w kostiumach znanych z poprzednich występów, chociaż rozważał pewne wyjątki. Ostatnie dwa lata jego występów, pod względem strojów były fatalne, w kółko nosił "White Sundial Suit", a od czasu do czasu zakładał jeszcze: "Blue Egyptian Bird Suit", "White Egyptian Bird Suit", "White King of Spades Suit", "White Arabian Second Suit", "Dark Blue Silver Phoenix Suit", "White Red Phoenix Suit", "White Black Phoenix Suit", "White Blue Rainfall Suit", "White Chief Suit", "White Flame Suit" i "White V-neck Suit" (zaledwie 12 strojów na prawie 200 występów, z czego większość w "White Sundial Suit").
Koncepcja Gene'a Doucette'a obejmowała dwie jego wersje. Pierwsza - jednolity biały kombinezon, a druga - kolorowy (niebieski lub czerwony) z suto marszczonymi, białymi rękawami (tak jak np. biały i niebieski "Bicentennial Suit", "Totem Pole", "Alpine", "V-Neck"). To swego rodzaju nowość. Dotąd, występowanie danego jumpsuitu w dwóch postaciach, wiązało się przede wszystkim z ich wersją jedno i dwuczęściową lub też nieznacznymi różnicami w zdobieniu (kolorystyka, nieco inne kamienie, napy).
Kostium "White New Generation Eagle Suit" w wersji pierwszej ("White New Generation Eagle Suit") można zamówić od ręki, natomiast jego druga wersja ("Blue New Generation Eagle Suit" lub "Red New Generation Eagle Suit"), jest dostępna tylko na indywidualne zamówienia. Tym bardziej dziwi brak zdjęć wersji drugiej na stronie sklepu, ponieważ z opisu wynika, że jumpsuit ten dość znacznie odbiega od tego, co widzimy na szkicu projektowym - np. można zażyczyć sobie także rękawy typu puffy. W ogóle to niepoważne i lekceważące! Jak można sprzedawać ubiór wart kilka tysięcy dolarów, którego nawet zdjęcia nie można zobaczyć, wyłącznie na podstawie czarno-białego szkicu?! Niestety, tak działa EPE, niezależnie czy dotyczy to opisów przedmiotów wystawianych na aukcje, informacji jakie publikują na swojej stronie, czy sprzedawanych jumpsuitów, liczy się tylko kasa, zero rzetelności, solidności i tak poszukiwanych przez fanów faktów biograficznych odnośnie kostiumów scenicznych Elvisa.
Dotąd, raz tylko widziałam interpersonatora w wersji pierwszej tego jumpsuitu i ani razu w wersji drugiej. Można to zrozumieć, większym popytem cieszą się stroje, które znamy z występów Elvisa na scenie, niż te, które miał hipotetycznie założyć w przyszłości.
Chociaż w zasadzie mowa tu o dwóch różnych (a uwzględniając kolorystykę, nawet o trzech), acz podobnych jumpsuitach (z takim samym orłem), to zarówno projektant jak i sklep przewidział dla nich wspólną nazwę. Dlatego i ja omówiłam je w jednym poście. Ten w wersji II miał być uszyty tak, jak na przykład kostiumy "Bicentennial", "Totem Pole", "V-Neck", "Alpine", czyli z sutymi rękawami z innego, bardziej lejącego materiału, a nie z gabardyny jak reszta kostiumu.
Jeśli chodzi o zdobienie kostiumu, mi się ten orze zupełnie nie podoba. Jest nienaturalny, jakiś taki trywialny, nieprzypominający orła, jakby powstał w oparciu o rysunek dziecka.
* * *
* *
*
Ex Post Ostatnie ustalenia (12 listopada 2018)
Na stronie firmy B & K Enterprises Costume Co. w pierwszej dekadzie listopada 2018 roku, pojawiło się nowe zdjęcie tego kostiumu. Jest większe, więc można się lepiej przyjrzeć różnym detalom.
Ex Post
Ostatnie ustalenia (25 listopada 2018)
Nadal przerabiają stronę firmy B & K Enterprises Costume Co., z różnym skutkiem (są rzeczy, które dołożyli, lecz i takie, które zepsuli). Jeśli chodzi o ten kostium, pojawiły się kolejne zdjęcia, ale zdjęcie całościowe kostiumu znów pomniejszono.
*
* *
* * *
Jumpsuit "White New Generation Eagle Suit" w wersji jednolitego kombinezonu, w całości wykonanego z białej gabardyny. Drugie zdjęcie pokazało się na stronie firmy B & K Enterprises Costume Co. w pierwszej dekadzie listopada 2018 roku - jest trochę większe, więc można się lepiej przyjrzeć detalom. Pozostałe trzy pod koniec listopada. Możemy na nich zobaczyć plecy kostiumu i klamrę pasa
Jumpsuit "New Generation Eagle Blue (i/lub Red) Suit" w wersji dwukolorowej, czyli z doszywanymi rękawami z białego, atłasowego materiału (lub innego jasnego koloru)
W zasadzie od początku kariery Elvisa wiecznie mu grożono. Początkowo byli to zazdrośni chłopcy, czy mężowie, a także różne świry. Kiedy po okresie hollywoodzkim Elvis powrócił do koncertowania i stał się jeszcze sławniejszy, wszystko wróciło ze zwielokrotnioną siłą. Stale otrzymywał różne anonimy i telefony z pogróżkami. W międzyczasie naraził się również światu przestępczemu. Wkrótce sytuacja stała się tak poważa, że wzmocniono ochronę, tak na koncertach jak i w hotelach, gdzie pomieszkiwał. Oprócz funkcjonariuszy z policji, na widowni i w hotelach kręcili się tajniacy po cywilnemu, a FBI zajęła się weryfikacją wszelkich gróźb. Dotyczyły zarówno życia Elvisa, jak i całej rodziny. W pewnym momencie bardzo realna stała się (według FBI) groźba uprowadzenia, a nawet zabicia Lisy Marii, córki Elvisa. Cała świta (Memphis Mafia) dostała specjalne pozwolenia na publiczne noszenie broni*, a sam Elvis prawo do posiadania rewolweru na scenie (nosił go w bucie, w specjalnej kaburze mocowanej pod kolanem). Zrobiło się tak poważnie, że wszystkim puszczały nerwy, nie tylko bezpośredniej ochronie Presleya, ale ponoć i stróżom prawa.
* Pozwolenie na publiczne noszenie broni polegało na tym, że mogli ją nosić w widoczny sposób, na specjalnych uprzężach, tak jak policjanci.
Po lewej zdjęcia ilustrujące kaburę na łydkę, jaką Elvis miał pod spodniami jumpsuitu, gdy wychodził na scenę, a poniżej sposób jej umieszczania w podwyższonych butach, jakie używał podczas występów (to nie są nogi Elvisa, jak również żaden z prezentowanych tu gadżetów). Po prawej męskie podwiązki do skarpet. Występowały w dwóch rodzajach, ze stałą zapinką, nazywaną też "żabką" (rysunek górny) oraz z regulowaną do krótszych skarpet (rysunek dolny). Nie wiem co było pierwsze (kabura czy pasek do skarpet), ale oba urządzenia wyglądały podobnie i osadzano je na tej samej zasadzie, wykorzystując kształt ludzkiej łydki. Jak już jestem przy temacie to dodam, że męskie podwiązki wyszły z mody na przełomie lat 70. i 80. XX wieku, ale właśnie wracają do łask :)
Doszło do tego, że panowie z Memphis Mafii stali się zbyt szybcy i zbyt brutalni. Trzeba ich trochę zrozumieć, żyli pod ciągłą presją i w wiecznym napięciu. Poza tym chronili życie człowieka, od którego zależał także ich byt oraz ich rodzin. Jeśli chodzi o Westów (kuzynów) i Dave Hablera, utarło się nawet pewne zdanie, które coraz częściej było powtarzane przy okazji różnych incydentów, kiedy zdaniem opinii publicznej ich ingerencja i zaangażowanie było nazbyt gorliwe: "Westowie najpierw biją, a potem zadają pytania". Wiadomo, gdy raz, drugi, trzeci ingerencja okaże się pomyłką, wtedy gromy z jasnego nieba lecą na ochroniarzy. Gdyby okazało się, że było coś na rzeczy, opinia publiczna wyniosłaby ich zapewne na piedestał w glorii chwały. Różne są szkoły ochrony, większość jednak skłania się, że lepiej walnąć o kilka razy za dużo niż o jeden raz za mało, a w przypadku zagrożenia najpierw się je eliminuje, a potem zadaje pytania. I tak właśnie postępowało tych trzech panów.
Od czasu, gdy po pewnym incydencie ochrony (aczkolwiek w pełni uzasadnionym, w Lake Tahoe, w 1974 roku - patrz post "Występy Elvisa w Lake Tahoe", gdzie jest to opisane), jeden z miejscowych cwaniaków postanowił zyskać trochę rozgłosu i kasy, oddając sprawę do sądu, media ją nagłośniły, a później inni "pokrzywdzeni" starali się podążać tym samym śladem.
Wraz ze wzrostem zagrożenia i częstotliwością ingerencji ochrony, posypały się pozwy sądowe o naruszenie nietykalności cielesnej. Prawnicy Elvisa mieli pełne ręce roboty, a jego konto chudło z powodu wypłacanych odszkodowań. To wszystko zbiegło się w czasie z kłopotami finansowymi, jakie go dopadły (zakup samolotu i jego modernizacja; oszustwo mafii finansowej, która przekręciła go na milion dolarów; jego nie mająca granic hojność w stosunku do osób prywatnych i instytucji oraz kilka inwestycji i przedsięwzięć, w jakie zaangażował swój kapitał, środki). Oprócz tego zaczął podupadać na zdrowiu, co wiązało się z kilkoma hospitalizacjami i korektą planowanych występów.
Elvis przeprowadził z nimi kilka rozmów, lecz sytuacja nie ulegała poprawie. Po którymś z kolejnych incydentów, gdy panowie znów wykazali się przesadną nadgorliwością, Elvis ostrzegł ich po raz ostatni, zapowiadając, że jeszcze jedno takie "temperamentne" zachowanie, a wylecą z pracy. Nie trzeba było długo czekać, podczas jednego z czerwcowych koncertów, panowie znów zareagowali niewspółmiernie do sytuacji, a na drugi dzień prasa ponownie miała używanie.
Tym razem Elvis postanowił nie odpuścić. Za dużo go to wszystko kosztowało, na koncertach zarabiał mniej niż wynosiły zasądzane odszkodowania i zawarte ugody, a do tego cierpiał jego wizerunek. Nie trudno się domyślić, że media całą winę szybko przerzuciły z ochroniarzy na niego, zarzucając mu tolerowanie i aprobowanie takich zachowań.
Wydał Vernonowi (ojcu) odpowiednie dyspozycje. Chciał odsunąć ich od wykonywania obowiązków tylko na jakiś czas. Doskonale rozumiał, że to co robili, robili dla jego dobra, działając pod presją niekończących się pogróżek i w poczuciu permanentnego zagrożenia. Jednocześnie chciał by myśleli, że są bezpowrotnie zwolnieni, bo ewidentnie coraz bardziej zjadała ich rutyna i trzeba było jakoś ten zapał przystopować. Uznał, że takie rozwiązanie pozwoli im się odstresować, wypocząć, wyciszyć, nabrać dystansu, a także wyzbyć rutyny. W rzeczywistości nie chciał ich eliminować ze swojego otoczenia. Poza tym, że byli jego ochroniarzami, należeli do jego najbliższych i lojalnych przyjaciół od lat wczesnej młodości.
Jego wolą było, żeby wręczyć całej trójce zwolnienia, wypłacić trzymiesięczne odprawy, a po upływie tego okresu, przywrócić do pracy, czego na razie nie mieli wiedzieć (przez te trzy miesiące, aż nie zostaną zawezwani i powiadomieni, że w rzeczywistości było to tylko chwilowe odsunięcie od pracy, aby ich trochę utemperować). Chodziło również o to by zamknąć usta prasie. Faktycznie nic by na tym nie stracili, poza tym, że przez kwartał przebywaliby na przymusowym urlopie. Ale wszystko potoczyło się inaczej.
W sprawę wmieszał się Parker (menadżer), namawiając Vernona, żeby olał dyspozycje syna, a całą trójkę wywalił na zawsze. Miał w tym swój interes. To był czas, gdy sam nie czuł się pewnie, bo Elvis stale mu wygrażał, że zerwie z nim umowę menadżerską (chodziło wiecznie o to samo - turnee poza USA). Mniej więcej w tym okresie Colonel szukał sojuszników (szpicli) w najbliższym otoczeniu Elvisa (Memphis Mafii), ponieważ postanowił go inwigilować 24h na dobę, czego wcześniej nigdy nie robił. Tymczasem Westowie nie należeli do tych, którzy wejdą z nim w jakieś układy poza wiedzą Elvisa, byli lojalni. Zatem, gdy tylko nadarzyła się okazja postanowił wykorzystać ją do swoich celów.
Vernon przerażony stanem konta i beztroską syna, który każdą rozmowę z nim na temat pieniędzy, kwitował słowami: "to nie problem, zagram kilka koncertów i wpadnie milion", zwietrzył oszczędności. Trzech ludzi Elvisa, dobrze zarabiających i często przez niego obdarowywanych zniknie, co pozwoli zaoszczędzić wiele tysięcy dolarów. De facto Vernon przekabacony przez Colonela postanowił postąpić inaczej, zrobił dokładnie tak, jak ten mu polecił.
Poprosił chłopaków do siebie 13 lipca 1976 roku, wręczył im zwolnienia z trzydniowym terminem wypowiedzenia i kopertą z ... tygodniówką! Zaognił jeszcze sprawę swoim stwierdzeniem, o "redukcji personelu w celach oszczędnościowych"! Chyba nie trzeba obrazowo tłumaczyć, jak czuli się lojalni, długoletni pracownicy i zarazem przyjaciele Elvisa, dowiadując się, że poszli na pierwszy ogień "planu oszczędnościowego" Vernona! Rozczarowanie i żal były przeogromne, zwłaszcza do Elvisa, który był tu zupełnie bez winy, o czym nie mieli wtedy pojęcia. Elvis też popełnił błąd. Scedował ten niewygodny obowiązek na ojca, zamiast osobiście wręczyć chłopakom wypowiedzenia. Choć to Vernon zajmował się personelem, to w tej sytuacji Elvis powinien to zrobić osobiście, tym bardziej, że zależało mu aby wszystko wyglądało bardzo przekonująco (tak jak pisałam, chciał ich nastraszyć i utrzymać przez trzy miesiące w przekonaniu, że są faktycznie zwolnieni). Chłopcy odebrali to jak siarczysty policzek i osobisty afront. Nie mogli uwierzyć, że człowiek, którego chronili, osłaniając go własnym ciałem, a jednocześnie wieloletni kumpel do tańca i różańca, prawie od ćwierćwiecza*, nie raczył nawet uścisnąć im ręki na pożegnanie, tylko uciekł, jak szczur z tonącego okrętu!
* Z Westami znał się ponad dwadzieścia lat, z Dave Hablerem od 1972 roku.
Tymczasem Elvis przekonany, że za trzy miesiące sytuacja wróci do normy, nawet nie pomyślał o dopełnieniu takich szczegółów, przecież nie rozstawał się z nimi na zawsze. Nie miał też okazji później z nimi porozmawiać, gdyż nie łączono żadnych rozmów od nich do niego, co wcale mu nie podpadło. Tłumaczył to sobie ich urażoną dumą i sam też nie dzwonił, żeby dać im spokojnie przetrawić żale. Nie pozwalano też na kontakty osobiste, co zrozumiałe w sytuacji, gdy Vernon i Parker dopuścili się tak rażącego i brzemiennego w skutkach sprzeniewierzenia wobec Elvisa.
Gdy po trzech miesiącach trójka jego zwolnionych przyjaciół nie pojawiła się w Graceland, Elvis się zdziwił i zapytał Vernona dlaczego. Na co dostał nieprawdziwą odpowiedź, że "unieśli się honorem i odmówili powrotu do pracy". Elvis ciągle nie miał pojęcia jak faktycznie wyglądała prawda. Miał ją poznać jakiś czas później.
Dopiero, gdy został wreszcie poinformowany o oszczerczej książce "Elvis: What happened" ich autorstwa (chyba przez Larrego Gellera, o ile dobrze pamiętam), jaką zamierzają wydać, wtedy zdziwiony zaczął dochodzić skąd w nich tyle złości i nienawiści, iż posunęli się do tak nieczystej gry? Przecież nic nie stracili, ani finansowo, ani zatrudnienia, po prostu tylko ich trochę nastraszył. Wówczas doniesiono mu, jak faktycznie zmieniono jego dyspozycje i postąpiono z ochroniarzami. Elvis szalał z wściekłości, lecz niewiele mógł już zrobić, mleko się rozlało, a sprawy zaszły tak daleko, że sytuacja stała się patowa. W końcu doszło do pewnej rozmowy telefonicznej.
Elvis tłumaczył się przed Redem Westem, że nie takie wydał dyspozycje. Ten jednak nie dał temu wiary, uważał, że próbuje ratować swoją skórę (by nie dopuścić do wydania książki) i dlatego teraz tak przedstawia całą sprawę. Nie przyjęli też propozycji Elvisa przywrócenia do pracy. Zresztą w tej sytuacji to nie był dobry pomysł dla żadnej ze stron. Relacje już nigdy nie byłyby takie jak wcześniej, co w teorii było nawet możliwe, lecz nierealne, gdyż Elvis dla oczyszczenia atmosfery musiałby przegonić winnych zaistniałej sytuacji - wywalić swojego ojca i zmienić menadżera. Pierwszego nigdy by nie uczynił, a na drugie nie był to odpowiedni czas (za dużo bieżących problemów się nawarstwiło).
Zaproponował im też bardzo wysoką rekompensatę, za wstrzymanie druku - każdemu po 50 tysięcy dolarów, a tyle to oni dostali od wydawcy do podziału na trzech. Niestety, panowie nie mogli już przystać nawet na taki korzystny układ. I nie chodziło o zaliczkę, którą już dawno przetrwonili, bo pieniądze od Elvisa pokryłyby ją z nawiązką, lecz o horrendalne* odszkodowanie, jakie w umowie przewidział wydawca, na wypadek gdyby zechcieli się z niej wycofać. Brał pod uwagę taką okoliczność, bo wiedział doskonale, że książka powstała w afekcie - złości i rozżaleniu na Elvisa.
* Kwota została utajniona, ale z różnych przecieków wiemy, że chodziło o wartość od jednego do nawet trzech milionów dolarów. Prawdopodobnie po milionie od każdego.
Joe Esposito w swojej wypowiedzi dla portalu Elvis Presley News tak mówił po latach:
"Została napisana przez dziennikarza brukowego o imieniu Steve Dunleavy na podstawie wywiadów z członkami Memphis Mafii: Redem Westem, jego kuzynem Sonnym Westem i instruktorem karate Elvisa, Dave'em Heblerem. Trzej ochroniarze zostali zwolnieni w połowie 1976 roku i podjęli straszliwą decyzję, która rozbiła świat Elvisa i stworzyła największy niszczycielski wstrząs w jego osobistym życiu od czasu śmierci ukochanej matki.
Każdy z nas, kto kiedykolwiek pracował dla Elvisa, został przynajmniej raz zwolniony. To było coś, co było nieuniknione, jeśli byłeś przy nim przez dłuższy czas. Lecz wiedzieliśmy również, że prędzej czy później zostaniesz poproszony o powrót. Przez całe moje życie, do dnia dzisiejszego nie mogłem zrozumieć dlaczego Red i Sonny zwrócili się przeciwko Elvisowi i rozpoczęli pracę nad eksplozją »opowiedzenia wszystkiego« o życiu osobistym Elvisa, jego wadach, złych nawykach i wybuchach złości. Głównym celem tej książki było zwrócenie ognia i zdmuchnięcie pokrywy z mitu Presleya.
Kiedy Elvis przewracał strony, czytając najbardziej sprośne rzeczy, jakie mógł sobie kiedykolwiek wyobrazić i że ktoś mówi to o nim, stał się popielaty. Był oburzony. Był przekonany, że ta książka zniszczy całe jego życie. I w pewnym sensie naprawdę wierzę, że tak się stało. Stracił wolę walki. Na scenie zawsze śpiewał: »Panie, tym razem dałeś mi górę ...«"
Tak zakończyła się nieodpowiedzialna decyzja Pułkownika i Vernona, jaka na zawsze skłóciła Elvisa z jego trzema, wiernymi, oddanymi i lojalnymi dotąd ludźmi, a dodatkowo "zaskutkowała" haniebną, oszczerczą książką, która prócz prania brudów, zawierała stek pomówień i kłamstw, mających ugodzić w Elvisa i jego dobre imię.
* * *
* *
*
Ex Post
Inne ustalenia (18 maja 2022 roku):
Shirley Dieu, dziewczyna Joe Esposito od 1975 roku. Poza Jo, żoną Billy'ego Smitha, była najbardziej szanowaną kobietą wśród dziewczyn i żon Memphis Mafii przez Elvisa. Trafiłam na jej wywiad, jaki udzieliła jednemu z brazylijskich korespondentów. Odnosi się w nim także i do tej sprawy.
Zapytana o reakcję Elvisa na książkę, mówi:
"Tak, był wściekły! Nie chodziło tak bardzo o to, co napisali, chociaż to samo w sobie było niepokojące, ale bardziej o zdradę. Nikt jeszcze nie przekazał prawdziwej historii, ale byłam tam, kiedy powiedział ojcu, żeby ich zwolnił i co skłoniło go do zwolnienia.
Napisali książkę, aby zemścić się na Elvisie za zwolnienie ich. Mówił o tym? Tak, reagował tak jak ty, czy ja, gdyby ktoś napisał książkę pełną kłamstw o naszym życiu osobistym, tylko po to żeby się zemścić, bo nie chcieliśmy ich już mieć wokół nas. Wszyscy byliśmy zdenerwowani.
Red i Sonny byli zdrajcami i są nimi do dziś. Twierdzili, że próbowali uratować Elvisa, ale byli zbyt zajęci wykorzystywaniem go, a następnie zdradzaniem go, niż kiedykolwiek próbowali mu pomóc".
Oczywiście Elvis chciał ich przywrócić do pracy, o czym Shirley nie wspomina. Chociaż jak widać reszta tego nie chciała. Zbyt się panoszyli i nie szanowali innych.
Jednak najbardziej mnie zaciekawiło i jednocześnie zaszokowało, to co mówi dalej:
"Ostatecznie to był jego wybór, kogo chciał w pobliżu i dokonał tego wyboru. Jeśli nie chciał, żeby ktoś był w pobliżu, to nie był w pobliżu.
W rzeczywistości zapłacił Marty'emu Lackerowi 10.000 dolarów, aby trzymał się z daleka. Tak, Joe Esposito,
Priscilla i David Stanley osobiście mi to powiedzieli, podobnie jak inni.
W końcu nie chciał też Reda i Sonny'ego Westów czy Dave'a Heblera, więc ich zwolnił. To ironiczne, kiedy ci czterej faceci nazywają siebie „Mafią z Memphis”, podczas gdy w rzeczywistości są „The Ex-Memphis Mafia”. Ponownie, to był wybór Elvisa, kogo tam chciał. Jeśli on cię tam nie chciał, nie zostałeś włączony do grupy. To nie brzmi jak błędne zachowanie. To brzmi dla mnie bardzo normalnie".
No proszę, ten Marty Lacker, kreujący się przez dziesięciolecia na jedynego uczciwego, poczciwego, obiektywnego i porządnego członka MM, okazał się takim łajdakiem, że Elvis postanowił mu zapłacić, żeby tylko zniknął z jego życia!
*
* *
* * *
Jako podsumowanie, zestawienie decyzji Elvisa i tego jak zmienił je Vernon, za namową Pułkownika, w stosunku do trzech ochroniarzy: Sonny'ego Westa, Reda Westa i Dave Hablera
Rozmowa Elvisa z Redem Westem z 3 października 1976 roku, zapis transkrypcji tej rozmowy oraz zdjęcie okładki płyty CD, na której została wydana (chyba w 2015 roku)
Jedna z teorii związanych ze śmiercią Elvisa mówi, że został zamordowany. Z początku wydaje się najmniej prawdopodobna z wszystkich. Jednak gdy pozbieramy różne fakty do kupy, zaczyna brzmieć wiarygodnie. Tak wiarygodnie, że znalazła swoje odbicie w kilku książkach, w tym jednej, znanej także polskiemu czytelnikowi - "Elvis Presley. Kto zabił Króla?" (tytuł oryginału: Elvis. The Secret Files), Johna Parkera, wydanej przez Alfa-Wero, w 1995 roku.
Jako pierwsze pojawia się pytanie kto mógłby być zainteresowany zniknięciem Elvisa z ziemskiego padołu? Wbrew pozorom było to całkiem spore grono osób:
jego menadżer, Pułkownik Tom Parker,
niektórzy członkowie Memphis Mafii,
świat przestępczy (La Cosa Nostra i Finansjera),
producenci,
służby specjalne,
osobisty lekarz, George Nichopoulos ("Dr Nick"),
rodzina i najbliżsi.
W przeddzień swojej kolejnej trasy koncertowej Elvis nie sprawiał wrażenia człowieka, który wkrótce ma się rozstać z życiem, ani z własnej woli, ani też z uwagi na stan zdrowia. Od miesiąca oczyszczał organizm (na jego prośbę lekarz przygotował specjalny program redukcji zażywanych leków), dużo ćwiczył, pracując nad swoją kondycją fizyczną, miał specjalną dietę, a w wolnych chwilach starał się odpoczywać i relaksować. Ta trasa miała być wyjątkowa, co Elvis podkreślał w rozmowie z kilkoma osobami, w tym na kilka godzin przed śmiercią ze swoim przybranym bratem, Rickiem Stanleyem (jeden z synów drugiej żony jego ojca Vernona, z jej poprzedniego związku). Przygotował nowe zestawy piosenek i kazał je rozesłać muzykom. Wydłużył też koncerty, co wynikało z ilości utworów na listach, ale chyba zaplanował coś jeszcze. Co? - nie wiadomo. Powtarzał tylko, że ta trasa koncertowa będzie wyjątkowa, najlepsza z wszystkich jakie w życiu dał, a ludzie zapamiętają ją na zawsze. Można to różnie interpretować, jako złowróżbną przenośnię lub jako zapowiedź fantastycznego show.
Elvis miał świadomość, że podczas czerwcowego turnee nie wypadł najlepiej, zmęczenie i zły stan zdrowia były aż nazbyt widoczne. Na domiar złego, na niecałe dwa tygodnie przed planowaną datą trasy sierpniowej, w księgarniach pojawiła się szkalująca go książka: "Elvis: What happened?", wydana przez jego byłych bodyguardów (rzekomo zwolnionych na polecenie Elvisa; to było trochę inaczej, opiszę sprawę w oddzielnym poście)*, w osobach Sony West, Red West, Dave Habler. Elvis bardzo się obawiał reakcji fanów. Lecz nie tego, że straci na popularności, tylko, że ich zawiedzie. Było w niej wiele kłamstw, które miały go pogrążyć. Taką panowie wymyślili sobie zemstę. Elvis był załamany, nie mógł uwierzyć, że ci, którym dał pracę, obdarował domami, samochodami, setkami wartościowych prezentów i rozrywek, których prawdziwie kochał, zrobili mu coś takiego. I nie chodziło o prawdę, nawet jeśli opisywałaby te mniej chwalebne strony z jego życia, lecz o perfidne kłamstwa jakie się w niej znalazły. Tej ostatniej nocy, kiedy rozmawiał z Rickiem, wziął do ręki egzemplarz tej książki, podniósł w górę i zapytał: "Rick, i co ja powinienem z tym zrobić?". Chodziło o to, czy podać sprawę do sądu, czy odpuścić.
W każdym razie Elvisowi bardzo zależało na tym, by wypaść na tej trasie jak najlepiej. Jego wygląd, kondycja i show jaki planował dać, miały być odpowiedzią na oszczerstwa z książki. Chociaż Elvis nie musiał się obawiać reakcji fanów nic a nic, bo ci byli mu tak oddani (podobnie jak on im), że na znak solidarności z artystą, gremialnie bojkotowali książkę, sprzedaż była prawie zerowa. Wszytko, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zmieniło się dopiero po jego śmierci. Sprzedaż nagle ruszyła z kopyta, a książka już kilka dni później stała się bestsellerem.
Jednak nie uprzedzajmy faktów i przyjrzyjmy się po kolei wszystkim podmiotom, wyszczególnionym na wstępie. Oczywiście informacje podane poniżej będą się zazębiać i przenikać między sobą, ponieważ ściśle się ze sobą wiążą - dotyczą śmierci Elvisa i osób z jego otoczenia.
Menadżer
Parker od zawsze był człowiekiem wypranym z wszelkich uczuć. Bogiem i treścią życia były dla niego pieniądze, a Elvis, już od samego początku był tylko narzędziem ich pomnażania. Jego życie, zdrowie, szczęście, aspiracje, marzenia nie miały żadnego znaczenia.
Dobrze wychowany, bogobojny, nad wyraz dobry, uczciwy i grzeczny chłopiec z Południa, nigdy nie pozwoliłby sobie przeciwstawić się swojemu menadżerowi. Elvis w swojej dobroci i naiwności wierzył w dobre intencje Parkera. W końcu to właśnie on uczynił go jeszcze sławniejszym i bogatszym.
Betty Jane Baker, wokalistka i dyrygent chóru w programie "TV Specials" ("Comeback Special '68) o Elvisie:
"Jestem pełna podziwu wobec tak ogromnej światowej niewinności [red. jak nazwała Elvisa], której główną myślą
była miła, uczynna, uzdrawiająca, uspokajająca i podnosząca na duchu obecność wobec ludzi wokół niego. Człowiek, który pobłogosławił
wszystkich swoją obecnością, człowiek tak otwarty, uczciwy i ufający, że był całkowicie ślepy na złe zamiary innych".
Przyszedł rok 1968, Elvis osiągnął wiek chrystusowy, 33 lata. W czasie 12 lat swojej dotychczasowej kariery muzycznej i filmowej, pobytu w wojsku, na planie, w studiach, na koncertach wiele zobaczył i wiele doświadczył. Dojrzał. Powoli przestawał być grzecznym, zawsze posłusznym chłopcem, a zaczął być mężczyzną, który stara się zapanować nad własnym życiem. To właśnie w 1968 roku pierwszy raz tupnął głośniej nogą i powiedział Parkerowi: "koniec z filmami, wracam do koncertowania". Ponoć zagroził, że nie podpisze więcej żadnego kontraktu filmowego, więc jeśli Parker w jego imieniu dogada się z jakąś wytwórnią, to w całości poniesie koszty niedotrzymania umowy. Efektem tego był program "Comeback Special '68", który miał być miernikiem zainteresowania rynku Elvisem, a także podwaliną pod przyszłe trasy koncertowe (promocją, przypomnieniem artysty). Pokazał, że Elvis nie tylko nic nie stracił jako wokalista, to jeszcze zyskał. Wyglądał pięknie i męsko, jak nigdy dotąd i śpiewał pięknie i męsko, jak nigdy dotąd. Był jak spod igły, dopracowany w każdym szczególe, muzycznie i wizualnie. Po prostu chciało się go słuchać i oglądać. Natychmiast po grudniowej emisji programu, posypały się intratne propozycje. Powrót w wielkim stylu okazał się triumfem. Nawet dotąd zwykle nieprzychylna prasa, rozpływała się w peanach pochwalnych i superlatywach.
Drugi raz Elvis zaczął delikatnie przytupywać w 1972 roku. Chodziło o turnee poza granicami kraju. Parker zasłaniał się trudnościami organizacyjnymi i zobowiązaniami wobec Hilton Hotel, z którym pięcioletni kontrakt wygasał dopiero pod koniec 1974 roku. W 1975 roku, Elvis znowu bardziej zdecydowanie przypomniał Parkerowi o turnee, a ten widocznie roztoczył przed nim wspaniałe wizje, bo Elvis na jednej z konferencji prasowych pochwalił się, że takie turnee jest właśnie przygotowywane. Z pomocą Pułkownikowi przyszły kłopoty zdrowotne Elvisa, a skoro jego podopieczny podupadł na zdrowiu, to przecież nie mógł mu planować męczącego wyjazdu za ocean. I tak znowu mu się udało wykręcić od przygotowania trasy koncertowej poza granicami USA, a rok 1976 upłynął Elvisowi na występach w kraju. Jak tłumaczył się Parker z nieprzygotowania zagranicznego turnee na 1977 rok, nie wiem. Natomiast dalsze relacje między panami stanęły pod znakiem zapytania, a zerwanie przez Elvisa umowy menadżerskiej z Colonelem wydawało się być tylko kwestią czasu. Wiemy, że Elvis postawił Parkerowi ostateczne ultimatum, które musiało brzmieć bardzo bezkompromisowo, bo Pułkownik faktycznie zabrał się za organizację turnee po Europie. Jednocześnie przystąpił do inwigilacji Elvisa, jego odizolowania i całkowitego ubezwłasnowolnienia (więcej poniżej, pod hasłem: Memphis Mafia). Czy tym ultimatum Elvis przypieczętował swój los? Być może.
W lecie 1977 roku, Parker musiał przedstawić Elvisowi jakieś dowody zaawansowania przygotowań, bo ten wyraźnie się ożywił. Zgodził się nawet na rozmowy z projektantem odnośnie nowych strojów*, przymiarki i wizyty u krawca, czego unikał przez ostatnie dwa lata. Jeden kombinezon przygotowano już na sierpniową trasę (był to "Blue Historic Suit", nazywany również "Last Blue Suit"), która nigdy nie doszła do skutku.
* Elvis przez prawie dwa lata odmawiał stawienia się u krawca, rozmów na temat nowych strojów, a nawet pobrania swoich wymiarów (na to był najbardziej wyczulony). To było bardzo kłopotliwe, bo przerabianie jego jumpsuitów odbywało się "na oko". Czy jedynym nowym kombinezonem przygotowanym na trasę sierpniową był "Blue Historic Suit", nie możemy być pewni. Taką informację podało EPE, ale wiemy z doświadczenia, że i po 35 latach potrafią wyjąć króliczka z kapelusza (mam tu na myśli "Comeback Special Gold Suit").
Colonel nigdy by nie dopuścił do opuszczenia Stanów przez Elvisa. Dlaczego? Miał swoje powody. Jako zbieg z Holandii, poszukiwany listem gończym na terenie Europy (był również podejrzany o dokonanie morderstwa, być może dwóch, choć w przypadku drugiego miał wtedy status świadka), a jednocześnie nielegalny emigrant na terenie USA, posługujący się w dodatku fałszywą tożsamością (przywłaszczył ją sobie po zmarłym pułkowniku, którego poznał służąc w armii), za granicą obawiał się aresztowania, a przy powrocie do USA, że nie zostanie ponownie wpuszczony. Natomiast wysłanie samego Elvisa nie wchodziło w ogóle w grę - bał się panicznie, że utraci nad nim kontrolę, a zatem i sowite zyski (zabierał większość wypracowanych przez Elvisa pieniędzy), gdy ktoś zaproponuje mu lepsze warunki i przejmie funkcje jego menadżera*. Przez te wszystkie lata strach i obawy związane z poczuciem zagrożenia, przybrały postać obsesyjnego lęku. To już raczej nie był zwykły strach, lecz jednostka chorobowa, w rozumieniu kryteriów psychiatrycznych. Z punktu widzenia bezpieczeństwa samego Parkera możliwe były dwa rozwiązania - żywy Elvis koncertujący tylko w obrębie USA lub ... martwy.
* Umowa menadżerska, gwarantowała Parkerowi aż 50% zarobków Elvisa i to przed opodatkowaniem! To było absolutnym ewenementem w historii show-biznesu. Oprócz tego Parker potworzył różne spółki, w których miał udziały o kilka razy większe niż Elvis (np. Elvis 25% on 75%). Zarabiał na Elvisie jeszcze na inne sposoby, o których nie chcę tu pisać. Spokojnie można powiedzieć, że jeśli Presley zarobił milion na czysto (po odjęciu podatków i poniesionych kosztów - pensje dla muzyków, orkiestry, ochroniarzy i całej reszty personelu, opłacenie wszystkim hotelu, wynajem sal i studiów na próby, transport osób i sprzętu, kostiumy dla siebie, zespołu i chórków), to Parker miał wtedy za to samo trzy lub może i cztery miliony.
Parker lubił być ważny, brylować na salonach, jako agent największego artysty w historii, do którego drzwi dobijały się różne osobistości show businessu, gotowe płacić horrendalne kwoty aby tylko zabukować na występ Elvisa. Lubił jeździć po kraju, wydawać dyspozycje odnośnie przygotowania miejsca na przyjazd Presleya, doglądać wszystkiego, a przede wszystkim kochał swój jarmarczny marketing, w którym się spełniał zawodowo. Z drugiej strony miał też świadomość, że martwy Elvis, to większe pieniądze i mniej osobistego zaangażowania (pracy).
Odejście Elvisa zupełnie go nie poruszyło. Wcześniej tak wszystko sobie poustawiał, że w przypadku jego śmierci był jedynym beneficjentem wpływów finansowych z twórczości i wizerunku Presleya. Był człowiekiem tak pozbawionym taktu i współczucia, że dzień po śmierci Elvisa stawił się z samego rana u Vernona (ojca Elvisa) z plikiem papierów do podpisania, które gwarantowały mu wpływy z tego czego nie zdążył jeszcze przepisać na siebie za życia Presleya! Po tych zabiegach Lisa Marie Presley, której testamentem Elvis zapisał cały swój majątek, została z nieruchomościami, ale bez środków do życia i ich utrzymania. Sprawa trafiła do sądu. Po dwóch latach, teoretycznie zakończyła się przywróceniem jej praw do spuścizny zawodowej ojca, jednak sąd nakazał wypłacić Parkerowi dwa miliony dolarów tytułem utraconych przyszłych wpływów z legalnych umów. Tak to szczwany lis sobie wykoncypował i ustawił. Stało się tak dlatego, że Parker wykorzystał lukę prawną, dzięki której w USA był traktowany jako bezpaństwowiec (człowiek bez swojej ojczyzny, bez obywatelstwa), w związku z czym w procesach sądowych nie podlegał większości przepisom prawa, jakim podlegali pełnoprawni obywatele USA. Z tegoż samego powodu nigdy nie odpowiedział karnie (nie poszedł do więzienia) za przekręty, które mu udowodniono podczas tego dwuletniego procesu.
Elvis ze swoim menadżerem, Pułkownikiem Colonelem Tomem Parkerem, w różnych latach, miejscach i okolicznościach
Memphis Mafia
Pewnie wielu zada sobie pytanie jak to możliwe by komuś z tej uprzywilejowanej grupy ludzi mogło zależeć na śmierci Elvisa. Kto z nich mógłby chcieć zobaczyć swojego hojnego pracodawcę i dobrego kumpla w jednej osobie, na marach i dlaczego. W zasadzie odpowiedź nie jest skomplikowana.
Nie będę wymieniać nikogo personalnie, choć poniekąd już to uczyniłam, pisząc we wstępie o książce "Elvis: What happened" i jej bojkocie, a przecież nie tego oczekiwali autorzy i wydawca. To miało być "dzieło", na które rzucą się miliony fanów w kraju, później przetłumaczone dla kolejnych milionów fanów z zagranicy, a wydawca i autorzy odtąd mieli wieść beztroskie, zabezpieczone finansowo życie. Lecz wielbiciele Elvisa Presleya, konsekwentnie solidaryzowali się ze swoim ukochanym mistrzem, guru i bożyszczem, a nienabywanie książki miało być wiadomością od nich dla niego, zapewnieniem o uznaniu i lojalności. Być może ta solidarność kosztowała go życie? To jeden aspekt.
Jednak spójrzmy też z jeszcze innej perspektywy. Większość z nich zaczynała pracę u Elvisa mając niewiele ponad dwadzieścia lat. Pochodzili z biednych rodzin, bez większych perspektyw na dostatnie życie. Aż tu nagle pojawił się Elvis, wschodząca gwiazda w świecie rozrywki, wywodzący się z równie biednej, a może i jeszcze biedniejszej rodziny, utalentowany kolega ze szkoły, wojska, osiedla, bliższy lub dalszy krewny i zaproponował pracę, w pakiecie z luksusowym życiem i intratnymi dodatkami. Początkowo, było to dla nich jak dar i uśmiech losu, dostatek, rozrywki, wyjazdy, życie w wielkim, kolorowym świecie show businessu, niczym satelity krążące wokół jaśniejącej gwiazdy. Dodatkowo mile łechtała świadomość, jak wiele osób chciałoby znaleźć się na ich miejscu, a z każdym dniem wzrastającej popularności Elvisa, dochodził jeszcze prestiż z tytułu pracy i przebywania w najbliższym otoczeniu pożądanej przez miliony gwiazdy.
Mijały lata, Elvis wszystkich już zaopatrzył w dach na głową (dom), co roku każdemu kupował nowe auto (przynajmniej jedno), co chwilę dawał jakieś ekstra premie (z byle powodu), robił wartościowe prezenty (sprzęty, motocykle, biżuterię), zapraszał na luksusowe wakacje z całymi rodzinami, tylko ... jakoś te obowiązki wynikające z tej pracy zaczynały być ciężarem.
Cóż, panowie nie byli już młodzieniaszkami po dwudziestce, tylko panami w średnim wieku. Założyli rodziny, warunki bytowe na odpowiednim poziomie zapewnił im wcześniej Elvis (domy i całą resztę), jedyne czego im brakowało, to wolniejszego tempa życia, więcej czasu dla siebie i swoich rodzin, a przede wszystkim spokojniejszej pracy. W ostatnich latach życia (tak mniej więcej od 1975 roku) Elvis miewał różne kryzysy, które wynikały przede wszystkim ze stanu jego zdrowia. Potrafił być uciążliwy dla innych, chociaż to były tylko chwilowe napady. Przejawiały się albo złym humorem, kiedy to łatwo dawał się wyprowadzić z równowagi, złoszcząc się na wszystkich, albo wręcz odwrotnie, popadał w marazm, przygnębienie, apatię i całkowicie izolował się od otoczenia i wszelkich spraw (w ostatnich miesiącach życia potrafił nie opuszczać swojej sypialni przez wiele dni).
Panowie z Memphis Mafii zaczęli sobie też "upraszczać" pracę. Gdy Elvis wysyłał ich na rekonesans po księgarniach, znikali na kilka godzin spędzając czas na czymś innym, potem w pierwszej napotkanej księgarni kupowali dwa, trzy tytuły ze wskazanej przez Elvisa tematyki i mówili Elvisowi, że nic więcej nie było. Podobnie było z gośćmi, którzy przybywali do Elvisa na jego osobiste zaproszenie. Mówili im, że Elvis wyjechał lub śpi i nie może ich przyjąć, a jemu, że takie osoby w ogóle się nie stawiły. Tak samo było w wielu innych sprawach.
Wszystko się jeszcze pogorszyło dla Elvisa, gdy Colonel Parker poczuł się zagrożony i postanowił go inwigilować 24h na dobę (Elvis postawił mu kategoryczne ultimatum - trasa koncertowa po Europie w 1978 roku lub koniec współpracy), przejmując całkowitą kontrolę nad jego życiem, nawet tym za murami posiadłości Graceland. Osaczył go i ubezwłasnowolnił. W tym celu przekupił jednego osobnika ze świty (Joe Esposito), oficjalnie (ale poza wiedzą Elvisa) uczynił go jedyną osobą decydującą kto może się kontaktować osobiście lub telefonicznie z Elvisem, tym sposobem separując go od całej reszty jego świty (Memphis Mafii), która była w stosunku do niego lojalna. Parker wiedział doskonale, kto z tego grona dla kasy zawrze z nim sojusz przeciw Elvisowi, a kto będzie nadal mu wierny, nawet gdy on - Colonel zagrozi mu skreśleniem z listy płac (zwolni z pracy). Wprowadził też obowiązkowy monitoring rozmów telefonicznych. Odtąd Elvis nie miał już swojego prywatnego telefonu, który łączył rozmówcę bezpośrednio z nim, o czym oczywiście nie miał pojęcia. Pewnie długo też nie zorientował się, że jest podsłuchiwany, a szczegóły każdej jego rozmowy są bieżąco relacjonowane Parkerowi.
* Do Graceland było kilka numerów telefonów, które łączyły z centralką. Ta decydowała, czy spławić rozmówcę, przełączyć do Elvisa czy do kogoś innego. Oprócz tego był jeden numer bezpośredni do Elvisa (poza centralą). Znało go nieliczne grono osób, a Elvis podawał go tylko najbardziej zaufanym osobom, z którymi chciał mieć bezpośredni kontakt. Ten numer na polecenie Parkera również podłączono pod centralkę, tak by móc kontrolować wszystkie rozmowy Elvisa.
Jednak coś musiało do niego dotrzeć, bo przed swoją śmiercią powiedział do kilku osób (jedną z nich był Rick Stanley), że wkrótce (po powrocie z sierpniowej trasy) sporo się zmieni w Graceland, a z kilkoma osobami będzie się musiał pożegnać, być może także ze swoim menadżerem. Tym razem nie było to powiedziane w złości, jak wiele razy wcześniej w afekcie, tylko na spokojnie i z rozwagą. Widać było, że nie jest to czcze gadanie, tylko Elvis faktycznie planuje zaprowadzić nowy ład i porządek. W tym czasie niewielu tam miało czyste sumienie i mogło się wylegitymować swoją lojalnością względem Elvisa. W Memphis Mafii zawrzało, prawie każdy robiąc rachunek sumienia, czuł się zagrożony w obliczu słów wypowiedzianych przez swojego bossa. Z pewnością także Parker po raz pierwszy poczuł realnie jak na kruchym stoi lodzie.
Niestety, będąc w Graceland, Elvis był bezradny, ponieważ został całkowicie odizolowany od tych, którzy mogli mu pomóc przedsięwziąć jakieś środki w odzyskaniu kontroli nad swoim życiem. Myślę, że Elvis miał jakiś wstępny plan i chciał poczynić pierwsze kroki w jego wdrożeniu już podczas trasy koncertowej, gdzie mógł liczyć na większą swobodę niż we własnym domu. Do tego jednak nie mogli dopuścić ani utopieni w spisku członkowie świty Elvisa, ani Pułkownik Parker.
Sean Shaver w swojej książce „Elvis, Photographing The King” pisze o izolacji Elvisa, narzuconej mu przez innych:
"Jestem pewien, że z czasem dowiemy się, że od „zarządzających” do najniższych „sługusów”, Elvisa otaczali ludzie, których w najlepszym przypadku można by nazwać „nieudolnymi”, a w najgorszym nawet „przestępcami”".
Zawsze intrygowały mnie słowa Johna Lennona, który na wieść o śmierci Elvisa powiedział:
"To dworzanie zabili swojego Króla".
I bynajmniej nie miał tu na myśli fanów, jak czasami się to interpretuje. Czyżby, te słowa były kwintesencją prawdy?
Elvis w towarzystwie niektórych członków swojej świty (Memphis Mafii), a także inne osoby z jego otoczenia
Świat przestępczy
W tym przypadku Elvis swoją działalnością naraził się i zagrażał dwóm organizacjom przestępczym. Były to:
La Cosa Nostra - tajna organizacja przestępcza w USA nawiązująca do tradycji sycylijskiej mafii (stanowiona przez obywateli amerykańskich narodowości włoskiej),
Finansjera - mafia finansowa, grupa bogatych finansistów, z siecią wzajemnych powiązań o mafijnej strukturze, trudniąca się wyłudzeniami i oszustwami finansowymi (bankowość, ubezpieczenia, biznes) na gigantyczną skalę (to o nich wspominają też prezydenci w clipie, który tu załączyłam);
Podczas spotkania Elvisa z Prezydentem Stanów Zjednoczonych Richardem Nixonem, do którego doszło 21 grudnia 1970 roku, Elvis odebrał z jego rąk nominację na agenta federalnego Biura do spraw Narkotyków i Niebezpiecznych Leków (Bureau Of Narcotics Dangerous Drugs).
Kiedy 30 grudnia 1970 roku Elvis zwiedzał centralę FBI, zaoferował swoje usługi. Kilka dni później, przyszedł do niego krótki list z FBI, datowany na 4 stycznia 1971 roku, podpisany przez samego szefa FBI, Edgara Hoovera, nawiązujący do tej wizyty:
Drogi Panie Presley
Żałuję, że nie mogłem przyjąć Pana i Pańskiej grupy podczas waszej wizyty w centrali FBI. Jednakże mam nadzieję, że spodobał się Wam program zwiedzania.
Wysoko cenię Pańskie pochlebne opinie o Biurze i o mnie. Zapewniam Pana, że nie zapomnimy o Pańskiej ofercie pomocy.
I mało prawdopodobne by zapomnieli. FBI nigdy nie gardziła kontaktami w świecie show businessu, a wręcz przeciwnie, zawsze ich poszukiwała.
W niedługim czasie po tych dwóch wydarzeniach (ustanowieniu Elvisa agentem federalnym Biura do spraw Narkotyków i Niebezpiecznych Leków przez Prezydenta Nixona oraz wizycie Elvisa w centrali FBI), FBI rozpracowała największych dostawców kokainy i heroiny zadomowionych w przemyśle filmowym, a później zgarniała ich jeden po drugim. Czy Elvis miał z tym coś wspólnego, nie wiadomo. Niemniej faktem jest, że od tego mniej więcej czasu, służby walczące z narkotykami zaczęły odnosić spektakularne sukcesy. Największe w Hollywood i w Las Vegas, w głównych ośrodkach mafijnych Zachodniego Wybrzeża, a jednocześnie miejscach, w których najczęściej przebywał Presley.
Kiedy w 1975 roku Elvis postanowił sobie kupić następny samolot, tym razem miał to być duży odrzutowiec, kilka razy większy od tego, który zakupił wcześniej i użytkował do tej pory (nieduży Lockheed Jetstar, nazywany dyrektorskim, który kosztował go ponad milion dolarów). Od linii lotniczych Delta, za 300 tysięcy dolarów, kupił Convair 880, zabierający do 112 pasażerów na pokład. Następnie kazał usunąć jego oryginalne wnętrze i zaprojektował je po swojemu. Modernizacja ta kosztował go tyle co sam samolot, kolejne 300 tysięcy dolarów (a według niektórych źródeł od 600 do 800 tysięcy).
Z punktu widzenia pracy artysty, duży samolot był lepszy, bo pozwalał zabrać ze sobą w trasę nie tylko ochronę i osoby towarzyszące, ale także wszystkich muzyków, sprzęt, bagaże, kostiumy sceniczne i personel pomocniczy. Natomiast mniejszy odrzutowiec bardziej się sprawdzał do przewozu ludzi na duże odległości i nic poza tym. Od czasu, gdy wyremontowano Convair'a, Elvis niezmiernie rzadko wsiadał do Jetstara, a utrzymanie kosztowało. Postanowił sprzedać Jetstara, co zlecił swojemu ojcu, który prowadził jego sprawy finansowe. To był prawdopodobnie początek jego kłopotów z mafią finansową. Do Vernona zgłosił się człowiek, który zaproponował dzierżawę samolotu na korzystnych warunkach. Niestety, Vernon nie uznał za stosowne skontaktować się ze swoimi prawnikami w celu sprawdzenia potencjalnych kontrahentów. I to był błąd, za który Elvis mógł przypuszczalnie zapłacić życiem.
Nie będę opisywać szczegółów tego szwindlu, bo sprawa jest wielowątkowa, a materiału tyle, że nie sposób go streścić. Powiem tylko, że samolot stale latał po świecie i był wykorzystywany do celów przestępczych. Jednocześnie w wyniku machlojek finansowych i ubezpieczeniowych oszukano Elvisa na milion dolarów (taką kwotę od niego wyłudzono oprócz samolotu*). Kiedy wreszcie Vernon zwrócił się do prawników i zapoznał ich ze sprawą, ci szybko się zorientowali w rozmiarach oszustwa i natychmiast zgłosili popełnienie przestępstwa odpowiednim organom. Wtedy wyszło na jaw, że Elvis wraz z ojcem znaleźli się w samym środku międzynarodowej afery finansowej, rozpracowywanej przez służby specjalne różnych krajów świata, koordynowane przez amerykańską FBI. Operacja ta nosiła kryptonim "Wieczne pióro" (starsi czytelnicy powinni ją pamiętać choćby z nazwy, bo media w Polsce o niej także wtedy informowały).
* Samolot Elvis odzyskał dzięki swojej przytomności umysłu, lecz pieniędzy już nie. Udało mu się ustalić gdzie stoi, potem na lotnisku zablokował jego loty (samolot został jakby uwięziony, nie mógł odlecieć - nie dostałby zgody wieży kontroli lotów) i wysłał po niego swojego pilota. Pilot wsiadł i przyleciał nim z powrotem do Memphis.
Z Elvisem i Vernonem oraz ich prawnikami, w związku ze sprawą, współpracę nawiązało FBI. Po ich przesłuchaniu i zabezpieczeniu dowodów, mieli być głównymi świadkami oskarżenia. Póki co, na polecenie FBI, dalej "współpracowali" z przestępcami, zbierając kolejne dowody (powiązane banki, firmy, nazwiska). Nikt inny z Graceland nie miał pojęcia co się dzieje. Sprawa miała tak wysoki stopień tajności, że o operacji "Wieczne pióro" służby nie informowały ani policji, ani nawet prokuratury. Wstępne informacje otrzymywał wyłącznie prokurator generalny, który dopiero po złożeniu kompletu dokumentów przez FBI i na jej sygnał był zobowiązany wszcząć postępowanie sądowe. Dwa dni przed śmiercią Elvisa w Graceland pojawiło się dwóch agentów FBI. Domownicy byli przekonani, że to jakaś towarzyska wizyta. W rzeczywistości agenci przyszli poinformować Elvisa i Vernona, że następnego dnia dokumenty zostaną złożone w prokuraturze, a później zacznie się proces z ich udziałem (Elvisa i Vernona). Oczywiście nie od razu, ale przedtem jeszcze zostaną poproszeni na rozmowę. Miało to nastąpić w dzień wylotu Elvisa na trasę koncertową, 16 sierpnia 1977 roku. Jednak podczas pobytu w Graceland, agenci poinformowali także o zmianie terminu tej rozmowy na 18 sierpnia. Nie wiem gdzie miałaby się odbyć, ponieważ w tym dniu, o 20:30, Elvis miał koncertować w Portland, w stanie Oregon i według mojej wiedzy, tego koncertu nie odwołano, a to jakieś trzy tysiące kilometrów od Memphis. Pewnie dogadanie miejsca było również jednym z powodów wizyty agentów FBI w Graceland.
Jeśli mafia (jedna lub druga) wiedziała, że 16 sierpnia w godzinach wieczornych, jeszcze przed wylotem Elvis ma rozmawiać z prokuratorem (o przesunięciu rozmowy na 18 sierpnia mafia mogła jeszcze nie wiedzieć, nie do końca jest jasne, czy data ta była już znana w agencji FBI, czy dopiero została ustalona z Vernonem i Elvisem podczas wizyty agentów), to noc z 15 na 16 sierpnia była jedynym momentem na "sprzątnięcie" świadka. Jednak w nocy Graceland tętniło życiem, a ochrona była w pełnej gotowości. Wszyscy kładli się spać zwykle pomiędzy szóstą a ósmą rano. I po tej godzinie był najdogodniejszy moment aby uśmiercić Elvisa. Gdy inni spali, czuwał nad nim tylko dyżurny bodyguard. Tego dnia był to Rick Stanley, który po rozmowie z Elvisem, gdy ten powiedział, że już nie będzie go potrzebował, wstrzyknął sobie prochy i poszedł spać, o czym sam pisze w książce "W pułapce". Tej nocy nie położył się w pokoju dyżurnej ochrony za garderobą Elvisa, tylko zaszył się gdzieś na dole, blisko kuchni.
Chociaż ciało Elvisa znaleziono o 13:30, to pogotowie wezwano dopiero o 14:33! Byli na miejscu już po pięciu minutach. Elvis był już zimny, a stopień stężenia pośmiertnego pielęgniarze ocenili na minimum 3-4 godziny. Ostatnią osobą, która widziała Elvisa żywego była jego ciotka Delta Mae, gdy przyniosła mu ostatnią porcję* leków nasennych (w zastępstwie Ricka Stanleya, dyżurnego tej nocy bodyguarda, którego nie można było nigdzie znaleźć), na kilka minut przed godziną dziewiątą. Zatem Elvis zginął między dziewiątą a jedenastą trzydzieści.
* Dr Nick, kolejne porcje leków pakował do kolejnych kopert, które dawał Tish Henley, pielęgniarce Elvisa, zamieszkującej na terenie Graceland (ale poza głównym budynkiem). O odpowiednich godzinach zanosiła jedną kopertę do dyżurnego ochroniarza Elvisa, który miał obowiązek przekazać ją Presleyowi i dopilnować zażycia dostarczonych leków. W ten sam sposób Elvis dostawał leki na spanie. Były dzielone na cztery dawki, po dawane w określonych odstępach czasowych. Rzadko zasypiał po pierwszej. Cierpiał na bezsenność od dziecka.
John Parker uważa, że Elvis opłacał się mafii latami. Niestety, nie popiera tego żadnym dowodem. Opiera się wyłącznie na stanie posiadania Elvisa, a dokładniej na tym, że nie można się doliczyć połowy zarobionych przez niego pieniędzy. W końcowym zdaniu pisze tak:
"Od wielu lat w życiu Elvisa byli obecni przedstawiciele zorganizowanej przestępczości. Stopniowo stawał się coraz bardziej uparty, kapryśny i nieodpowiedzialny. W 1977 roku wśród kryminalnych organizacji rozeszła się wiadomość, że Elvis i jego ojciec, mają zeznawać w sądzie jako koronni świadkowie w procesie afery finansowej [red. "Wieczne pióro"], której dalsze rozgałęzienia prowadzą bezpośrednio do pewnych znanych osobistości La Cosa Nostra. Elvis został spisany na straty.
Przestępcy puszczali w obieg bezwartościowe papiery, mające wartość nominalną miliardów dolarów w światowych bankach. Mówiono o powiązaniach hazardowych na Karaibach i o tajnych kartelach narkotykowych. Cała operacja znalazła się w niebezpieczeństwie [red. przez powołanie Elvisa i Vernona na świadków koronnych].
A kiedy do mafii dotarła wiadomość o tajnym śledztwie FBI oraz pogłoska, że Elvis znowu wymachuje swoją federalną odznaką, jeden z tych upiorów przeszłości [red. La Cosa Nostra lub Finansjera] wydał rozkaz: »ani Elvis, ani Vernon nigdy nie mogą zeznawać w sądzie«. I nie zeznawali."
Lecz postawił też jeszcze jedną ciekawą hipotezę odnośnie spotkania Elvisa z Nixonem i jego wizytą w centrali FBI w grudniu 1970 roku. Uważa, że Elvis w ten sposób poszukiwał pomocy w uwolnieniu się od mafii, a cel wizyty jaki oficjalnie podawał, że chce walczyć z przestępczością narkotykową, był tylko przykrywką i to bardzo wiarygodną, gdyż wszyscy w koło wiedzieli jak bardzo Elvis jest negatywnie nastawiony do twardych narkotyków (nazywanych także "ulicznymi").
Cel został osiągnięty. FBI wycofała sprawę z prokuratury i odstąpiła w ogóle od wytoczenia procesu. Oficjalnym powodem była "niespodziewana i nagła śmierć" jednego z głównych świadków koronnych, ponieważ nie zdążył potwierdzić osobiście, przed prokuratorem, wcześniej złożonych zeznań agentom FBI, czego wymagała formalna procedura (w przeciwnym razie sąd i tak unieważniłby sprawę z uwagi na "błędy formalne" lub "niedopełnienie formalności"). Po śmierci Elvisa w centrali FBI zapanowało zamieszanie. Gdy informacja ta dotarła do następcy Edgara Hoovera, ten natychmiast zażądał akt prowadzonej sprawy. I wtedy okazało się, że ... zniknęły! Nie wszystkie, tylko ta część, która była na biurkach agentów przygotowujących aresztowania i dokumenty do procesu, czyli najważniejsza. Pozostałą część, która "nie zdążyła" się ulotnić, natychmiast oznaczono najwyższą klauzulą tajności i zamknięto w sejfach na 60 lat. Zlecono także wewnętrzne śledztwo, celem ustalenia jak doszło do tak haniebnego zdarzenia pod nosem samego szefa FBI, który odziedziczył całą dokumentację dotyczącą Elvisa Presleya po swoim perfekcyjnym poprzedniku, znanym z twardej ręki i sławnych teczek z kompromitującymi materiałami na każdego liczącego się Amerykanina. Jego wyniki nie są znane, a całe śledztwo, opatrzono również klauzulą "ściśle tajne". Myślę, że gdyby żył Hoover, taka sytuacja nigdy by nie zaistniała.
Chciałabym jeszcze zwrócić waszą uwagę na jedną rzecz. Świat finansowy, strefy wpływów i realna władza, już od lat poukładane są według innych prawideł niż nam, pospólstwu przedstawia się za pomocą mainstreamu medialnego i politycznego. Wielki business, globalizacja, konflikty, degradacja wartości religijnych oraz narodowościowych, masowe ruchy migracyjne, hołubienie i legalizacja patologii seksualnych, nie są ani dziełem przypadku, ani efektem rozwoju społeczeństw, ich wyboru, czy rosnącej świadomości. To wszystko jest zaplanowane i realizowane za pomocą technik manipulacji masami, a decyduje o tym tylko garstka ludzi u steru, do których ten świat należy (w uproszczeniu). Dysponują trylionami dolarów i kierują się tylko jedną jedyną zasadą: "maksymalizacja zysków i władzy niezależnie od poniesionych kosztów ludzkich i środowiskowych (niszczenie środowiska naturalnego)". Kto wie o czym mówię, ten wie. Nie będę dalej rozwijać tego wątku, w zamian załączę tylko klip video z fragmentami wypowiedzi dwóch amerykańskich prezydentów.
Klip z fragmentami przemówień dwóch prezydentów Stanów Zjednoczonych - obecnego Donalda Trumpa oraz byłego Johna Fitzgeralda Kennedy'ego. W opisie czytamy: "Minęło 55 lat, a historia i przemówienia lubią się powtarzać. Przerażające słowa od najpoważniejszych polityków. Czy to prawda? Oczywiście, że tak, przerażająca prawda. Dziękujemy portalowi www.ChnNews.pl za tłumaczenia".
Producenci
Elvis od kilku już lat odmawiał stawienia się w studio i nagrania nowego materiału*. Dla wytwórni, której był kręgosłupem produkcji, a sprzedaż jego płyt głównym źródłem generowanych zysków, taka sytuacja nie była do zaakceptowania na dłuższą metę.
* Można powiedzieć, że prawie od trzech lat. W 1974 miał "aż" jeden dzień sesyjny (16 sierpnia), w RCA Studio, w Hollywood (Kalifornia), a w 1975 roku "aż" trzy dni (od 10 do 12 marca), w RCA Studio C, również w Hollywood.
Początkowo posiłkowano się nagromadzonym w nadmiarze (na zapas) materiałem z wcześniejszych sesji nagraniowych. Po jego wykorzystaniu zaczęto wypuszczać różne kompilacje (mieszanki) z nagrań, które już wydano na wcześniejszych płytach. Nowy materiał stawał się powoli niezbędny, jak powietrze w płucach. Lecz Elvis konsekwentnie odmawiał stawienia się w studio i jego nagrania.
Nie przyszła góra do Mahometa, musiał Mahomet podejść do góry. I tak się stało. Wytwórnia RCA wysłała do Graceland, domu Elvisa, samochód-bus, będący studiem nagrań, który stał tam przez dziesięć dni (od 2 do 12 lutego 1976 roku). Całkiem dobrą akustykę miał pokój urządzony w stylu polinezyjskim, nazywany "jungle room" (pokój dżungla). To właśnie w nim zainstalowano cały sprzęt, połączony kablami z wozem-studiem, parkującym za oknem. Lecz nawet wtedy "góra" nie mogła się schylić przed "Mahometem" stojącym u jej podnóża. Po prostu Elvis był nastawiony na nie. Przez te wszystkie dni nagrano zaledwie 12 piosenek, choć zarówno ekipa z RCA jak i muzycy Elvisa byli w pełnej gotowości - 24h w każdej dobie. Elvis źle się czuł, do tego miał fochy i humory. Irytowało go, że nawet we własnym domu nie ma dla siebie spokoju i poddawany jest presji. Niemniej, wcześniej przystał na takie rozwiązanie. Ósmego* lutego w ogóle nie zszedł na nagranie, w następnych dniach też nie, więc wszyscy się rozjechali.
* Różnie źródła podają, według niektórych ósmego nie zszedł, ale dziewiątego coś nagrał, według innych nagrywał i ósmego i dziewiątego. Dopiero później, od dziesiątego, ekipa RCA i jego muzycy czekali, a Elvis się nie pojawiał, więc dwunastego wszyscy się rozjchali.
Kolejna taka sesja miała miejsce w październiku tego samego roku, lecz była krótsza, trzydniowa (od 29 do 31 października 1976 roku). Także tym razem urobek był mizerny (5 piosenek), a samopoczucie Elvisa jeszcze gorsze niż podczas sesji lutowej. To była ostatnia sesja nagraniowa w jego życiu. W 1977 roku nie udało się go namówić nawet na krótką sesję w domu, a o przyjeździe do jednego ze studiów tym bardziej nie było mowy.
Mijał następny rok, 1977, a nowego materiału ciągle nie było i nic nie wskazywało, że w końcu się pojawi. Oczywiście tłoczono inne płyty, ale prawdziwie wielkie i szybkie pieniądze przynosiło tylko jedno nazwisko - Elvis Presley. Tak było w przypadku koncertów, filmów, płyt, wydawnictw (nakłady tych ostatnich rosły lawinowo, gdy tylko pisały o Elvisie; wtedy zwykle od razu zwiększano nakład lub później robiono dodruki). Jak to kiedyś powiedział Hall Wallis (producent filmowy): "Elvis jest jedyną rzeczą pewną w Hollywood", w znaczeniu, że tylko filmy z udziałem Elvisa, niezależnie jakie by nie były i z jakim budżetem wykonane, są zawsze pewną gwarancją godziwych zysków. Na wytwórnię płytową ta zasada miała również stuprocentowe przełożenie.
Dlaczego RCA Records próbowała usilnie wymóc na Elvisie nagranie materiału? Ponieważ była właśnie na krawędzi bankructwa. Śmierć Elvisa była wybawieniem, o czym wspominają różne źródła, w tym John Parker, w "Elvis Presley. Kto zabił króla", który pisze wprost:
"Wytwórnia RCA uniknęła bankructwa dzięki tłoczeniu wznowień i nieopublikowanych materiałów [red. Elvisa]. Pracowała na okrągło, żeby zaspokoić popyt."
Każdy biznes, zbudowany na sławie innych ludzi (polityków, celebrytów, gwiazd sceny i ekranu, sportowców itp.), doskonale wie jak działają prawa rynku oparte na socjologii zachowania tłumów. Dotyczy to organizacji widowisk, wydawania książek i czasopism, produkcji filmów, płyt i różnych gadżetów. Niezależnie kto jest idolem tłumów, zawsze sprawdza się jedna i ta sama zasada "martwy, więcej jest wart niż żywy" i we współczesnym świecie nigdy nie było inaczej. Mechanizmy te opisałam już wcześniej, w poście "Tajemnicza śmierć artysty - fikcja czy rzeczywistość?", więc nie będę ich tu powielać. Faktem jest, że po śmierci Elvisa zapotrzebowanie na jego płyty było tak gigantyczne, iż RCA podjęła decyzję o całkowitym wstrzymaniu pozostałej produkcji, a wszystkie maszyny przestawiono wyłącznie na tłoczenie płyt Elvisa. To trwało przez wiele miesięcy, a rynek ciągle nie mógł się nasycić. Paradoksalnie, śmierć Elvisa uratowała wytwórnię.
Wóz-studio RCA, w lutym 1976 roku. Kilka zdjęć przedstawiających wnętrze pokoju urządzonego w stylu polinezyjskim, zwanego "jungle room" (pokój dżungla), który posłużył za studio nagrań w lutym i październiku 1976 roku
Służby specjalne
Pojawiła się i taka hipoteza, że określonym służbom specjalnym mogło zależeć na wyeliminowaniu Presleya. Tutaj pojawiają się dwie opcje (powody):
Elvis, jako czynny agent federalny, za dużo wiedział, a jego kondycja psychofizyczna i coraz częstsze nieobliczalne zachowania były zagrożeniem dla prowadzonych spraw (śledztw) i bezpieczeństwa innych agentów,
struktury mafijne, które przeniknęły do służb specjalnych i policji wydały taki rozkaz na polecenie ojców mafii, której Elvis zagrażał, psując jej szyki (interesy) swoją agenturalną działalnością.
Tymczasem, według informacji jakie są na razie dostępne, wynika coś zgoła odmiennego. Wszystko wskazuje na to, że służby te byłyby bardziej skłonne udzielić mu ochrony, czy objąć programem ochrony świadków niż skazać na śmierć. Jednak pamiętajmy, z jakichś powodów akta Elvisa w FBI zostały utajnione aż na 60 lat, do 2037 roku! Ta reszta, która "nie zdążyła zaginąć"!
Z drugiej strony, hipotetycznie jest to możliwe. Instytucja programu ochrony świadków rządzi się pewnymi prawami. Osoba chroniona musi być odpowiedzialna, poczytalna i trzymać język za zębami. Niestety, Elvis był wtedy w fatalnej kondycji psychicznej i fizycznej, a jego zachowanie bywało czasem nieobliczalne. Dlaczego? - to już inna sprawa, na oddzielny post. Wątpię czy zostałby zakwalifikowany do programu. A jeśli nie, to ... wszystko jest możliwe.
Mnie osobiście zastanawiają też wszelkie działania próbujące spłycić, ośmieszyć, czy wykpić związki Elvisa z różnymi służbami, co nosi znamiona świadomych i planowych działań. Trudno bowiem uwierzyć w wersję jaką się nam przedstawia od lat. Mianowicie, że Elvis po kłótni z Priscillą, nagle w tajemnicy przed wszystkimi domownika opuszcza Gracelend, udaje się potajemnie na lotnisko w towarzystwie dwóch zaufanych ludzi, gdzie wsiada do samolotu i odlatuje nim do Waszyngtonu. W samolocie spotyka niespodziewanie(!) zaprzyjaźnionego senatora, który jest dość blisko związany z ówczesnym prezydentem Nixonem. Korzystając ze sposobności Elvis prosi go o wstawiennictwo w Białym Domu, aby urzędujący Prezydent przyjął go natychmiast, jak tylko pojawi się u jego bram. Prosi też senatora o pomoc w zredagowaniu listu do Prezydenta, co ten z chęcią robi. W Waszyngtonie Elvis bierze taksówkę, jedzie do Białego Domu, strażnikowi przy bramie wręcza list z poleceniem dostarczenia go osobiście do rąk Prezydenta. Ów strażnik oczarowany urokiem Elvisa, łamie wszystkie możliwe procedury i gna do gabinetu Nixona, przekazując mu list od Presleya. Wkrótce Elvis zostaje zaproszony do Gabinetu Owalnego, gdzie podejmuje go Prezydent. Elvis mówi mu, że bardzo pragnie zostać agentem, a Nixon łapie za telefon i gdzieś dzwoni. Po kilku minutach pojawia się umyślny z nominacją dla Presleya na agenta federalnego do spraw narkotyków, wraz ze stosowną, laminowaną legitymacją ze zdjęciem(!) i imienną odznaką z wytłoczonym, a następnie pokrytym czarną farbą imieniem i nazwiskiem Elvisa Presleya! Nie da się takiego "zestawu" zrobić od ręki! Po prostu to czekało już na Elvisa, a data spotkania była z góry ustalona - 21 grudnia 1970 roku, zaledwie trzy dni przed Bożym Narodzenie, kiedy wszyscy już żyją świętami i jest to najlepszy czas na niepostrzeżone odwiedziny w Białym Domu. Najlepszym na to dowodem jest fakt, że przez ponad rok nikt o tym spotkaniu nie wiedział, aż ktoś z Białego Domu nie sprzedał tej informacji prasie. Gdyby nie to, z pewnością do dziś nie wiedzielibyśmy o tym spotkaniu. Później Elvis mówi Nixonowi, że bardzo chciałby "zobaczyć" siedzibę FBI, na co Prezydent rzuca się na telefon* - gorącą linię z Hooverem (ówczesnym szefem FBI) i każe mu się przygotować na odwiedziny Presleya. Elvis jeszcze chwile sobie z nim (Nixonem) gaworzy w miłej i przyjaznej atmosferze, po czym żegna się i jedzie "zwiedzać" (jak to się pisze) siedzibę FBI, po której zostaje oprowadzony przez dwóch najbliższych współpracowników Hoovera, który osobiście przygotował plan "wycieczki"! No ludzie! Toż to wersja dla idiotów! Chyba mało kto jest w stanie uwierzyć w taki przebieg wypadków, taką hecę, na tak wysokim szczeblu! Jak można było tak niedorzeczną i infantylną historyjkę podać światu? Wiem, pośpiech nie jest dobrym doradcą, więc gdy nagle do prasy wyciekła zatajona informacja o ubiegłorocznych odwiedzinach Elvisa w Białym Domu i centrali FBI, trzeba było coś naprędce wymyślić. Niemniej, szło się bardziej postarać.
* Ze zwiedzaniem FBI było trochę inaczej. Po prostu ironizowałam i pozwoliłam sobie na daleko idące skróty, ponieważ chciałam wykazać niedorzeczność i niespójność tej historii. W rzeczywistości Elvis zwiedzał FBI 30 grudnia 1970 roku, tuż przed Sylwestrem! Kolejna dobra data żeby nie rzucać się zbytnio w oczy. Natomiast po wizycie u Nixona zwiedził Biuro do spraw Narkotyków i Niebezpiecznych Leków (Bureau Of Narcotics Dangerous Drugs). Aczkolwiek Nixon faktycznie dzwonił wtedy do centrali FBI w sprawie Elvisa, jednak tylko po to żeby poprzeć (wyrazić zgodę, dać swoją aprobatę) zorganizowanie wizyty Elvisa w centrali.
To samo z oznakami policji, które rzekomo "kolekcjonował" Elvis. Owszem, też. Ponoć były to tylko "honorowe blaszki". Nieprawda. Zadałam sobie sporo trudu szukając swego czasu informacji na ten temat. Faktycznie w większości stanów w tamtym okresie była możliwość przyznawania nominacji policyjnej (legitymacji, odznaki i praw) nie policjantowi, w sensie osobie, która nie ukończyła szkoły policyjnej. Była to niejako kontynuacja instytucji szeryfa, w dawnym, tradycyjnym rozumieniu, gdy na to stanowisko wyboru dokonywali sami mieszkańcy (najczęściej wybierając kogoś spośród siebie lub ściągając jakieś znane nazwisko z okolicy - osoby, która uchodziła za praworządnego obywatela). Taka nominacja w większości stanów nadawała faktycznie prawa czynnego funkcjonariusza (w pełnym lub ograniczonym zakresie, w zależności od stanu). Oczywiście jej przyznanie miało pewne obwarowania (np. można było ją dać tylko osobie powszechnie szanowanej), a osoba z ramienia policji dokonująca takiej nominacji, brała na siebie niejako odpowiedzialność za tak "pozyskanego" funkcjonariusza. Dlatego niechętnie rozdawano takie nominacje. W tym miejscu należy też podkreślić, że Elvis był wyszkolony lepiej jak niejeden prawdziwy policjant - był perfekcyjnym strzelcem w różnych rodzajach broni (od zabytkowej po współczesną, od małokalibrowej po automaty), a także świetnym karateką i bardzo wysportowanym gościem (sprawnym i szybkim fizycznie, znał też trochę inne sztuki walki wręcz, np. judo i taekwondo). Ponadto był wzorowym obywatelem, płacił podatki przedterminowo i z nadwyżką, szanował policję, wojsko i wszelkie instytucje państwowe. Zresztą czasami robił użytek ze swoich policyjnych praw i nigdy nie zawiódł tych, którzy mu zaufali (nominowali). Więc nie wszystkie jego odznaki policyjne były tylko "honorowymi blaszkami", w 27 stanach miał "prawdziwe blaszki", a cała honorowość polegała na tym, że nie dostawał wynagrodzenia za swoją "służbę" i nie musiał stawiać się do pracy, jak etatowi funkcjonariusze. Na przykład w Denver "służył" w stopniu kapitana, podobnie jak w Memphis, w Ohio był śledczym, a w Tupelo szeryfem.
Na tej samej zasadzie prawa policyjne w niektórych stanach mają Chuck Norris, czy Steven Seagal, chociaż on akurat później faktycznie skończył szkołę policyjną. Rok, może dwa temu na ekranach TV był emitowany kilkuodcinkowy serial dokumentalny ze Stevenem Seagalem jako policjantem.
Poza tym jeśli to wszystko było takie mało istotne, by nie powiedzieć na niby, jak to się próbuje przedstawić opinii publicznej, to dlaczego na 60 lat utajniono jego akta agenturalne?! Komuś się ręka omsknęła i przybił pieczątkę "ściśle tajne"? Lub może z nudów stemplował sobie kolejne teczki Elvisa? A do tego pewnie był jeszcze pijany i wpisało mu się "na 60 lat", bo akurat myślał o urodzinach swojej babci, wujka Johna, czy cioci Emily? No bądźmy poważni! Nieistotnych spraw nie utajnia się na lata.
Elvis zwiedzał siedzibę FBI 30 grudnia 1970 roku, w towarzystwie starannie wybranych sześciu osobników ze swojej świty oraz Williama N. Morrisa, byłego szeryfa okręgu Shelby w Memphis.
Elvis podczas spotkania z Prezydentem Stanów Zjednoczonych, Richardem Nixonem, w dniu 21 grudnia 1970 roku, Biały Dom, Gabinet Owalny
Elvis w mundurze policjanta ze stróżami prawa w Denver oraz w stroju karate otoczony grupą policjantów. Elvis w dresie DEA* (Drug Enforcement Administration) oraz odznaka i legitymacja agenta do spraw narkotyków
Elvis w kurtce DEA oraz wzory odznaki i emblematu tej agencji rządowej (Drug Enforcement Administration)
* Drug Enforcement Administration - amerykańska agencja rządowa utworzona w 1973, której zadaniem jest egzekwowanie prawa zawartego w Controlled Substances Act z 1970 roku i walka z narkotykami.
Osobisty lekarz
Dr Nick (George Constantine Nichopoulos, Amerykanin greckiego pochodzenia, pseudonim "Dr Nick") też miał powody, a co najważniejsze liczne sposobności, by uśmiercić swojego klienta. Chociaż według mojej wiedzy, był to jeden z najszczerzej opłakujący śmierć Elvisa ludzi. Aczkolwiek ludzie bez skrupułów potrafią się bardzo dobrze maskować i odgrywać swoje role, to fakt.
Nichopoulos zaczął okazjonalnie leczyć Presleya w 1967 roku, kiedy ten pracował jeszcze na planie filmowym w Hollywood. W 1970 roku, został poproszony przez Elvisa aby został jego osobistym lekarzem oraz zajął się pozostałymi rezydentami posiadłości Graceland. Nichopoulos przystał na tę propozycję. Miał stałą pensję, a oprócz tego za każdy wyjazd z Elvisem, jego świtą, czy też innym członkiem rodziny, dostawał dodatkowo 800 dolarów za każdy dzień. Do tego dochodziły wartościowe prezenty, w tym oczywiście samochody.
W 1975 roku Elvis pożyczył mu 200 tysięcy dolarów na budowę domu, a spłatę rozłożył na 25 lat. W 1977 roku pożyczył mu kolejne 50 tysięcy dolarów na ratowanie medycznej spółki Nichopoulosa, która straciła płynność finansową, a bank zajął jej ośrodek zdrowia (budynek - miejsce świadczenia usług medycznych). Wtedy też Elvis przesunął końcową spłatę całego zadłużenia o kolejne dwa lata, czyli do 2002 roku. W międzyczasie wypłacał mu też normalne wynagrodzenie, w sensie bez potrąceń umówionych rat, pozostawiając mu tym swobodę w ich spłacaniu w dogodnym dla niego momencie.
Dr Nick zadłużył się także u innych wierzycieli. Przez ponad dwa lata spłacił trochę ponad cztery tysiące dolarów, zamiast 25 tysięcy, jakie do tego czasu już powinien, a jeszcze dobrał kolejne 50 tysięcy, o których wspominałam wyżej. Kilka razy pożyczał też od Elvisa po kilka tysięcy dolarów i tak jego dług u Presleya urósł do 275 tysięcy dolarów. Chyba dla wszystkich powoli stawało się jasne, że nigdy nie odda Elvisowi tych pieniędzy, chyba że wydarzy się jakiś cud lub z dnia na dzień zostanie milionerem.
Zatem, tak jak pisałam na wstępie, miał powody i sposobności, by w sposób poza podejrzeniami pozbyć się i swojego klienta-wierzyciela i długów (przynajmniej częściowo).
Elvis z rodziną i swoi lekarzem doktorem Dr Nickiem (George Constantine Nichopoulos), w swojej posiadłości Graceland
Rodzina i najbliżsi
Oczywiście nikt nie podejrzewa Vernona, ojca Elvisa. Z tego grona wyklucza się także Priscillę, żonę Elvisa, aczkolwiek podejrzenie jest kierowane na nią pośrednio, za sprawą Mika Stone'a, z którym zdradzała Elvisa i dla którego porzuciła Presleya. Chociaż to nie był jej pierwszy romans, wcześniej był jeszcze instruktor tańca, a przelotnie ponoć i inni. Mike Stone zazdrościł Elvisowi wszystkiego - sławy, urody, figury, wielu talentów, miłości tłumów, domów, samochodów, pieniędzy i pięknej kobiety u boku.
Najpierw uporał się z "piękna kobietą" - uwodząc ją skutecznie i doprowadzając do rozbicia małżeństwa Presleyów, co nie było trudne. Znudzona Priscilla, żyjąca w luksusie o jakim wcześniej mogła jedynie pomarzyć (chociaż pochodziła z dość dobrze sytuowanej rodziny, w przeciwieństwie do Elvisa), z nieograniczonym dostępem do konta harującego ponad siły męża, czuła się znużona życiem i wciąż poszukiwała mocniejszych wrażeń. W pewnym momencie postanowiła, wzorem męża, nauczyć się karate i ... tak to się zaczęło. Jej instruktorem został Mike Stone, którego poznała na backstage podczas jednego z koncertów swojego męża, w 1972 roku. Zaiskrzyło, czy ze strony Mike'a to nie wiem, o czym więcej za chwilę, ale z jej na pewno tak. Aspekt seksualny nie był tu też bez znaczenia. Jako młoda, rozbudzona kobieta (i to przez takiego kochanka jak Elvis, o którym mówiono, że w sprawach alkowy jest równie wspaniały jak na scenie), potrzebowała fizycznego spełnienia. Tymczasem Elvisa w domu prawie nie było.
Mike szczerze życzył Elvisowi jak najgorszego, z czym wcale się zbytnio nie ukrywał. Nasłał na niego nawet czterech zbirów* podczas koncertu, którzy wpadli na scenę. Trudno powiedzieć, czy mieli tylko pobić Elvisa na oczach publiczności, czy zabić. Sprawa nie od razu wyszła na jaw, w sensie, że stał za nią Mike Stone. Początkowo myślano, że za czynną napaścią stoi jakiś zazdrosny mąż lub ktoś w tym rodzaju. A później jakoś dziwnie ją wyciszono. Myślę, że to Priscilla ubłagała Elvisa by nic dalej z tym nie robił. Na podobną sugestię trafiałam też w źródłach.
* Mike Stone wcześniej również zabezpieczał koncerty Elvisa, zatem doskonale wiedział jak pokierować zbirami, aby nie przechwyciła ich ochrona. Dzięki temu faktycznie całej czwórce udało się wtargnąć na scenę. Dalszy rozwój tego zdarzenia opisywany jest różnie. Według większości źródeł, które wspominają o tym incydencie, Elvis położył wszystkich czterech, zanim jeszcze jego ochrona zorientowała się w sytuacji i dotarła na scenę, a potem profesjonalnie i szybko zajęła się delikwentami, a jak było w rzeczywistości? Odsyłam do postu "Gdy czterech mężczyzn zaatakowało Elvisa na scenie". Ponoć wszystko trwało niecałą minutę.
Nie kto inny, jak Mike Stone zażądał od Priscilli by wystąpiła do sądu o zmianę ugody* rozwodowej na korzystniejszą, chociaż Elvis wydał dyspozycje swojemu adwokatowi, żeby w jego imieniu zgodził się na każde żądanie żony, z dwoma zastrzeżeniami - posiadłość Graceland pozostaje jego, a Lisa Marie każde święta Bożego Narodzenia spędza w Graceland. Priscilla dostała luksusowy dom w Kalifornii, w którym i tak zamieszkała gdy odeszła od Elvisa, połowę środków pozyskanych ze sprzedaży domu w Palm Spring, sto tysięcy dolarów z konta Elvisa oraz alimenty na siebie i Lisę. Lecz Mike'owi było za mało, chciał więcej. Elvis ponownie kazał zgodzić się na wszystkie jej żądania, z tymi samymi dwoma zastrzeżeniami. W efekcie znacznie podwyższono alimenty, uzależniając** je procentowo (5%) od jego dochodów, a także zasądzono kolejną, jednorazową kwotę na rzecz Priscilli w wysokości półtora miliona dolarów, płatną w dwóch ratach po 725 tysięcy dolarów każda.
* Dzisiejsze źródła, w dłużej mierze pod kontrolą EPE, najczęściej podają, że Priscilla wystąpiła ponownie do sądu o weryfikację warunków ugody pod wpływem sugestii nowych prawników. Przemilczana w nich jest rola Mike'a Stone'a, który był tego inspiratorem (tak rewizji ugody, jak i zmiany prawników).
** Tutaj znów źródła nie są zgodne. Druga wersja mówi, że podwyższono alimenty do kilku tysięcy dolarów (chyba nawet powyżej 10 tysięcy miesięcznie, w sumie na matkę i córkę), a dodatkowo przyznano 5% dochodów Elvisa z wydawnictw muzycznych (płyty i filmy, z wyłączeniem koncertów).
To też nie usatysfakcjonowało Stone'a. Stale myślał jak jeszcze pognębić i dołożyć Elvisowi. Chciał mu zabrać Graceland, bo wiedział jakie emocjonalne znaczenie ma dla niego ta posiadłość, ze względu na matkę, ale tu mu się Priscilla postawiła, aż na taką perfidię nie było jej stać (w tym momencie, gdy jeszcze miała w sobie krztynę poczucia winy; pisząc książkę kilka lat później już go nie miała, a jedynym winnym rozpadu ich małżeństwa okazał się w jej słowach wyłącznie Elvis!).
Mike Stone próbował na prawo i lewo dyskredytować Elvisa, na przykład głosił, że był złym karateką, a jego kolejne sukcesy na tej płaszczyźnie są tylko honorowe. Tym sam sobie przeczył, bo skoro tak uważał, to czemu wysłał mu na scenę aż czterech wyszkolonych karateków? Zresztą, to Elvis dziś jest w Karate Kempo Hall of Fame, a nie on! Nawet Dave Habler, jeden z autorów książki szkalującej Elvisa "Elvis: What happened?", pytany o umiejętności karate Presleya, podkreśla: "Istnieje pewna grupa ludzi, którym się wydaje, że promocje Elvisa do kolejnych stopni czarnego pasa były tylko 'honorowe', lecz trzeba wiedzieć, że żaden certyfikat nadany Elvisowi, gdziekolwiek i przez kogokolwiek, nie miał charakteru 'honorowego'. Każdy z nich pochodził z rąk wielkich mistrzów i nauczycieli, z których każdy uważał, że Elvis był godnym tych stopni i w pełni na nie zasłużył swoją ciężką pracą (treningiem) i osiągniętymi umiejętnościami".
W końcu wpadł na inny szatański pomysł, zakazał Lisie Marii kontaktów z ojcem. Początkowo za pełną aprobatą Priscilli! Wtedy Elvis się wściekł nie na żarty, jeszcze bardziej niż wcześniej, gdy dowiedział się o zdradzie i odejściu żony do innego. Zagroził jej, że pozbawi ją opieki nad Lisą. Priscilla starała się go udobruchać. Przegadała sprawę ze Stone'm jeszcze raz. Oczywiście, później próbowała na tym coś ugrać dla siebie, opowiadając jak to przekonała Mike'a by nie utrudniał widzeń ojca z córką. Guzik prawda, po prostu przekalkulowali sobie bilans zysków i strat! Choć pomysł Mike'a w ugodzenie Elvisa był strzałem w dziesiątkę, to jednak niósł za sobą same straty, w tym jedną najważniejszą dla niego - odcięcie od kasy Elvisa i jego kontaktów, z których korzystał. Gdyby Elvis wywalczył opiekę nad Lisą, a prawie ze stuprocentową pewnością tak by się stało, gdyby sprawa trafiła na wokandę, Mike nie dysponowałby już alimentami na Lisę i Priscillę oraz dodatkową gotówką i dobrami materialnymi, jakie Elvis pod byle pretekstem stale jej podsyłał. Skończyłoby się też korzystanie z koneksji Elvisa, powoływanie na niego przy załatwianiu różnych spraw, a reputacja jego i Priscilli ległaby całkowicie w gruzach. To byłby społeczny zgon obojga.
A teraz ciekawostka, warta odnotowania. Mike Stone stracił zainteresowanie Priscillą, zaledwie kilka miesięcy po ... śmierci Elvisa, co chyba mówi wiele, o ile nie wszystko! Znamienne*, prawda?! Moim zdaniem ten człowiek miał po prostu chorobliwą obsesję na punkcie Elvisa. Nigdy też nie traktował Priscilli poważnie (jak życiowej partnerki) i nie zamierzał jej poślubić. Sądzę, że miała być jedynie narzędziem jego chorej zawiści do walki z Elvisem. Przed związkiem z Priscillą miał jedną żonę, później jeszcze dwie, a jej o rękę nigdy nie poprosił! W 1985 roku spieniężył cały swój majątek, wycofał się z życia publicznego i ze swoją ostatnią żoną (trzecią) zamieszkał na jednej z filipińskich wysepek, gdzie żyje do dziś. Pytanie, jak zdobył ten majątek?
* Przez pierwsze dwa lata po śmierci Elvisa, Priscilla była odcięta od pieniędzy Graceland, żyła z tego co miała na koncie i co zarobiła w swoim boutique. To się przypuszczalnie Stone'owi nie podobało. Może gdyby wiedział, że Vernon (ojciec Elvisa), ustanowiony wykonawcą testamentu, umrze za dwa lata (26 czerwca 1979), to dalej tkwił by przy niej, bo kolejnym wykonawcą (na wypadek śmierci Vernona), Elvis ustanowił właśnie Priscillę.
David Stanley i Ginger Alden, to kolejne osoby podejrzane wśród najbliższych. Lecz nie jako te, które zadały śmiertelny cios Elvisowi, tylko raczej umożliwiły lub pomogły przeniknąć zabójcy (-om) do Elvisa.
Na kilka dni przed śmiercią Elvis skarżył się ojcu, że podejrzewa tych dwoje o romans i pytał czy on czegoś nie widział. Faktycznie, przebąkiwano o tym tu i ówdzie, ale pewności nie ma. David z kolei o to samo podejrzewał Elvisa, że ten uwodzi jego dziewczynę, co z całą pewnością nie miało miejsca.
Również drugi z przybranych braci Elvisa - Bill, był jego zajadłym wrogiem z tego samego powodu. Był przekonany, że Elvis uwiódł mu żonę. Trudno powiedzieć jak było naprawdę. Być może faktycznie się zapomnieli? Faktem jest, że żona odeszła od Billa, a ten wyprowadził się z domu Elvisa.
W przypadku Billa myślę, że żona odeszła od niego ponieważ był ćpunem, zresztą tak właśnie sama argumentowała swoją decyzję. Elvis nigdy nie sypiał z żonami swoich kumpli (w ogóle unikał mężatek, bardzo tego przestrzegał*, a jeśli nawet z jakąś spał, to widocznie zataiła przed nim swój prawdziwy stan cywilny). Chociaż czasami między panami dochodziło do różnych głupich zakładów, związanych z kobietami, np. jak szybko Elvis uwiedzie czyjąś aktualną dziewczynę, jednak zawsze granica była jasno postawiona - tylko oczarować, ale nie sypiać. Zresztą od połowy lat 60. do końca Elvis w ramach swojego rozwoju duchowego bardzo ograniczał przyjemności cielesne, co zresztą stało się jednym z głównych zarzutów Priscilli, a jednocześnie jednym z głównych powodów rozwodu.
* Były tego dwa powody. Jeden sięga początków jego kariery, gdy Parker przestrzegał go przed dwiema rzeczami odnośnie kobiet - zero kontaktów intymnych z mężatkami i pełna antykoncepcja (chodziło głównie o ciąże, nie o choroby weneryczne), bo inaczej "twoja kariera się skończy, zanim jeszcze rozwinie się na dobre". Drugi powód dotyczył pogróżek zdesperowanych partnerów kobiet, które nie potrafiły ukryć przed nimi swojego zafascynowania i zauroczenia Elvisem, jego uwielbienia. To od nich pochodziła większość gróźb kierowanych do Elvisa. Niemniej tak było w latach 50. i prawdopodobnie jeszcze w 60., w 70. zdarzały mu się przygody z mężatkami.
Priscilla Presley (żona Elvisa) i Mike Stone, człowiek, dla którego zostawiła Elvisa
Stanley'owie - Dee Presley z synami. Od Lewej: David, Dee (druga żona Vernona Presleya, ojca Elvisa), Rick i Billy. Zdjęcie ze spotkania promującego ich książkę "Elvis: We love you tender", która ukazała się w 1980 roku
Elvis i jego ostatnia dziewczyna, Ginger Alden (no, nie do końca ostatnia, ale oficjalnie nie poinformowali o swoim rozstaniu). W każdym razie, to ona smacznie spała w łóżku Elvisa, gdy on umierał w łazience
* * *
Na zakończenie tego materiału chciałabym podkreślić, że wszystkie przedstawione w tym artykule fakty są prawdziwe*, natomiast wnioski, sugestie i domniemania są tylko częścią wysnuwanych na ich podstawie hipotez i tak należy je traktować.
* Prawdziwe, w sensie pochodzą ze źródeł upublicznionych - książki, wywiady itp. Natomiast na ile są rzetelne i sprawdzone przez samych autorów, nie wiem.
W jaki sposób Elvis mógł zostać zamordowany, a także kto mógł współdziałać z zabójcą oraz o innych dziwnych okolicznościach postaram się napisać w jednym z następnych postów.