czwartek, 4 sierpnia 2016

Elvis i zapisy nutowe

W niektórych materiałach możemy spotkać informację, że Elvis nie czytał nut. Najśmieszniejsze, że powielają ją osoby, które nie zadały sobie trudu aby choć trochę pomyśleć logicznie.

O ironio, do tego wciąż żyjącego mitu przysłużył się sam Elvis. Gdy do prasy dostała się informacja o jego rzekomym analfabetyzmie nutowym, dziennikarze przy każdej nadarzającej się okazji zadręczali go pytaniem "Czy to prawda, że nie umie pan czytać zapisów nutowy?". Elvis, zmęczony już tym pytaniem, gdy po raz wtóry mu je zadano, dla świętego spokoju w końcu przytaknął. Z pozoru zyskał to co chciał - spokój - bo przestano go już o to pytać. Jednak w świadomości wielu osób odpowiedź jakiej udzielił kilkadziesiąt lat temu kolejnemu natrętowi, pozostała do dziś. Stąd gro ludzi, pozbawionych zdolności logicznego myślenia, nadal powtarza, że Elvis nie znał nut, bo przecież sam o tym powiedział w jednym z wywiadów sprzed lat.

Faktem jest, że Elvis miał doskonały słuch i jednocześnie muzyczną pamięć. To pozwalało mu bardzo szybko odtworzyć zasłyszany utwór na instrumencie. Dlatego w większości nie potrzebował nut by zagrać coś, co już znał lub słyszał. Aczkolwiek wiem, że są muzycy, którzy grają kawałek po raz setny, a nie potrafią obyć się bez nut. Dotyczy to przede wszystkim klasyków.

Natomiast zupełnie inaczej bywało z nowymi utworami. Gdyby Elvis rzeczywiście nie znał nut, nie poznałby muzyki! Musiałby za każdym razem prosić kogoś o zagranie nieznanych mu piosenek, aby poznać ich melodię, a przecież takich sytuacji nie było. Gdy w czasach kręcenia filmów w Hollywood dostarczano mu powyżej dwudziestu piosenek do każdego z nich, by wybrał ich określoną ilość według własnego uznania, robił to samodzielnie, a muzykę do nich poznawał po części właśnie z nut! Owszem były jeszcze płyty demo.

Poza tym spójrzcie na zdjęcia, gdzie gra na fortepianie. Czasami nad klawiaturą są rozłożone nuty, a przecież nie zawsze są to zdjęcia pozowane, częściej robione znienacka lub mimochodem. Również w swoim domu miał sterty nut. Po co? Nie podejrzewam Elvisa o żadne pozoranctwo. To był bardzo skromny i uczciwy człowiek pomimo swojej wielkości, majątku i sławy. Prędzej by sobie ujął niż dodał cokolwiek. Do tego bardzo wierzący. Wątpię by kiedykolwiek posunął się do takiej mistyfikacji, nieuczciwości i nikczemności, aby przez lata otaczać się stertami nut, gdyby faktycznie z nich nie korzystał. Dokonywał też zmian w aranżacjach, a w przypadku piosenek pisanych do filmów (nie tylko, również innych pisanych dla niego) miał prawo ingerencji w muzykę, co też nierzadko czynił. Jak zatem zaznaczał to muzykom? Pisał: "tu panowie odrobinkę wyżej, tu ciut niżej, a tam dłuższa pauza"?

Następna sprawa. Elvis był człowiekiem ciekawym wszystkiego. Dużo czytał. Uwielbiał dyskutować z ludźmi na wszelkie tematy, dzielić się zdobytą wiedzą, analizować poznane z książek zgadnienia, wymieniać poglądy. Kiedy tylko coś go bardziej zainteresowało, natychmiast zlecał zakup wszystkich dostępnych w księgarniach książek na ten temat. Dlatego nie sądzę by przy swojej pasji do muzyki przez lata nie nauczył się w ogóle nut! To po prostu nie jest w jego stylu, sprzeczne z jego osobowością, charyzmą i profesjonalizmem, zwłaszcza przy jego perfekcjonizmie w kwestiach muzycznych.

W którymś z materiałów czytałam, że czasem rozpisywał partie na poszczególne instrumenty. O jednej takiej sytuacji wspominałam już w poście "Elvis i instrumenty dęte" (tam dotyczyło to partii na flet). Z kolei w jednym z opisów jego prywatnego biura w Graceland (sąsiadującego z sypialnią), gdzie stały organy, podano, że wykorzystywał je głównie w tym właśnie celu. Tam właśnie opracowywał nowe aranżacje. Jak zatem miałby to robić bez znajomości nut?

Zatem jedyną kwestią jaką można tu podnieść, to na ile dobrze je znał. Może by sobie nie poradził z partyturą rozpisaną na wielką orkiestrę symfoniczną, ale z całą pewnością nuty znał! W każdym razie w zakresie mu potrzebnym.

Aczkolwiek nasz muzyczny geniusz w szkole podstawowej miał nienajlepsze oceny z muzyki, czego przyczyną były właśnie nuty. Dokładnie śpiewanie z nut, co znalazło odbicie w jego ocenach z muzyki:
"Co najbardziej paradoksalne, w rejestrach szkolnych mały Elvis z muzyki otrzymywał zaledwie ocenę „C” (dostateczny). Wynikało to z faktu, że szkolna edukacja muzyczna opierała się na sztywnym czytaniu z nut i śpiewaniu w chórze. Przyszły Król już wtedy wolał śpiewać ze słuchu i po swojemu, co nie wpisywało się w ówczesny program szkolny".
Może właśnie dlatego Elvis instynktownie od dziecka stawiał wyżej swój słuch niż suche zapisy nutowe. Niemniej, jak dowodzi ten cytat, poznał nuty już w szkole.

 Elvis w studio nad nutami, a obok niego słynna spółka od pisania piosenek - kompozytorzy: Jerome Leiber i Michael Stoller

 Elvis w Western Recorders Studio w Los Angeles, podczas sesji nagraniowej

Elvis podczas gry na fortepiane


Oczywiście tej piosenki nie gra z nut, choć stoją na fortepianie, bo zna ją bardzo dobrze. Zamieszczam ten klip, gdyż to jeden z nielicznych dostępnych w necie, na którym gra na fortepianie. A na samym końcu sobie żartuje w specyficzny dla siebie sposób, jak to on, cały Elvis :)

Prywatne biuro Elvisa, znajdujące się przy sypialni na piętrze. Pierwsze trzy zdjęcia, to tylko ekspozycja ustawiona na potrzeby zwiedzających, gdyż piętro jest całkowicie wyłączone z użytkowania, nie tylko dla zwiedzających, ale również dla obsługi i pracowników. Tylko ostatnie zdjęcie przedstawia prawdziwe biuro Elvisa, to tu przy organach opracowywał aranżacje piosenek, rozpisywał partie na instrumenty i wybierał utwory


wtorek, 2 sierpnia 2016

Złote garnitury Elvisa

Zdecydowana większość osób interesująca się życiem i ubiorem Elvisa, zapytana o złote garnitury Elvisa z pewnością wymieni "Gold Lame" z 1957 roku, zaprojektowany przez Nudiego Cohna oraz "Gold Black Lame" (znany też pod nazwą "Ripped Lame Gold Suit" - patrz: "Jumpsuit - Ripped Lame Gold") z 1968 roku, zaprojektowany przez Billa Belewa.

W ostatnich latach na wystawie w Rock and Roll Hall of Fame, ku zaskoczeniu wszystkich, pojawił się kolejny złoty garnitur Elvisa, o którym większość z nas nie miała pojęcia. Omówię go w oddzielnym poście (patrz: "Jumpsuit - Comeback Special Gold").

Tymczasem historia złotych garniturów Elvisa sięga w rzeczywistości połowy lat pięćdziesiątych. Niestety biografowie i inni autorzy książek nie zajmują się strojami Elvisa, bo jest tego zbyt dużo. W końcu dał ponad dwa tysiące koncertów i gdyby tylko jedną stronę poświęcić na zaprezentowanie Elvisa w każdym z ubiorów w jakim wystąpił na danym koncercie, książka już miałaby ponad 2.200 stron. Chociaż realnie patrząc to nawet niewykonalne, gdyż w przypadku połowy koncertów nie wiemy jak był ubrany. Poza tym wiele kostiumów zniknęło z przestrzeni publicznej (są w magazynach Graceland lub w rękach prywatnych).

Niemniej, tym sposobem fani zostali pozbawieni wszelkich informacji na ten temat. Jedyne źródło wizualne stanowią wystawy, lecz już brak na nich informacji o danym kostiumie, nie licząc jakiegoś szczątka zawartego w jednym zdaniu. Drugim źródłem są aukcje, gdzie w opisie przedmiotu są także tylko szczątkowe informacje, czasem wzbogacone o jedno czy dwa zdania więcej w stosunku do tego, co mogliśmy przeczytać na plakietce wystawowej w Graceland (lub na innych wystawach, którym muzeum to wypożyczało eksponaty).

EPE, która trzyma łapę na wszystkim, w zasadzie nikogo nie dopuszcza do zbiorów, tylko cichcem spienięża wszystko co się da póki jest popyt, ale zostawmy ten temat na inny post.

Elvisa ulubionymi kolorami były: róż (szczególnie we wczesnych latach), biel, błękity i inne odcienie niebieskiego, czerń i złoto. Tymczasem jeśli chodzi o złote garnitury, Elvis zawsze miał do nich awersję, właściwie dopiero od 1957 roku, której tak naprawdę nigdy nikomu nie wyjaśnił, co moim zdaniem jest zastanawiające. Są różne hipotezy na ten temat, ale do mnie żadna z nich nie przemawia. Jestem pewna, że chodzi o coś zupełnie innego, o czym nie chciał mówić. Myślę, że było to coś dla niego przykrego lub wstydliwego. Nie dał się podejść w żaden sposób i nikomu, by wyjawić prawdziwy powód tego stanu rzeczy (swojej awersji do złotych garniturów). Przyciskany irytował się i nawet nie szukał już wymówek tylko padało przysłowiowe "nie, bo nie".

Spekuluje się, że ma to związek z jego stosunkiem do Boga. Często, gdy fani nazywali go królem, on korygował ich mówiąc, że jest piosenkarzem, a tylko Bóg jest królem. Snuje się domysły, że według Elvisa całkowicie złota szata i korona przynależą się tylko Bogu. Ponoć coś podobnego zdarzyło się mu kiedyś powiedzieć. Szybko połączono te dwa fakty i teraz jego awersja do całościowego złotego ubioru tłumaczona jest szacunkiem do Boga (pokorą, nie wywyższaniem się ponad Boga), na zasadzie "Bogu co boskie, cesarzowi co cesarskie".

Kiedy w 2012 roku, z okazji 35 rocznicy śmierci piosenkarza EPE wraz z Rock and Roll Hall of Fame przygotowały wystawę, do internetu wypłynęło z niej zdjęcie z kolejnym złotym garniturem, rzekomo Elvisa. Oczywiście większość osób wpuszczających zdjęcia do internetu nie opisuje ich solidnie. Potem powstają różne domysły i fotografia dostaje nową historię, tę wirtualną, która zwykle rozbiega się z prawdą. Nie brak też takich (niestety), którzy wykorzystują takie okazje aby celowo wymyślać jakieś bzdury i wprowadzać ludzi poszukujących faktów o Elvisie Presleyu w błąd. Przodują w tym wszyscy nawiedzeni "fani" (raczej skretyniali fani, trzeba rzecz nazwać po imieniu, jakieś niedowartościowane jednostki, chcące za wszelką cenę zabłysnąć w necie), którzy kochają zafałszowywać fakty i uciekają się do różnych przeróbek, mistyfikacji i tworzenia teorii spiskowych. Tak było i tym razem.

Kostium, który ja na własny użytek nazwałam sobie "Złotym Arlekinem" (zanim jeszcze poznałam jego poprawną nazwę), pochodzący z tej wystawy, szybko okrzyknięto kolejnym złotym jumpsuitem Elvisa, co dopiero odkrytym. W rzeczywistości nigdy nie był własnością Elvisa. To "MacPhisto", strój z "Zoo TV" tournee zespołu U2, należący do jego lidera Bono, będącego jednym z największych miłośników Presleya wśród artystów. Jak opisali go organizatorzy wystawy, kostium ten jest "doskonałą fuzją" słynnego garnituru z Comeback Special '68 "White Can Dream Suit" oraz pochodzącego z 1957 roku "Gold Lame Suit", zaprojektowanego specjalnie dla Elvisa przez Nudiego Cohna.

Wystawa ta była o tyle szczególna, że pierwszy raz w historii odbywała się pod hasłem "Wpływ stylu ubierania Elvisa na innych wykonawców". Autorzy zwrócili się do artystów z prośbą o wypożyczenie ze swoich szaf ubiorów, które powstały w wyniku zainspirowania stylem Elvisa. Odzew był duży, większy niż się spodziewano, a wśród tych, co przekazali swoje rzeczy na wystawę byli między innymi: Bruce Springsteen, Bono z U2, Beatlesi, James Brown, Elton John, Tom Petty, Bob Dylan, Wanda Jackson, Roy Orbison, Johnny Cash, Trisha Yearwood, Amy Grant, Katy Perry, Justin Timberlake.

Złoty "MacPhisto", strój z "Zoo TV" tournee zespołu U2, należący do jego lidera Bono. W tle widzimy zdjęcia Elvisa ubranego w White Can Dream Suit (akurat tutaj tego zdjęcia nie widać) oraz w żakiecie od Gold Lame Suit (1957), do których nawiązuje ten złoty dwurzędowy garnitur lidera U2

Natomiast niewątpliwą perełką, tym razem w stu procentach należącą do Elvisa, jest złoty garnitur o jakim wspomina na swojej stronie Scotty Moore (gitarzysta Elvisa i jego pierwszy menadżer). Wiele osób do dziś tkwi w przekonaniu, że to "Gold Lame Suit" Nudiego Cohna był tym pierwszym złotym garniturem Elvisa. Jednak pierwszy był przynajmniej o rok starszy. Został zakupiony przez Elvisa w jego ulubionym sklepie braci Lanskych w Memphis.

Według Moore'a Elvis wystąpił w nim dwa razy. Pierwszy raz 22 listopada 1956 roku w Toledo (OH), podczas drugiego koncertu tego dnia, t.j. o godzinie 20:00 w Sports Arena. Drugi raz ubrał go kilka dni później, acz  podczas tejże samej trasy koncertowej (Tour of Ohio and Kentucky). Było to w Louisville (KY), 25 listopada 1956 roku, również na koncercie wieczornym, o godzinie 20:00 w Jefferson County Armory. Z Toledo mamy kilka czarno-białych zdjęć Elvisa w tym ubraniu (dwa na scenie, reszta z backstage), ale z Louisville zachowały się tylko zdjęcia z pierwszego koncertu (tego o 14:00), na którym ubrany był inaczej. W rzeczywistości wiemy o czterech występach, o czym dalej.

Kiedy dokładnie Elvis nabył tę marynarkę nie wiadomo, ale są poszlaki, które wskazują, że występował w niej już wcześniej, niż opisuje to Scotty Moore. Jedną z nich jest zdjęcie z koncertu z 14 maja 1956 roku. Dał wówczas dwa występy, o 19:00 i o 21:30, w La Crosse (WI) na obiekcie Mary E. Sawyer Auditorium. Zachowały się nie najlepszej jakości fotografie z obu tych koncertów, lecz nie wiadomo, które są z wcześniejszego, a które z późniejszego. W każdym razie tylko na jednym z nich Elvis wystąpił w tej marynarce, na drugim miał inną we wzory.

Druga poszlaka wskazuje na jeszcze starszą datę, mianowicie 9 sierpnia 1955 roku, w Henderson (TX) na Rodeo Arena, o godzinie 20:00, w ramach turnee "Tom Perryman Tour". Chociaż w tym przypadku zdjęcie jest również czarno-białe i złej jakości, co teoretycznie utrudnia jednoznaczną identyfikację marynarki, to nie jest aż tak złe, by jej na nim nie rozpoznać.

Gold Satine Suit był w posiadaniu Elvisa aż do lipca 1973 roku, wtedy przekazał go jako nagrodę na jeden z konkursów. Niestety Scotty Moore nie precyzuje co to był za konkurs. Wiemy tylko, że wygrał go David Wheeler, fan z Michigan, a Elvis wraz z Colonelem (menadżerem) wysłali do niego telegram gratulacyjny. To sugeruje, że konkurs tematycznie musiał być związany z Elvisem. Niestety, żadne ze znanych mi źródeł nie wspomina o nim. W telegramie czytamy tylko: "Gratulujemy wygrania złotej marynarki. My ze swej strony chcemy tylko podziękować za wszelkie starania. ELVIS i COLONEL".

Złoty garnitur Elvisa "Gold Satine Suit", ten który zakupił u braci Lanskych. Został pokazany na wystawie w Nashville, w lipcu 2003 roku (niestety Scotty nie precyzuje na jakiej). Obecnie znajduje się w Hard Rock Cafe. Pierwsze dwa zdjęcia pochodzą ze strony Scottiego Moore'a, kolejne dwa z innych portali

Telegram gratulacyjny wysłany przez Elvisa i Pułkownika do David Wheelersa, zwycięzcy konkursu, datowany na 8 lipca 1973 roku. Znalazł się również na wystawie w Nashville wraz ze złotą marynarką, która była główną nagrodą w tym konkursie

Bernard Lansky (jeden z braci Lanskych, prowadzących sklep firmowany swoim nazwiskiem, w którym ubierał się Elvis już jako biedny, młody chłopak i później, będąc już znanym, sławnym i bogatym) w swoim sklepie prezentuje Elvisa "Gold Satine Suit"

Teoretycznie, pierwsze znane zdjęcie Elvisa w tym garniturze - koncert z 9 sierpnia 1955 roku, o godzinie 20:00 w Henderson (TX), na obiekcie Rodeo Arena, w ramach turnee Tom Perryman Tour

  Zdjęcie z jednego z dwóch koncertów (o 19:00 lub o 21:30), jakie Elvis dał w La Crosse (WI), w dniu 14 maja 1956 roku, na obiekcie Mary E. Sawyer Auditorium

Elvis podczas wieczornego koncertu w Toledo (22 listopada 1956 roku), na którym wystąpił w "Gold Satine Suit" oraz na backstage w przerwie pomiędzy koncertem popołudniowym (o 14:00) i wieczornym (o 20:00), przypuszczalnie na krótko przed wyjściem na scenę, bo jest już odświeżony i przebrany

Kilka miesięcy później, już w 1957 roku Nudie Cohn z Hollywood, zaprojektował i wykonał dla Elvisa słynny do dziś "Gold Lame Suit". Scotty Moore, podobnie jak wiele innych osób, jest przekonany, że do stworzenia tego kostiumu Nudie został zainspirowany właśnie marynarką "Gold Satine", którą Elvis kupił u Lanskych. Jest to wysoce prawdopodobne, bo Nudie widział wcześniej Elvisa w tym stroju i bardzo mu się w nim spodobał.

Na widok "nowego złota" Elvis jakoś nie wykazał entuzjazmu. Nienawidził tego kostiumu od samego początku, w szczególności koszuli i spodni. Pierwszy raz założył go na koncercie otwierającym trasę "Midwest Tour", 28 marca 1957 roku w Chicago (IL), który odbył się o godzinie 20:00 w International Amphitheater.  Drugi raz w pełnej wersji (w komplecie - spodnie, koszula, marynarka, pasek, krawat, buty) ubrał go kilka dni później, w Kanadzie w Toronto, 2 kwietnia 1957 roku, podczas dwóch koncertów jakie dał w Maple Leaf Gardens, o godzinie 18:00 i 21:00. Na kolejnym koncercie w Kanadzie, 3 kwietnia 1957 roku w Ottawie, założył już tylko marynarkę i buty z tego kompletu. Trzeci koncert, przewidziany na 4 kwietnia w Montrealu został odwołany (z powodu troski obywatelskiej i presji ze strony lokalnych władz katolickich). Do Kanady wrócił jeszcze raz, kilka miesięcy później, podczas kolejnej trasy koncertowej "Pacific Northwest Tour". Drugiego dnia tej trasy, 31 sierpnia 1957 roku, o godzinie 20:00, dał koncert w Empire Stadium w Vancouver. Założył wtedy tylko złotą marynarkę z całego kompletu, do czarnych spodni, czarnej koszuli i czarnych butów.

Później zakładał zwykle samą marynarkę do czarnych spodni i czarnej koszuli. Wykorzystywał też pasek, krawat i złote buty. Najrzadziej zakładał koszulę i spodnie. Elvis tak bardzo nie lubił tego stroju (zwłaszcza koszuli i spodni), że kiedy pułkownik napomniał go przed wyjściem na scenę aby uważał na ten drogi i cenny kostium (ozdobne wykończenie wykonano z prawdziwych kamieni szlachetnych), Elvis pierwsze co zrobił to wziął rozpęd, padł na kolano i przejechał się w nim przez całą długość sceny, pozostawiając za sobą złotą smugę na jej parkiecie. :) Dlaczego to zrobił to chyba wyjaśniać nie trzeba. Efekt tego czynu jest widoczny na spodniach do dziś (patrz zdjęcia oryginalnego kostiumu).

Po koncercie w Largo (MD), 27 czerwca 1976 roku, który odbył się w Landover Capital Center, o godzinie  20:30, Elvisa za kulisami odwiedził Elton John. Przypuszczalnie w pomieszczeniu, w którym panowie się spotkali stały wieszaki z kostiumami Elvisa, bo Elton zachwycił się "Gold Lame", a szczery jak zawsze Elvis natychmiast mu go sprezentował. Są osoby, które podważają tę datę, twierdząc że przypuszczalnie było to po innym koncercie, jaki odbył się mniej więcej w tym samym czasie.

Elton John wystąpił w złotym garniturze (prezencie od Elvisa) na jednym z koncertów podczas swojej trasy koncertowej "Breaking Hearts Tour", w 1984 roku. Jakiś czas później sprzedał go prywatnemu kolekcjonerowi. Ten z kolei wystawił go na aukcję Juliena dopiero w 2014 roku [dane aukcji: Music Icons, Legends, and Rebels 2014 (#51714) 05/17/2014; Lot 501* of 724: ELTON JOHN AND ELVIS PRESLEY NUDIE'S GOLD LAMÉ SUIT; 10:00 AM EDT CLOSED!; Lot closed - Winning bid: $28,800], gdzie w dniu 17 maja 2014 roku, za kwotę 28.800,- dolarów, nabył go następny fan i kolekcjoner. Tylko kogo fan? Elvisa, czy Eltona? Nie wiadomo, może jednego i drugiego. Tak przynajmniej głosiły media. Jednak czy na pewno?

* W opisie aukcji czytamy: "Złoty kostium noszony przez Eltona Johna, ale wykonany przez Nudie Cohna dla Elvisa Presleya. Opisy na metkach brzmiały "Elvis Presley / Lot 7492 Rozmiar 40". 27 czerwca 1976 roku John spotkał się z Presleyem za kulisami po występie w Landover w stanie Maryland. Uważa się, że właśnie podczas tej wizyty (lub innej wizyty za kulisami) John dostał ten garnitur. John nosił ten kostium podczas koncertu w 1984 roku w czasie swojej trasy Breaking Hearts Tour. Już w 1957 roku Cohn stworzył ten ikoniczny styl garniturowy dla Presleya. Kombinezon ma ozdobne lamówki wysadzane kamieniami na kołnierzyku i w wykończeniach marynarki oraz na lampasach spodni. Dołączono list autentyczności z Muzeum Elvisa Presleya i kserokopię formularza pomiarowego Presleya, wykonanego przez Nudiego."

Od jakiegoś czasu kostium "Gold Lame Suit" jest w Graceland. Być może to oni byli tym "tajemniczym kolekcjonerem", który wykupił kostium na aukcji Juliena w 2014 roku. Był też później przez jakiś czas wystawiany w O2 Arena w Londynie (na pierwszej wystawie londyńskiej, która trwała od 12 grudnia 2014 roku do 10 stycznia 2016 roku) - patrz post "Eskorta dla "Gold Lame Suit"".

Współczesna replika Gold Lame Suit, jaka jest do kupienia w sklepie B & K Enterprises Costume Co.

Zdjęcia Elvisa w pełnej wersji Gold Lame Suit, czyli tym co wchodzi w skład kompletu (spodnie marynarka, bluzka, krawat-muszka, pasek, buty)

Zdjęcia Elvisa wykorzystującego w swoim ubiorze tylko niektóre elementy wchodzące w skład kompletu Gold Lame Suit

Elton John podczas koncertu w 1984 roku, kiedy to wystąpił w podarowanym przez Elvisa Gold Lame Suit oraz metka personalizująca, doszyta po tym jak stał się właścicielem tegoż kostiumu

Kostium Gold Lame Suit na wystawach i ekspozycjach oraz wszywki firmowe, znajdujące się wewnątrz marynarki i koszuli

To tyle w kwestii złotych strojów Elvisa przed 1968 rokiem, czyli powrotem do koncertowania na żywo po długim okresie spędzonym w Hollywood. Jednak to jeszcze nie koniec jego przygody ze złotymi kostiumami. Pozostały jeszcze dwa. Omówię je wraz z pozostałymi jumpsuitami, które nosił od 1968 roku do końca swojego życia.

Elvis posiadał także inne złote elementy garderoby - kilka koszul, przynajmniej jedną kamizelkę i według niepotwierdzonej wersji jeszcze jedną marynarkę (w sensie, że nie do końca wiadomo, czy była jeszcze z lat 50. czy już z 60.). Niestety nie udało mi się ustalić, czy którąś z tych rzeczy wykorzystał na scenie, zatem nie będę ich tu przedstawiać. Na zdjęciu poniżej jeden z takich przykładów.

Kolejna złota marynarka Elvisa (choć krojem przypomina koszulo-marynarkę), która jest wystawiona obecnie w Hard Rock Cafe w miejscowości Manchester (Wielka Brytania)


*       *       *
*      *
*

Ex Post

Ostatnie ustalenia (29 grudnia 2017 roku)

Od czasów postu na stronie Scotty Moore'a, który pisał o tej marynarce, właśnie trafiłam na nowy ślad. Materiał z 2017 roku podaje, że aktualnie marynarka ta znajduje się w Hard Rock Cafe. Dwa źródła nie podawały miejsca, a jedno napisało, że w Orlando. Niestety na stronie HRC w Orlando nic nie ma na ten temat.

Scotty Moore podawał, że zdjęcia pochodzą z jakiejś wystawy (nie podał jej nazwy) w Nashville, która odbyła się w lipcu 2003 roku. Natomiast trzy nowe źródła, które mówią, że aktualnie marynarka jest w HRC, załączają te same zdjęcia. Zatem albo Scotty nie mając zdjęć z Nashville posłużył się zdjęciami z HRC, albo odwrotnie. Napisy na szybach są w stylu HRC.

Jak i kiedy marynarka trafiła do HRC i którego, nie wiemy. Czy bezpośrednio od Davida Wheelera, czy po drodze miała jeszcze innych właścicieli?


Ex Post

Ostatnie ustalenia (31 lipca 2019 roku)

Od jakiegoś czasu "Gold Lame Suit" jest w Graceland. Czy kupili go na tej aukcji Juliena w 2014 roku, czy później odkupili od nabywcy, nie wiem.

Kostium od 12 kwietnia 2015 roku przez dwa miesiące był na wystawie "Elvis at The O2" w Londynie, chociaż sama wystawa trwała od 12 grudnia 2014 roku do 10 stycznia 2016 roku. O ciekawych okolicznościach jego dostawy na wystawę i samej ekspozycji w poście "Eskorta dla "Gold Lame Suit".


Ex Post

Ostatnie ustalenia (17 stycznia 2023 roku)

Elvis i Liberace dali małe jam session za kulisami po występie Liberace w hotelu Riviera w Las Vegas, 16 listopada 1956 roku. Wcześniej Elvis był w garderobie Liberace, gdzie Liberace poprosił go aby ubrał jego brokatową marynarkę. Na tę okoliczność pismaki oczywiście musiały sprokurować jakąś hitoryjkę - podano, że panowie zamienili się marynarkami i instrumentami - Liberace zagrał na gitarze Elvisa (nie!), a Elvis zasiadł przy jego fortepianie.

Z pewnością nie zamienili się marynarkami, co najwyżej Elvis faktycznie ubrał jedną z marynarek Liberace. Więcej o tym w poście "Elvis i Liberace".

Niektóre źródła w preparowaniu nieprawdy postanowiły iść jeszcze dalej mówiąc, że występ Elvisa w brokatowej marynarce Liberace zainspirował Nudiego Cohna do zaprojektowania "Gold Lame Suit" w 1957 roku - nieprawda!


Ex Post

Ostatnie ustalenia (7 lutego 2026 roku)

W internecie można znaleźć poniższe zdjęcie Elvisa w złotej marynarce z 1956 roku. Prawdopodobnie fejkowe, utworzone przez sztuczną inteligencję, niestety.

Dotąd widzieliśmy Elvisa w tej marynarce tylko w 1956 roku. To zdjęcie jest przynajmniej dwa lata późniejsze. Teoretycznie jest możliwe, że założył ją w późniejszych latach, bo miał tą marynarkę w swojej szafie do 1973 roku.

Elvis w złotej marynarce z 1956 roku

*
*      *
*       *       *



poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Elvis w numerologii

Elvis interesował się dosłownie wszystkim. Niektóre tematy zafrapowały go szczególnie. Jednym z nich była numerologia. Postanowiłam więc sprawdzić na ile on sam wpisuje się w to, co o nim mówi. I przeżyłam niemałe zaskoczenie i zdziwienie, a także zwątpienie w swoją dotychczasową nieufność do tej dziedziny.

I. LICZBA IMIENIA I NAZWISKA - sumuje się wartości liczbowe poszczególnych liter tworzących imię (imiona) i nazwisko (nazwiska) aż do otrzymania jedności od 1 do 9. Dla Elvisa = 9.

To się wylicza według specjalnej tabeli, w której dla każdej cyfry z przedziału 1-9 przypisane są grupy liter. Dla Elvisa jest to:

5 3 4 9 1   1 1 9 6 5   7 9 5 1 3 5 7 = 81 = 8+1 = 9
E L V I S   A A R O N   P R E S L E Y

Charakterystyka osób z liczbą imienia i nazwiska dziewięć:
Dziewiątka jest liczbą dokonań umysłowych i duchowych na dużą skalę. Osoby Dziewiątki to marzycielscy idealiści, romantycy, ludzie bardzo namiętni i impulsywni, cieszący się powszechną sympatią i dysponujący dużym wdziękiem, ale … łatwo ulegający wpływom.
Ludzie tego pokroju mają silną potrzebę niesienia pomocy innym i służenia ogółowi ludzkości. Są wspaniałymi naukowcami i artystami, a także dobrymi, niestandardowymi nauczycielami. Dla wielu ludzi stanowią źródło inspiracji, lecz są tacy, którzy zarzucają im brak zmysłu praktycznego i odbieganie od utartych schematów i szablonów.
Elvis miał ogromną siłę oddziaływania na masy. Miał w sobie przedziwny magnetyzm i sugestywność, porywał swoją dobrocią, optymizmem, życzliwością, skromnością, głęboka wiarą, uczciwością, ale też urodą i sukcesami. Dlatego rzesze ludzi starało się go naśladować we wszystkim. Dzięki temu wielu z nich wychodziło z kłopotów na prostą. To naśladownictwo tyczy się także muzyki. Setki zespołów i muzyków przyznają, że gdyby nie Elvis, to ich z pewnością też by nie było. Dał im wolę podejmowania próby, walki, determinacji, zachęcał by się nie poddawali, nakreślił kierunek i przetarł szlaki. Byli to między innymi: The Rolling Stones, The Beatles, Bruce Springsteen, Led Zeppelin, Buddy Holly, Cliff Richard, Bob Dylan, Paul Simon i wielu innych.

Idealnym przykładem ulegania wpływom jest przyjęcie przez Elvisa zaszczepionych przez matkę w drodze wychowania wzorców, których będzie się trzymał do końca - religijność, szacunek do innych (zwłaszcza do instytucji państwowych, urzędu prezydenta i wojska, a także do ludzi potrzebujących i pokrzywdzonych przez los), dobre maniery, pracowitość, punktualność, skromność, wspomaganie innych, dzielenie się itp.

Natomiast w łamaniu schematów i szablonów był tak skuteczny, że od jego szerszego zaistnienia w świadomości większych rzeszy ludzi, nic już nie miało być takie samo, ani w muzyce, ani w modzie, ani w kulturze, ani w relacjach społecznych, ani nawet w polityce (przede wszystkim w USA).
Mają naturę rewolucjonisty, który zapala serca, by wzniecić płomień buntu przeciwko niesprawiedliwości i nierówności. Są to ludzie buntujący się przeciwko sztywnym, ograniczającym systemom. Z reguły bywają zdecydowani i mają silną wolę, charakteryzuje ich także wierność sobie. Sprzeciw wywołuje w nich agresywność, nie tolerują jej. Są przeniknięci ideą humanitaryzmu, lecz paradoksalnie mają w sobie wiele egocentryzmu.
Jego odwieczna walka z rasizmem względem Afroamerykanów, biedą, o równe prawa i szanse dla wszystkich obywateli, o sprawiedliwość społeczną. Wspieranie wszelkich inicjatyw służących ludziom, zwłaszcza starszym i chorym. Elvis opłacał jednego z lekarzy w Memphis aby na jego koszt leczył ludzi biednych! Jego samochody z kolei robiły za darmowe taksówki dla ludzi starszych, samotnych i schorowanych, wożąc ich do sklepów, kościołów i lekarzy!

Nie tolerował agresji, brzydkich wyrazów i naśmiewania się z cudzych ułomności. W jego domu panował prawdziwy wersal, jeśli chodzi o maniery. Nikt nie miał prawa podnieść głosu, czy używać słów uznawanych powszechnie za obraźliwe lub nieeleganckie. Zapomnienie się przy jego rodzicach, a zwłaszcza  matce, skutkowało natychmiastowym wyrzuceniem z pracy. Obowiązywała pełna kultura we wszystkich obszarach życia codziennego. Elvis wymagał by wszyscy na terenie posiadłości odnosili się do siebie z pełnym szacunkiem, niezależnie od wzajemnych animozji i zatargów, jakie akurat w danej chwili ze sobą mieli.

Polemizowałabym tylko z tym egocentryzmem, chyba że w sprawach zawodowych, wtedy musiało być tak jak Elvis tego chce, aczkolwiek nawet wówczas słuchał innych i brał ich zdanie pod uwagę. Elvis bardzo dobrze potrafił współpracować w zespole, co podkreślali nie tylko jego muzycy, ale również filmowcy, aktorzy, projektanci, wytwórnie muzyczne itp.
Kochają światła reflektorów i potrzebują zachwytu, uwielbienia i miłości a kiedy zostaną zepchnięci na boczny tor i zapomniani, jest to dla nich jak śmierć za życia …
Dokładnie tak. Sam o tym mówił wielokrotnie i było widać jak odżywa na scenie. Zawsze odczuwał większą lub mniejsza tremę, jak sam przyznawał, nigdy się jej nie pozbył. To tylko świadczy, że przeżywał każdy występ i nigdy nie popadł w rutynę.
Z tego zapisu wielu jest mistrzów duchowych i przywódców, którzy otoczeni gronem wielbicieli i naśladowców głoszą życie w ascezie i wyrzeczeniach, a sami, po kryjomu, z dala od oczu swoich uczniów i wielbicieli oddają się wszelkim powabom życia w świecie materialnym.
Pierwsza część zdania do niego pasuje. Druga nie bardzo, bo Elvis nie był hipokrytą i nie ukrywał, że lubi korzystać z życia. Zresztą do wszelakich rozrywek (wyjazdy, lunapark, rollerdrom, kino itp.) zapraszał masę osób, często zupełnie obcych. Również wcale nie był takim kobieciarzem, jak się wydaje. Pod tym względem miał bardziej mentalność kobiety. Lubił flirtować, uwodzić, ale do finału zwykle nie dochodziło. Zresztą to bardzo ciekawy temat i przynajmniej na kilka oddzielnych postów. Elvis miał swoje kredo, według którego postępował i powtarzał je innym: „Rób to, co dla ciebie dobre, pod warunkiem, że nikogo nie krzywdzisz”
Dziewiątki mogą osiągnąć sukces w każdej dziedzinie.
Elvis to nie tylko wspaniały piosenkarz, ale także showman, organizator, mówca. Nie zapominajmy też o jego mistrzostwie w karate - czarny pas mistrzowski, dziewiąty dan! Niewiele osób w tamtym czasie na świecie mogło się poszczycić takim osiągnięciem. W ogóle wielka sprawność fizyczna i niesamowite wyczucie równowagi. Rewelacyjnie jeździł konno, dlatego lubił brać udział w rodeo. Świetnie strzelał różnymi rodzajami broni, od zabytkowej poczynając na współczesnej skończywszy. Dobry tancerz. Stepował prawie niczym Fred Aster. Potrafił też jodłować jak Tyrolczyk z Alp i śpiewać operowym głosem.
Bardzo często obdarzone są takimi zdolnościami jak dar jasnowidzenia, uzdrawiania, telepatii i telekinezy. W dziedzinie wiedzy tajemnej mogą być wielkimi ekspertami. Mnóstwo osób o tej wibracji pracuje jako hipnotyzerzy, media, uzdrowiciele, przepowiadający przyszłość.
Elvis miał szósty zmysł, o czym wspominają, podając konkretne przykłady, jego partnerki - np. Linda, Kathy oraz inne osoby z jego otoczenia. Potrafił na odległość wyczuć, że coś złego gdzieś się komuś dzieje z najbliższych. Wtedy łapał za telefon i dzwonił. Tak było kiedyś z jego babcią. Był oddalony od niej o ponad dwa tysiące kilometrów. Nagle powiedział do Lindy, że coś nie tak jest z jego babcią. Zadzwonił do domu, faktycznie pogotowie zabierało ją właśnie do szpitala.

Biografie nie wspominają o jego darze uzdrawiania, a jeśli już to ledwie napomykają jednym zdaniem. Tymczasem z wywiadów dowiadujemy się, że faktycznie potrafił pomagać ludziom. Na temat fenomenu Elvisa powstało wiele prac naukowych na całym świecie (niektóre napisane przez znane i szanowane nazwiska z najlepszych uniwersytetów i placówek badawczych). Ich autorzy mają tysiące świadectw od ludzi, których uzdrowił tak za życia, jak i po nim. Przynajmniej dwa z nich (ja o tylu wiem) są potwierdzone medycznie i opisane (jedno dotyczy jego sopranistki Kathy Westmoreland, która stała już nad grobem) - oba miały miejsce za jego życia i w efekcie bezpośredniego kontaktu. Ciotka Delta Mae (siostra jego ojca Vernona), która zamieszkiwała także w Graceland (nigdy nie założyła swojej rodziny, więc Elvis roztoczył nad nią opiekę), często cierpiała na bóle głowy i zawsze wtedy prosiła Elvisa o pomoc, jeśli był akurat na miejscu. Twierdziła, że żadne leki nie przynoszą jej takiej ulgi i na tak długo, jak cudowne dłonie Elvisa.
Dziewiątka jako aktor tragiczny, to podobno rarytas aktorski. Są to zresztą z natury artyści, więc mają także szanse na sukces w innych dziedzinach sztuki – jako muzycy, poeci, śpiewacy, malarze, projektanci wnętrz i tancerze.
Zawsze chciał zostać aktorem dramatycznym tylko nie dano mu szansy. I miał dobre wyczucie, bo najlepiej oceniono jego grę aktorską właśnie w takich rolach. Potem dostał kilka dokładnie takich propozycji, ale Colonel wszystkie je konsekwentnie odrzucał. Bał się, że gdy Elvis zostanie także gwiazdą-aktorem, straci nad nim pełną kontrolę i nie będzie mógł go skubać z kasy, jak to robił regularnie i na olbrzymią skalę - zarabiał na nim dwa razy tyle co sam Elvis. Wtedy też wyjazd Elvisa za granicę byłby kwestią czasu, czego Colonel chciał uniknąć za każdą cenę (wiemy dlaczego). To też tematy na kilka postów.
Wśród dziewiątek znajdziemy wielu kaznodziei, sławnych mówców i polityków, jak również wybitnych ludzi pióra – pisarzy, dziennikarzy, korespondentów i publicystów. Są także doskonałymi mecenasami sztuki i promotorami młodych talentów.
Bardzo lubił prowadzić różne dysputy. Nawet na koncertach zdarzały mu się różne mini-wykłady. Jego silna wiara i chęć prowadzenia rozważań na temat Boga spowodowały, że wielu ludzi mówiło, iż gdyby nie był piosenkarzem z pewnością zostałby kaznodzieją. Zresztą miał kilku zaprzyjaźnionych księży, z którymi się spotykał na takie teologiczne rozważania. W drugiej połowie lat 60. Elvis czuł olbrzymie powołanie. Rozważał wtedy całkiem poważnie wstąpienie do klasztoru. W zasadzie podjął już decyzję. Miał wybrany klasztor i był po rozmowach. Chyba tylko poczucie obowiązku i troska o najbliższych powstrzymały go od tego zamiaru. Przypuszczalnie również rozmowy z księżmi, którzy na tym etapie życia mu to odradzili.

Elvis zawsze wspierał osoby utalentowane. W szczególności swoich muzyków, zwłaszcza gitarzystę Jamesa Burtona i sopranistkę Kathy Westmoreland, których na każdym koncercie promował za pomocą dostępnych sobie środków - przedstawiał w szczególny sposób, a w trakcie koncertu prosił o krótkie solówki. Któż nie pamięta tych sławnych słów "Play a song James" lub "A teraz zaśpiewa dla państwa mała dziewczynka z wielkim głosem - Kathy Westmoreland".
Dziewiątki kochają wolność, przyrodę oraz wielkie przestrzenie, będą więc szczęśliwe, pracując jako rolnicy, leśnicy, marynarze, piloci, geolodzy i geodeci. Powinny zdecydowanie unikać stanowisk zmuszających ich do pracy w zamkniętych pomieszczeniach. Jeśli zdarzy im się pracować w takich warunkach, będą wychodzić po przysłowiową bułkę na śniadanie i okrążą spacerkiem cały kwartał budynków, chociaż sklep znajduje się w najbliższym sąsiedztwie firmy.
Elvis kochał przyrodę. Lubił też przestrzeń i wszelkie wycieczki, wypady za miasto itp. Jednak to było w jego przypadku bardzo utrudnione, z powodu sławy, fanów i licznych zajęć, a i tak jeździł konno, na wrotkach, na nartach wodnych, pływał, ćwiczył karate dzień w dzień, grał w squasha (miał na terenie posiadłości specjalną halę do squasha), okazjonalnie w tenisa. Lubił jazdę na skuterach śnieżnych i wodnych oraz motocyklach.

Gdy zakupił Graceland brał udział w rekultywacji terenu posiadłości, co możemy zobaczyć na zdjęciach. Później kupił sobie ranczo "Circle G", gdzie spędzał sporo czasu, jeśli tylko nadarzyła się po temu okazja i dodatkowo zajął się hodowlą koni. Po jego posiadłości przechadzały się pawie, biegały konie, psy koty. Miał nawet małpkę o imieniu Scatter, z którą wzajemnie obdarzyli się miłością. Scatter był bardzo zazdrosny o Elvisa i odganiał od niego ludzi, którym nie ufał lub ich nie lubił.

Elvis był też właścicielem czterech samolotów, niezliczonej ilości samochodów i motocykli. Wiem, że chciał zrobić sobie licencję pilota. Chyba nawet miał takową na awionetki, ale tego akurat nie jestem pewna (czytałam o tym wiele lat temu, a później nigdy więcej nie trafiłam na tę informację).


II. LICZBA URODZENIA - oblicza się ją dodając do siebie wszystkie cyfry z pełnej daty urodzenia aż do otrzymania jedności od 1 do 9. Dla Elvisa = 9.

8.01.1935 = 8+0+1+1+9+3+5 = 27 = 2+7 = 9

Charakterystyka osób z liczbą urodzenia dziewięć:

Twoje przeznaczenie to:  BRATERSTWO i BEZINTERESOWNA MIŁOŚĆ – ŻYCIE DLA LUDZI.
Pozbądź się uprzedzeń rasowych, społecznych i narodowościowych. Skup się na służeniu w szerszym aspekcie, nie tylko swojemu krajowi, lecz i światu. Nie wysuwaj się na plan pierwszy, bądź nawet tym ostatnim. Ukształtuj w sobie postawę nieprzywiązywania się do niczego, ponieważ ty należysz do całej Ziemi. Twoją mocą jest miłość i współczucie – daj je światu. Dziewiątka najwięcej radości i satysfakcji doznaje, gdy spełnia się w służeniu innym.
Elvis idealnie się do tego stosował. Całym sobą służył ludziom i światu. Nawet za bardzo. Jego przybrany brat (syn drugiej żony ojca) Rick Stanley, w swoje książce, właśnie w tym przesadnym oddaniu się ludziom upatruje tak krótkiego życia Elvisa. Nie oszczędzał się, ścigał się sam ze sobą, by pomóc jak największej ilości ludzi, by wywołać radość i uśmiech na twarzach swoich fanów i otoczenia, by dać każdemu coś, co go uszczęśliwi, w tym wszystkim zapominając o sobie i swoim zdrowiu. Był takim fanatykiem pomagania i rozdawania ludziom drogich prezentów, że jego konto prawie stale świeciło pustkami. Potrafił wtedy wziąć kredyt z banku, tylko po to by pieniądze te przekazać zaraz na jakiś szczytny cel lub spłacić za kogoś zaległe raty za mieszkanie, kupić wózek inwalidzki itp. Niedaleko Graceland mieszkał jeden samotny jego fan, niepełnosprawny, poruszający się na wózku inwalidzkim. Groziła mu eksmisja, bo nie był już w stanie z renty płacić swoich świadczeń i utrzymać domu. Elvis spłacił za niego całe zadłużenie, a potem nakazał wciągnąć go na listę płac i dożywotnio (do końca życia tego fana) wypłacać mu 600 dolarów miesięcznie. I tak też było. To nie był jego jedyny "utrzymanek", wspomagał w ten sposób więcej ludzi.
Dziewiątki to „dzieci szczęścia”. Nie ma takiej przeszkody, której by nie pokonały. Jako Dziewiątka jesteś w stanie zrealizować każdą swoją myśl, a realizować się możesz wszędzie.
Elvis realizował się na wielu płaszczyznach. Najmniej udało mu się spełnić marzenie pozostania aktorem dramatycznym. W opinii filmowców i aktorów, Elvis był dobrym aktorem. Jak to mówiono, miał wyczucie i intuicję aktorską, czyli to czego inni uczą się latami. Środowisko filmowe mówi, że tylko postać, osobowość i dobra gra Elvisa powodowały, że te filmy, które zostały oparte na słabych scenariuszach, były w ogóle strawne. Jak powiedział sam Hall Wallis (producent filmowy): "Elvis jest jedyną rzeczą pewną w Hollywood". Wkrótce Elvis doczekał się propozycji wymarzonych ról, ale czego nie odrzucił Parker z chciwości lub innych niecnych pobudek, zrobił to on sam. Miał dość Hollywood, nie ufał już tej "fabryce gwiazd (i pieniędzy kosztem gwiazd)", pragnął wrócić do ludzi, znów wywoływać w nich radość i wzruszenie, zabawiać ich, śpiewać dla nich. Wspomnę tylko, że wszystkie te ambitne filmy, w których zaproponowano mu role, zostały wkrótce nagrodzone. To była dla niego wielka szansa na spełnienie filmowych marzeń, lecz Elvis po dekadzie spędzonej w Hollywood, ze świadomością, że jego talent i wizerunek stały się tylko maszynką do zarabiania pieniędzy przez innych, zraził się już. Musiał odpocząć psychicznie. Parker chciał go zresztą wpakować w kolejny kontrakt na trzy lata, wtedy po raz pierwszy Elvis zagroził mu zwolnieniem. Drugi raz zrobi to w związku z trasą koncertową poza USA. Jeszcze później wiele razy Hollywood pukało do jego drzwi, ale konsekwentnie odmawiał grania w filmach.
Wygląd Dziewiątek - robi wrażenie na otoczeniu, ponieważ jest to z reguły istota harmonijnie zbudowana, urodziwa i silna.
Czy tu można coś dodać? Co najwyżej jego inne przymioty, poza wizualne.
W rozmowach wykazuje się rozległą wiedzą i szerokimi zainteresowaniami. Ruchy ma harmonijne, jest szczera, empatyczna i życzliwa. Z tej empatii obficie korzysta otoczenie, ponieważ jest to świetny doradca i powiernik, z rękawem zawsze gotowym do wypłakania weń łez! Pomimo dużej impulsywności, sprowokowana potrafi zachować takt, za to wystrzeli jak rakietą – bardzo celną i dowcipną ripostą. Ubiera się w sposób miły dla oka, czasem nawet ze sporą dawką ekstrawagancji.
Elvis miał bardzo szerokie zainteresowania. Czytał o wszystkim. Książki pochłaniał jak gąbka wodę. W trasę zabierał około 200 woluminów (z czego większość przeczytał, kiedy to nie mam pojęcia), a podręczną bibliotekę miał nawet w łazience i sypialni! Cieszył się jak dziecko, gdy od fanów dostawał w prezencie książki, z wieloma potem nawiązywał kontakt!

Wysłuchał każdego w potrzebie. Nie tylko, wyciągał też z różnych opałów i pomagał w rozwiązywaniu kłopotów. Wielu służył za powiernika i ten przysłowiowy rękaw do łez. Bywał impulsywny, ale tak jak tam pisze, zachowywał takt i uderzał celną ripostą. Miał też swoje inne sposoby aby dobitnie acz elegancko pokazać swoje racje lub okazać niezadowolenie, gdy został urażony lub dotknięty przez kogoś.

Elvis przed sesją nagraniową lubił się wyciszyć, wyluzować, rozgrzać i nastroić. Ponieważ kochał muzykę gospel, to zwykle na początek z zespołami robił krótką rozgrzewkę przy gospel, a potem brali się za nagrywanie właściwej muzyki. Pewnego razu producent zażądał od muzyków by nie przyłączali się do Elvisa, gdy ten zaintonuje coś innego niż piosenki jakie mają zostać tego dnia nagrane. Tak też zrobili. Elvis od razu się zorientował i poprosił by wyjaśnili mu swoje zachowanie. Powiedzieli prawdę. Był wściekły, ale nie powiedział nic tylko wyszedł ze studia i wrócił dopiero następnego dnia wieczorem. Tym sposobem ukarał i producenta i muzyków za knowania oraz nielojalność. Musieli czekać całą dobę w gotowości nie wiedząc co dalej począć. Było to tym bardziej kłopotliwe, bo pomieszczenia studyjne zajmowano według rozpisanych grafików. Jeśli komuś wypadł termin, to znalezienie następnego z wolnym studiem było czasem niemożliwe i następowały spore opóźnienia. Po tym zdarzeniu, Jerry Schilling (chyba), powiedział producentowi, że to było pierwszy i ostatni raz kiedy za jego namową sprzeciwił się swojemu pracodawcy Elvisowi i więcej tego nie zrobi, a jeśli jemu przyjdzie jeszcze kiedykolwiek do głowy namawianie ich do czegoś takiego, to będzie sobie musiał szukać innych muzyków sesyjnych, bo on w przeciwieństwie do Elvisa nie wróci następnego dnia do studia. Poparła go reszta muzyków. Odtąd nikt już nie ośmielił się kwestionować w jaki sposób Elvis przygotowuje się do pracy w studio. Następnego dnia znów zaczął od gospel, ale nikt nie śmiał nawet głębiej zaczerpnąć powietrza, a producent przemykał cichcem jak cień, by znów nie rozdrażnić Elvisa.

Jeśli chodzi o ubiór, to też wszystko idealnie pasuje do opisu z portretu numerologicznego, zwłaszcza ta "spora dawka ekstrawagancji". :)
Dziewiątka kocha ludzkość jako całość, nie ma dla niej różnic ani też ograniczeń światopoglądowych. Talentów posiada wiele i przejawia je w sposób wyrazisty, budzący podziw i szerokie uznanie. Posiada w sobie swoisty magnes dla powodzenia przy zachowaniu istotnych warunków: jeśli umiejętnie okazuje życzliwość i sympatię dla każdej żyjącej istoty, w odpowiedzi przychodzą do niej dobra materialne, a przede wszystkim – miłość. W ogóle „posiadacze” tej liczby są magnetyczni z natury. Przejawiają ogromną wrażliwość, głęboką uczuciowość, są to z reguły istoty nerwowe, impulsywne i namiętne. Liczą się z innymi, odczuwają  swoje potrzeby z punktu widzenia innych. Nie ma dla nich granic – pracują na całym świecie, a jeśli nie mogą ruszyć się z miejsca zamieszkania, pracują na rzecz świata i ludzkości w miarę swych możliwości, świadomi tego, że ich pragnieniem jest służenie, bezinteresowne poświęcenie.
No i co tu dodać? Nic, znów czysta kwintesencja! W kraju zagrzmiało jak w ulu, gdy Elvis na scenie zaczął pojawiać się z czarnymi muzykami w pierwszym okresie swojej kariery. Przypomnę w latach 50. w Stanach obowiązywała segregacja rasowa, a wszystkie prawa były oddzielnie określane dla Czarnych i Białych. Nie lepiej było, gdy powrócił do koncertowania, a podczas występów towarzyszył mu czarny chórek Afroamerykanek - Sweet Inspirations (jedną ze śpiewaczek w tym chórku była Emily "Cissy" Houston, matka Whitney Houston).

Dał masę koncertów charytatywnych, na których zarabiali wszyscy tylko nie on. Wspomagał finansowo ponad sto instytucji rocznie i ogromną ilość osób prywatnych. Często robił to anonimowo. Bywało, że nocą wymykał się z domu w przebraniu po kryjomu tylko po to by komuś pomóc niezauważenie. Niesamowicie dobry człowiek, pod każdym względem. Czasem sobie myślę, że gdyby każdy człowiek na świecie miał choć 1% jego miłości do bliźnich, bezinteresowności, życzliwości i dobroci, to świat już tu na ziemi byłby dla nas rajem.
Określenia takie jak: miłość do świata, braterstwo, miłosierdzie, dobroczynność, rządzenie się wyższymi prawami, artystyczny geniusz, bezinteresowna praca, filantropia, humanizm, magnetyzm, współczucie, zrozumienie, szczodrość, szerokie poglądy, wszystkie one bardzo trafnie charakteryzują pozytywną Dziewiątkę.
Dziewiątka to magnes. Przyciąga ludzi do siebie, łączy ich ze sobą, kontaktuje. Ma poczucie misji i jest świadoma tego, że obowiązek trzeba wypełnić do końca, nawet za cenę poświęceń. Taka jest Dziewiątka w najwyższym diapazonie swoich możliwości.
Samo sedno! Nigdy jeszcze nie spotkałam się by jakiś opis numerologiczny aż tak pasował do osoby, jak ten do Elvisa. Mam wrażenie, że to jakiś fragment książki o nim, a nie jakaś tam zwyczajna numerologiczna charakterystyka!
Jak widzimy z kształtu – liczba 9 „lekko” i swobodnie stoi na ziemi, natomiast jej górna część przypomina kształtem zbiornik, w który spływają moce duchowe, ściągane na ziemię lub w nią odprowadzane. Jest symbolem osiągnięcia wysokiego poziomu rozwoju duchowego. Zważywszy na to, że liczba 9 to 3 podniesione do drugiej potęgi, jest również liczbą artystów i wtajemniczonych.

Liczba 9 wyrażająca się poprzez przypisane do niej liter: I oraz R przynosi duże szanse powodzenia w dziedzinie sztuki, literatury, uzdrawiania. Terenem tych działań jest cały świat, ponieważ Dziewiątka to typowy kosmopolita, nie uznający podziałów, granic, wszędzie widzący tylko Człowieka – bez żadnych uprzedzeń, rasowych, środowiskowych czy społecznych, kochający wszelkie żywe stworzenia.
Elvis! - cały on! Jego dobroć i duchowość jest poza polem pojmowania dla wielu ludzi dzisiejszego, konsumpcyjnego świata. Naprawdę trudno uwierzyć, że ktoś tak wielki, piękny i majętny, może być tak niezmanierowany, dobry i życzliwy. Jeśli Bóg istnieje, to myślę, że obdarował Elvisa cząstką swojej boskości. Tak twierdzą niektórzy inni znani ludzie tego świata i w obliczu tego wszystkiego czego się dowiedziałam przez lata o Elvisie, wcale im się nie dziwię. Niektórzy nawet mają go za Boga lub jego wysłannika, a wśród tego grona nie brak ludzi sławnych:
„Elvis jest moją religią.” - Bruce Springsteen

„Był najbardziej popularnym człowiekiem, jaki kiedykolwiek chodził po tej planecie, ponieważ sam Chrystus był tutaj.” – Carl Lee Perkins (piosenkarz i gitarzysta)

„Elvis był darem od Boga, nie ma innego wytłumaczenia. Mesjasz pojawia się co parę tysięcy lat i tym razem to był akurat Elvis.” – Little Richard (pastor, pianista, piosenkarz, osobowość sceniczna)

III. LICZBA DNIA - czyli dzień urodzenia. Dla Elvisa = 8

Charakterystyka osób urodzonych ósmego dnia miesiąca:
Jesteś twórcą. Tworzysz coś, co przynosi ludziom i światu trwałe wartości, nie tylko materialne. Dobrze będzie, jeśli nie rozdrobnisz się na kilka profesji, a jeśli działasz w społeczności, niech to będzie jeden obszar działania.
Wspaniałe sukcesy czekają na ciebie w świecie finansów. Jeżeli jednak w twoim portrecie istnieją bardziej „uduchowione” wibracje, możesz pójść w kierunku ezoteryki. W działaniu pcha cię do przodu przymus wewnętrzny. Należysz do tej grupy osób, które gromadzą książki dla samego ich posiadania. Jesteś szczodrą osobą. Masz gust. Chętnie zajmujesz się kolekcjonerstwem. Lubisz zwracać na siebie uwagę. Twoja rodzina także musi być zauważona - jesteś z niej dumny, dbasz o nią i pokazujesz to światu.
Tu nie pasuje tylko fragment "gromadzą książki dla samego ich posiadania", bo Elvis na tym się nie skupiał, on je wszystkie faktycznie czytał i to dokładnie, robiąc nawet notatki i odnotowując swoje przemyślenia na ich marginesach. Mało tego dyskutował z innymi na temat tego co przeczytał. Jeśli coś go szczególnie zainteresowało wysyłał ekipę w miasto, by przeczesała księgarnie i kupiła wszystkie tytuły jakie traktują na dany temat.

A cała reszta, znowu pasuje jak ulał. Może nie został wróżbitą, ale interesował się  numerologią i podobnymi dziedzinami. Kolekcjonował broń, płyty, książki.

Rodzinę traktował w sposób szczególny. Jak tylko zaczął zarabiać pieniądze pościągał do siebie wszystkich pociotków, kupił im domy, samochody i dał pracę. Znalazło się nawet miejsce dla jednego lekko upośledzonego członka rodziny, dał mu prostą pracę przy bramie (siedział tam z ochroniarzami, otwierał i zamykał bramę wjazdową do posiadłości). Pomagał w rozwijaniu biznesów, wyciągał z kłopotów, wspierał finansowo, otaczał opieką. O miłości do córki nawet już nie wspominam. Swoich rodziców starał się zawsze i wszędzie zabierać ze sobą. Z dumą przedstawiał ich widowni podczas koncertów, po śmierci matki już tylko ojca.


IV. LICZBA SOLARNA - oblicza się ją dodając do siebie wszystkie cyfry z dnia i miesiąca urodzenia aż do otrzymania jedności od 1 do 9. Dla Elvisa = 9.

Liczba ta mówi nam kim jesteśmy i jakie cele przyszła osiągnąć nasza dusza tu na Ziemi. Wylicza się ją sumując dzień i miesiąc urodzenia (bez roku), aż do uzyskania jedności. Dla Elvisa jest ona równa 9, bo urodził się 8 dnia pierwszego miesiąca, czyli 8+1= 9.

Liczba solarna 9

Energia numer 9 jest przyjazna, filozoficzna i niezwykle otwarta. Numer 9 jest zmotywowany do nauczania, uzdrawiania i angażowania się w działalność humanitarną.

Jeśli numer 7 symbolizuje boską inteligencję, a numer 8 inteligencję umysłową, numer 9 reprezentuje te dwie połączone inteligencje. Reprezentuje ona kompletne bycie lub ukończenie zadania na Ziemi.

Kiedy 9 nie jest w równowadze, może przejawiać się jako niedbała, niespokojna i nastrojowa. Energia numer 9 może również cierpieć z powodu wyczerpania, jeśli nie ćwiczy poczucia własnej wartości. Osoby urodzone z numerem Słońca 9 często są tutaj, aby nauczać lub przekazać światu jakąś mądrość. Oni również naturalnie grawitują w kierunku nauki, czytania i studiowania głębszych filozofii życia.

W relacjach, numery 9 są dawcami i lubią sprawiać, że druga osoba czuje się dobrze i komfortowo. Są one również bardzo przyjazne i pozostają w zgodzie z emocjami innych. Mogą być emocjonalne, więc skupienie się na skutecznej komunikacji jest ważne dla numeru 9 (wzajemne rozumienie się).

Energia numer 9 jest ściśle związana z astrologicznymi znakami Barana i Skorpiona oraz z energią Marsa.


Po prostu cały Elvis, samo clou jego natury, osobowości i działań!

* * *

Podsumowanie:

Tu w zasadzie poza jednym zdaniem, nie ma takiego, które by nie pasowało do Elvisa! Trafniejszego portretu numerologicznego jeszcze nie spotkałam. W rzeczywistości to nawet nie jest jego portret numerologiczny, tylko ogólny.

Przyznam, że jak poobliczałam te wszystkie liczby i zaczęłam czytać dla nich charakterystyki, to szczęka mi opadła ze zdziwienia. Prawie stuprocentowa zgodność! Zaskakujące! W każdym razie dla mnie, bo ja numerologię i podobne rzeczy, dotąd traktowałam z nieufnością. Tymczasem, gdyby ktoś wcześniej zaczął mi czytać te charakterystyki i spytał czy znam człowieka, który się w nie wpisuje od razu powiedziałabym - Elvis Presley. Jednak nawet by mi do głowy nie przyszło, że to numerologia, po prostu byłabym przekonana, że to prawdziwa charakterystyka Elvisa, którą ktoś tam kiedyś napisał.

P.S.
Tabela do wyliczania cyfry z liter imion i nazwisk
Gdyby ktoś sam chciał sobie zrobić coś takiego, to pamiętajcie, że uwzględnia się wszystkie wasze imiona i nazwiska, chodzi o wzajemne oddziaływanie, a opisy dla poszczególnych liczb znajdziecie w necie.