czwartek, 21 września 2017

Legenda i rzeczywistość ... {12}

Kilka lat temu trafiłam na niepublikowaną dotąd tradycyjnym drukiem (na papierze) książkę "Legenda i rzeczywistość o życiu, karierze i śmierci Elvisa Presleya", napisaną przez Jacka Walczyńskiego, jednego z fanów Elvisa Presleya. Czytając ją, początkowo targały mną skrajne odczucia, z przewagą tych negatywnych, co było spowodowane wielością błędów merytorycznych. Nie mogłam pojąć, jak wieloletni fan Elvisa, łowiący każdą wzmiankę o Presleyu (co ewidentnie widać w treści), szczerze zainteresowany twórczością i życiem naszego bożyszcze, będący pod niekłamanym wrażeniem artysty, stworzył dokument naszpikowany fałszywymi informacjami, niczym baba wielkanocna bakaliami! Z tego powodu nie dałam rady przeczytać całości za pierwszym podejściem, zbyt wiele nerwów mnie to kosztowało. Była, złość, irytacja, żal, tęsknota, łzy wzruszenia, sentymentalna podróż, zachwyt, rozpacz ..., bo choć ilość błędów dyskredytuje ten tekst jako "elementarz" dla początkującego lub nieobeznanego z biografią Elvisa fana, to zawiera też wiele prawdziwych informacji z życia naszego idola, ważnych i ciekawych z punktu widzenia biograficznego. Zaczęłam gorączkowo poszukiwać namiarów na autora, bezskutecznie. Chciałam na świeżo, póki jeszcze mam w pamięci treść książki, porozmawiać o niej z jej twórcą.

Co wieczór czytałam kolejne rozdziały, aż po kilku dniach miałam pierwsze czytanie całości za sobą. Dalej szukałam kontaktu z autorem, lecz nie znalazłam. Minął pewnie z miesiąc, gdy zasiadłam ponownie do lektury. Zawsze tak robię, z każdą książką, czy artykułem o Elvisie. Czytam po wielokroć, tak długo, aż przestanę na nowo odkrywać wagę niektórych słów i wszelkich informacji, jakie wcześniej wydawały mi się tylko tłem opowieści, nie dostrzegłszy pierwej ich głębszego znaczenia.

Właśnie wtedy moje wzburzenie zamieniło się w chwile refleksji. Dostrzegłam w tym dokumencie niebywałą i niepowtarzalną wartość historyczną. To chyba pierwsza retrospekcja w historii milionów słów jakie kiedykolwiek napisano lub wypowiedziano o Presleyu, właściwie jej wycinek, ograniczony do polskiego podwórka (polskojęzycznej prasy, głównie). Zawsze ubolewam jak bardzo zniekształcony wizerunek Elvisa został zaimplementowany w polskim narodzie, lecz gdy przeczytamy tę książkę, zrozumiemy dlaczego. My fani, żywo zainteresowani dotarciem do prawdy, ciągle szukamy, czytamy, porównujemy, analizujemy każdy materiał jaki znajdziemy, dzięki czemu docieramy do tej prawdy. Przypadkowe osoby, trafiając na różne dziwne treści i informacje, po prostu przyjmują do wiadomości to, co przeczytały lub usłyszały w mediach (kiedyś tylko radio, TV, gazety). Ta książka, napisana w oparciu o materiały dostępne ówcześnie, idealnie ukazuje skąd wziął się ten nieprawdziwy obraz Elvisa Presleya w Polsce. Aż chciałoby się wylać wiadro pomyj na tych wszystkich dziennikarzy, redaktorów, publicystów itp., odpowiedzialnych za te wszystkie zniekształcone treści, rozmijające się z faktami, a w konsekwencji fałszywy, bardzo niepełny i mocno zakłamany obraz Elvisa Presleya w Polsce. Niestety, w tamtych czasach wszyscy poruszaliśmy się po omacku, ludzie mediów czy niezależni autorzy także. Nie było internetu, ani dostępu do innych materiałów o Elvisie. Dziś możemy zamówić sobie książkę w dowolnym języku, z drugiego końca świata, wtedy nie szło nawet ustalić jakie pozycje ukazują się na innych, obcych rynkach, o audycjach radiowych, programach telewizyjnych, artykułach prasowych poświęconych Presleyowi nawet nie wspominając.

Podczas czytania "Legenda i rzeczywistość o życiu, karierze i śmierci Elvisa Presleya", w mojej głowie zrodził się pewien projekt, którego na razie nie wyjawię, ponieważ najpierw wymaga on konsultacji z autorem. Na razie ograniczę się do zaprezentowania treści tej książki, a pod kolejnymi rozdziałami postaram się dodać małe omówienie, odnoszące się do konkretnych zapisów.

Polecam lekturę książki tylko tym, którzy mają dość dobrze ugruntowaną wiedzę o Elvisie Presleyu, a zdecydowanie odradzam pozostałym. Nie mieszajcie sobie w głowach, bo utrwalicie sobie całą masę błędnych danych, a wiem z własnego doświadczenia, jak trudno potem pozbyć się tej wiedzy z pamięci i zastąpić ją nową, poprawną. Natomiast dla tych pierwszych, to wspaniały przegląd historyczny, warty prześledzenia, aby sobie uświadomić jakie bohomazy na temat Elvisa Presleya podawano do publicznej wiadomości w Polsce przez lata. To oczywiście trwa nadal, nic się w tej materii nie zmieniło, wszyscy gonią za wierszówką, a dziennikarska rzetelność, to już tylko puste słowa, przeżytek, szczytna idea zamierzchłych czasów.

Uważam, że pan Jacek Walczyński wykonał fantastyczną pracę, dlatego warto rozpowszechnić tutaj ten materiał, acz z drobnymi uzupełnieniami, wyjaśnieniami i korektami. Takie rzeczy nie powinny trafiać do szuflady, zwłaszcza na naszym skromnym, polskim rynku dla fanów Elvisa Presleya, gdzie każda pozycja ma znaczenie.

P. S.
Powyższa treść będzie poprzedzała każdy odcinek cyklu, tak aby czytelnik trafiając, na któryś ze środkowych odcinków, nie musiała szukać co to za tajemniczy materiał i z jakiej całości wyrwany. :)

* * *

Rozdział dwunasty - "Na fali biznesu zwanego Elvis Presley". Jeden z lepszych rozdziałów tej książki. Zawiera wiele ciekawostek ze świata Elvisa już po jego odejściu, do których dziś nie zawsze można dotrzeć. Aczkolwiek, jeśli te wszystkie fakty podawane przez autora są tak trefne, jak prezentowane wcześniej dane biograficzne, to niewielka ich przydatność historyczna.

Uwaga!
Poniższe grafiki, to nie obrazy, tylko bloki tekstowe osadzone w ramkach. W każdym z nich po prawej stronie znajduje się suwak, który pozwoli wam przewijać treść.  




UWAGI:

str. 3 (pośrodku)
"Inny samolot miał być pocięty na kawałeczki - relikwie, lecz sprytny przedsiębiorca nabył go za 5 miliardów dolarów i zamienił na „Night Club of Elvis”"
Na pewno nie były to miliardy, a nawet chyba nie miliony, tylko kilkaset tysięcy dolarów. Już nie pamiętam dokładnie za ile. Być może autor zastosował przelicznik na polską walutę, lecz nie wiem jaki wtedy był kurs, więc nie mogę przeliczyć. Szkoda, że ta informacja jest błędna, bo dziś nie sposób się dowiedzieć czegokolwiek o tych samolotach, co najwyżej kilka powierzchownych rzeczy o tych dwóch, które wystawiono w Graceland.

str. 3 (pośrodku)
"Caroline Kennedy – córka zastrzelonego w 1963 roku prezydenta USA, zdobyła popularność, gdy jako początkująca dziennikarka opisała swe wrażenia z pogrzebu, a ponadto – mimo zakazów i podjętych środków ostrożności – zrobiła zdjęcie Elvisa w trumnie, minikamerą ukrytą w biustonoszu. Tekst jej wrażeń i zafascynowania idolem opublikował amerykański magazyn „Rolling Stone”, za wstawiennictwem Jackie Onassis."
Jedyne zdjęcie, o którym wiem zostało zrobione w kostnicy zakładu pogrzebowego, nie w Graceland (jak podaje część źródeł), gdzie wystawiono zwłoki Elvisa, aby goście pogrzebowi i fani mogli go pożegnać. Możecie je zobaczyć w poście "Śmierć Elvisa i dziwne fakty związane z jego pochówkiem". Zrobił je jakiś kuzyn Elvisa, wchodzący w skład Memphis Mafii, a potem sprzedał gazecie za 40.000, dolarów (piszę z pamięci, więc mogłam coś pomylić, sprawdźcie to sobie).

Nie udało mi się zweryfikować informacji, którą podaje autor. Natomiast faktem jest, że Caroline Kennedy przyszła do Graceland, gdzie przyjęto ją z wszystkimi honorami. Aczkolwiek ktoś z ochrony zwrócił uwagę rodzinie, że ostatnio pracuje jako dziennikarka. W związku z tym zapytano ją w jakim jest tutaj charakterze, gdy powiedziała, że jako dziennikarka, poproszono by opuściła Graceland i tak się stało. Tak podają wszystkie znane mi źródła.

str. 4 (u góry)
"Jednymi z najwartościowszych pamiątek są znaczki, czeki, monety i banknoty. Firma Moore w Colorado wyemitowała (za zgodą władz stanowych) jednodolarowy banknot z podobizną Presleya, który oficjalnie kosztował 3,95 $, lecz na czarnym rynku i w kręgach kolekcjonerskich osiągnął wartość 100 i więcej dolarów."
Tej informacji też nie udało mi się w pełni zweryfikować, ani teraz ani wcześniej. Ponoć był to banknot jednodolarowy. Taka przynajmniej krąży plotka, ale to raczej mało prawdopodobne. Poza tym nie ma takich nominałów, więc nie mógłby być prawnym środkiem płatniczym, tylko ot po prostu zwykłym kolekcjonerskim gadżetem. Po internecie krąży całe mnóstwo takich banknotów z Elvisem o różnych nominałach, są też sprzedawane na eBay. Natomiast w dalszej części (na innej stronie) autor podaje inną historię banknotu z Elvisem, tym razem jednodolarowego. Niemniej również nie potrafię jej zweryfikować.

str. 4 (pośrodku)
"Niemałe profity z tego interesu trafiały do kieszeni samego Parkera. Swego czasu Priscilla – jako prawny opiekun Lisy – zaskarżyła Parkera do sądu o ukrywanie dochodów z „presleyoemisji” i nie przekazywanie odpowiednich części na konto Lisy. Proces wygrała."
Parker tak to ustawił, że prawie całe dochody wpływały do niego. Tak połowicznie wygrała, bo musiała zapłacić Parkerowi dwa miliony dolarów. O tym wszystkim już pisałam w jednym ze wcześniejszych odcinków, gdzie autor już o tym wspominał.

str. 4 (u dołu)
"Podkreślano, że jest bogatsza od Christiny Onassis. KRÓL zostawił swemu dziecku majątek wartości 600 milionów dolarów plus coroczne udziały z tytułu praw autorskich i udziałów w zyskach"
Niezupełnie. Nawet wliczając nieruchomości, to nie było 600 milionów dolarów, ani 60 milionów dolarów, tylko poniżej dziesięciu (źródła różnie podają - od 0 do 5 milionów). Wszystkie udziały z praw autorskich zagarniał w większości Parker, stąd właśnie ten proces - Lisa została z nieruchomościami i brakiem środków na swoje i ich utrzymanie.

str. 5 (pośrodku)
"Majątek ziemski pozostawiony przez Presleya to przede wszystkim Graceland  –  osiemnastopokojowy pałacyk, blisko sześciohektarowy park oraz farma w Tennessee."
Farmę (Circle G Ranch) Elvis sprzedał jeszcze za życia (już w maju 1969 roku), więc nie weszła do masy spadkowej.

str. 5 (u dołu)
"Na wiadomość, że śpiewak John Denver podarował menedżerowi Rolls-Royce’a za 40 tysięcy dolarów, sam również kupił takiego samego Tomowi Parkerowi."
Jerry Hopkins (o ile się nie mylę) podaje inną wersję. Ponoć John Denver bardzo się tym przechwalał, co zirytowało Elvisa, który sam przyzwyczajony do rozdawania nie mógł zrozumieć, co w tym takiego wyjątkowego i chcąc mu utrzeć nosa postanowił go przebić, kupując Parkerowi samolot. I tak zrobił. Inna sprawa, że Parker go nigdy nie przyjął. Dlaczego? Nie trudno się domyślić, utrzymanie samolotu kosztuje (piloci, opłaty lotniskowe, przeglądy techniczne, paliwo itp.), a to już by Parker musiał pokrywać z własnej kieszeni. Tylko po co, skoro kiedy tylko chciał, korzystał z samolotów Elvisa i to zawsze na jego koszt? :) Parker był zbyt wyrachowany i interesowny, by utrzymywać własny samolot.

str. 8 (u dołu)
"W sklepach pojawiły się miniatury posągu wyobrażającego młodziutkiego Elvisa w rozpiętej koszuli na piersiach, trzymającego lewą dłonią gitarę, sławną gitarę kupioną mu niegdyś przez ojca za 12 dolarów."
Nie przez ojca, tylko przez matkę. Kolejny raz autor powiela ten błąd. Więcej o tym w poście "Rower czy strzelba?."

str. 10 (u góry)
"Mimo że małżeństwo z Elvisem nie okazało się udane, bez wahania podjęła się wówczas tej roli, która kontynuuje do dziś. Za rolę tę (w 1985 roku) otrzymała od telewizji 100 tysięcy dolarów. Goście oglądali posiadłość, apartamenty Elvisa, jadalnię z kryształowymi lustrami, salon wypoczynkowy z pięciometrową kanapą, pokój muzyczny z pozłacanym fortepianem, pokój zabaw oraz sypialnię z telewizorem zamontowanym pod sufitem."
Nie bezinteresownie przecież. Dla pieniędzy i splendoru. Elvis i jego fani ją w ogóle nie obchodzą. Nie kiwnęłaby nawet palcem w tym kierunku, ot tak z ludzkiej życzliwości, by uszczęśliwić miliony fanów jej ex-męża, gdyby za tym nie szły miliony. Czy małżeństwo nie było udane, to dyskusyjna sprawa. Jeśli ludzie się rozchodzą nie musi to oznaczać, że małżeństwo było nieudane. Po prostu Elvis zbyt rzadko bywał w domu, Priscilla zakochała się w innym mężczyźnie, a dodatkowo nie chciała być tylko żoną Elvisa, tego ELVISA - gwiazdy, światowego bożyszcze, żyjąc w jego cieniu. Hipotetycznie nie można jej za to winić, jednak zanim się pobrali żyła wystarczająco długo u jego boku w Graceland, by wiedzieć na co się decyduje. W związku z tym nic jej nie tłumaczy (takie przynajmniej jest moje zdanie).

Kwestia fortepianu. Teoretycznie goście nie mogli oglądać złotego fortepianu, bo ten w 1974 roku został zastąpiony czarnym, który był tam do śmierci Elvisa i jest tam do dziś. Elvis jednak nie sprzedał złotego fortepianu (nie chciał się go pozbywać na stałe), tylko znajdował dla niego zawsze jakiś "nowy dom", dając go innym w czasowe użytkowanie. Pod koniec lat osiemdziesiątych (w 1988 lub 1989 roku), jego pierwszym nabywcą (właścicielem) został Andrew Marsh, który wypożyczył go w 1991 roku do Country Music Hall of Fame w Nashville, gdzie stał przez wiele lat. W 2009 roku ponownie zmienił właściciela, który sprzedał go za 610 tysięcy dolarów, 7 listopada 2015 roku, na aukcji Juliena. 

Jednak autor może mieć rację. W opisie przedmiotu, wspomnianej wyżej aukcji, napisano że kiedy otwierano Graceland dla zwiedzających, co miało miejsce 7 czerwca 1982 roku, Priscilla na krótko ustawiła złoty fortepian ponownie w pokoju muzycznym. Aczkolwiek to jedyne źródło, które o tym wspomina, do tego dość mało wiarygodne, jak większość opisów aukcyjnych przy sprzedaży pamiątek po Elvisie.

* * *

Każda część jest zakończona wyszczególnieniem rozdziałów, a ich numery opatrzone kolorowym podświetleniem. Te, które są omawiane w danym poście na żółto, a te, które omówiono już we wcześniejszych postach, na niebiesko. Spójrzcie sobie za każdym razem na tą listę, bo nie zawsze będzie zachowana kolejność rozdziałów.

000  Tytuł
000  Spis rozdziałów
   00  Wstęp
      0  Prolog: Rock and Roll - moda, szaleństwo, czy sztuka?
      1  Najdłuższy powrót
      2  Narodziny legendy
      3  Wulkan drzemiącej tęsknoty i skrywanych marzeń
      4  Elvis, jakim byłeś naprawdę?
      5  Midas XX wieku - Tom Parker
      6  Powroty
      7  Czar powodzenia
      8  Król nie żyje
      9  Priscilla
    10  Ewangelia Elvisa
    11  On zdzierał serca
    12  Na fali biznesu zwanego Elvis Presley
    13  W aureoli nieśmiertelnych legend
    14  Eksplozje podłego świata
    15  Kres w dolinie spokoju
    16  Takim go kochano
    17  Pigułkowe coctaile
    18  On stworzył młodzież, ona go pokochała
    19  Epilog - symbol epoki
    20  Fakty, plotki i ciekawostki
    21  Złote płyty Elvisa
    22  Występy w latach 1953-1961
    23  Trasy turniejowe
    24  Dyskografia - longplaye Elvisa
    25  Filmy z Elvisem
    26  Miscellanea
    27  LITERATURA
    28  Nota autorska

środa, 20 września 2017

Jumpsuit - Paradise Flower

Nazwa najczęściej spotykana:  White Paradise Flower Suit
Nazwa alternatywna:  White Floral Stamen Suit
Inne nazwy:  nie 
Linia:  Karate Style
Kolor wiodący:  biały (prawdopodobnie)
Części kompletu: 1
Ilość elementów: 3
  • kombinezon - z poszerzonymi w szpic rękawami u dołu, z rozcięciem, bez guzików; motyw kwiatowy; fałdy w dole nogawek (kolor nieznany); kołnierz napoleoński; 
  • pasek - biały, szeroki, skórzany, zdobiony jakby motywami jakiegoś ptaka, umieszczonymi segmentowo (przypomina pas "Aloha Belt"); potrójny łańcuszek ze stopniowaną grubością ogniw dla każdej linii; prawdopodobnie każdy łańcuch jest z innego metalu (srebro, złoto i brąz);
  • peleryna - motyw kwiatowy, taki sam jak na jumpsuicie; kolor podbitki nieznany;
Ilość egzemplarzy:  raczej jeden (patrz opis); 
Chustki dla publiczności:  białe (niewykluczone, że także inne)
Projekt i wykonanie:  być może Bill Bellew i Gene Doucette; IC Costume Co. (patrz opis);
Używany na koncertach:
    • nigdy lub w okresie od końca 1972 roku do końca 1975 roku;

      Opis:

      Następny, tajemniczy kostium, w którego przypadku, jak to zwykle bywa, niewiedza rodzi spekulacje. Jeszcze jakiś czas temu zamieszczone poniżej zdjęcie było zwracane przez wyszukiwarki, gdy szukało się fraz nawiązujących do jumpsuitów Elvisa. Dziś praktycznie jest prawie nie do znalezienia. Patrząc na nie, nasuwają się od razu trzy pytania - Czy jest na nim Elvis? Co to za jumpsuit? Kiedy Elvis w nim wystąpił?

      Zakładając, że kostium należał jednak do Elvisa, można przyjąć, sądząc po kroju i ornamentyce, że mógł być noszony w okresie od końca 1972 roku do połowy 1975 roku. Wzór został wykonany haftem łańcuszkowym, a tym akurat w firmie IC Costume Co., która była głównym wykonawcą kostiumów scenicznych Elvisa w latach siedemdziesiątych, zajmował się Gene Doucette, pracujący tam od końca 1972 roku. Z kolei po 1975 roku w zasadzie znane są prawie wszystkie kostiumy, w których Elvis wystąpił na scenie (brak tej wiedzy zaledwie w odniesieniu do kilku koncertów), zatem pozostaje tylko podany wyżej zakres czasowy. Natomiast posiadanie peleryny, może skracać ten okres do połowy 1974 roku, kiedy to Elvis zarzucił zwyczaj występowania w pelerynach.

      Jumpsuit ten jest powszechnie zupełnie nieznany. Nawet nie wiemy, czy rzeczywiście należał do Elvisa, choć wskazują na to jego pewne cechy - krój, haft łańcuszkowy, pas. Z drugiej strony to może tylko świadczyć, że został wykonany w IC Costume Co., aczkolwiek niekoniecznie dla Elvisa. Przy tej jakości zdjęcia na pierwszy rzut oka trudno ocenić, czy cały wzór jest haftowany, czy tylko jego poszczególne elementy, a reszta malowana. Takie wrażenie można odnieść z kształtu płatków kwiatów, które trochę przypominają te z "Beige Leather Mermaid (Nymph) Suit". Aczkolwiek jumpsuity Elvisa, te wykonane z gabardyny (a wszystko wskazuje na to, że i ten z niej jest) nigdy nie były malowane. Tak też jest i w tym kostiumie, powiększając zdjęcie nabieramy pewności, że nie był malowany, a wszystkie zdobienia uzyskano za pomocą haftu.

      Jeśli ten kostium znajdował się w garderobie scenicznej Elvisa, to prawdopodobnie tylko w jednym egzemplarzu. Nie mamy też pewności czy faktycznie jest biały, na jaki wygląda, kremowy, czy w innym jasnym kolorze. Wiemy, że miał fałdy w nogawkach spodni, ale ich koloru nie udało mi się ustalić. Jeśli na okładce płyty P. J. Proby jest w tym samym jumpsuicie, to możemy zauważyć, że ma również pelerynę. Niestety boczne ujęcie powoduje, iż akurat nie widać przodu kostiumu, co nie pozwala na jednoznaczne porównanie tych fotografii. Jednak widoczny na okładce wzór na jumpsuicie wyraźnie przypomina ten, który widzimy na zdjęciu z gazety. Zatem uważam, że to jeden i ten sam kostium. Peleryny do kostiumów Elvisa miały zawsze podbitki w kolorze fałd w spodniach (z dwoma lub trzema wyjątkami), pewnie w tym przypadku było dokładnie tak samo. Na zdjęciu nie widać koloru podbitki peleryny (tym kolorowym, z okładki), ale fałda w nogawkach wydaje się być złota lub żółta.

      Przez długi czas była to jedyna znana mi fotografia tego jumpsuitu. Wkrótce zlokalizowałam pewien artykuł w hiszpańskojęzycznej gazecie, o nieustalonym tytule i nieznanej dacie, w którym pojawiło się również takie samo zdjęcie. Artykuł informuje, kto zagra Elvisa w jakimś mającym się wkrótce odbyć premierowym musicalu, przedstawiającym historię jego życia i kariery, poczynając od czasu gdy miał lat kilkanaście. Nie pada tam jednak wyraźnie jego nazwa, tą dopiero udało mi się ustalić nieco później. Jedyną wskazówką było miejsce - Astoria Theatre w Londynie.

      Rzecz dotyczyła musicalu "ELVIS", którego premiera odbyła się już 28 listopada 1977 roku, zaledwie trzy miesiące po śmierci Elvisa. Spektakl cieszył się olbrzymimi powodzeniem i nie schodził z desek teatru przez ponad dwa sezony. Od poniedziałku do czwartku grano jedno przedstawienie, a od piątku do niedzieli dwa. W późniejszych latach był wystawiany również w Prince of Wales Theatre, innym londyńskim teatrze.

      Z artykułu wynikało, że jest to trzeci odtwórca Elvisa, P. J. Proby. Aczkolwiek pojawiły się głosy, że to wcale nie on jest na tym zdjęciu, tylko materiał zilustrowano prawdziwą fotografią Presleya na scenie (chodzi o zdjęcie z gazety, to duże zamieszczone pod tekstem, a nie to małe, które widać po lewej przy następnym akapicie).   

      W końcu w dalszych poszukiwaniach trafiłam na jeszcze jedną stronę, która wspomniała o tym wydarzeniu, musicalu "ELVIS". To właśnie na niej znalazłam drugie, malutkie zdjęcie (po lewej) rzekomego Elvisa w tymże samym jumpsuicie, które ewidentnie rozwiewa wszelkie wątpliwości, co do tego kto jest rzeczywiście na tamtej fotografii (z artykułu w gazecie).  

      Oczywiście nie jest na niej Elvis, tylko P. J. Proby, piosenkarz amerykański (w rzeczywistości James Marcus Smith, urodzony 6 listopada 1938 roku, w Houston), który swoją karierę rozpoczął jeszcze w Hollywood pod pseudonimem Jet Powers, by w 1964 roku przenieść się do Wielkiej Brytanii.

      Wiekiem był zbliżony do Elvisa (trzy lata młodszy od niego) i to właśnie on wygrał casting na odtwórcę roli dojrzałego Elvisa w musicalu "ELVIS", jaki miał być wkrótce wystawiany w Astoria Theatre w Londynie.

      Warto wspomnieć, że w późniejszych przedstawieniach tęże rolę powierzono Polakowi z Australii - Bogdanowi Kominowskiemu. Żadne źródło nie wspomina dlaczego do tego doszło, czy P. J. Proby zrezygnował sam, czy z jakichś względów podziękował mu teatr. Niemniej w latach dziewięćdziesiątych, P. J. Proby ponownie zagrał Elvisa w tym samym musicalu "ELVIS", tym razem wystawianym w nieco zmodyfikowanej formie na scenie Prince of Wales Theatre (innego londyńskiego teatru).

      Wróćmy do naszego jumpsuitu. Jak już wspominałam wcześniej nie wiemy czy Elvis miał faktycznie taki kostium i czy kiedykolwiek w nim wystąpił. Niemniej zwraca się uwagę, że kostiumy użyte w spektaklu, zwłaszcza te w scenach dotyczących lat siedemdziesiątych, odzwierciedlają stroje używane w tym czasie na koncertach przez Elvisa. To sugeruje, że "Paradise Flower" nie wziął się znikąd. Musiał mieć przynajmniej jakiś pierwowzór, chyba, że w tym jednym przypadku kostiumolog przedstawienia odszedł od przyjętej zasady, czego wykluczyć nie można. Takim potwierdzeniem może być jumpsuit, w którym w późniejszych spektaklach występował nasz rodak - Bogdan Kominowski - jakiego Elvis nie miał na pewno.

      Związków z Elvisem (na przykład z Graceland, IC Costume Co., Billem Belewem, Gene Doucettem) tego jumpsuitu jak i pozostałych kostiumów użytych w spektaklu, poszukiwałam też w danych dotyczących przedstawienia. Nie znalazłam nic więcej poza informacją, że osobą odpowiedzialną personalnie za tą sferę była pani Rosemary Vercoe, co oczywiście nie oznacza, że przygotowywała kostiumy osobiście, ale decydowała o ich doborze. Czy były robione w pracowni krawieckiej teatru, zlecane na zewnątrz, czy z udziałem Graceland lub IC Costume Co., nie udało mi się dowiedzieć. 

      Strój wymieniono na pewno na jednej z trzech najwiarygodniejszych stron, prezentujących kostiumy Elvisa - Elvis Fantreff (tam go chyba spotkałam pierwszy raz). Nie było go na pewno na TCB-world, a jeśli chodzi o Silvester's Elvis Wardrobe Page, to zupełnie nie pamiętam.

      Reasumując, na zdjęciu nie jest to Elvis Presley, tylko P. J. Proby, jeden z jego trzech odtwórców w musicalu "ELVIS", wystawianym pod koniec lat siedemdziesiątych w The Astoria Theatre w Londynie. Nadal nie wiemy, czy Elvis dysponował takim jumpsuitem i czy użyte w spektaklu pozostałe kostiumy Elvisa z lat siedemdziesiątych zostały przygotowane przez firmę IC Costume Co. lub za jej wiedzą, pomocą, czy według jej wskazówek i czy jakąś rolę odegrało w tym Graceland (w sensie prawnych właścicieli marki, bo wtedy jeszcze nie było Museum Graceland). Z całą pewnością kostiumów tych nie przygotowała również firma B & K Enterprises Costume Co., gdyż powstała dopiero na początku lat osiemdziesiątych (około 1983 roku), a więc już jakiś czas po tym jak musical zszedł z afiszów.

      Nie znam też wystawy, na której można było obejrzeć "White Paradise Flower", chociaż nie można wykluczyć, czy kiedyś go nie pokazano, na przykład w samym foyer The Astoria Theatre lub nawet na jakiejś wystawie organizowanej przez Graceland (zdarzało się bowiem, że Graceland wystawiało stroje nie należące do Elvisa, używane podczas różnych imprez z nim związanych, czy choćby słynna wystawa kostiumów innych artystów zainspirowanych jego wizerunkiem scenicznym - "ICON: The Influence of Elvis Presley", otwartej 1 marca 2012 roku w Graceland i czynnej przez okrągły rok). 

      P. J. Proby (jeden z odtwórców Elvisa w musicalu "ELVIS") lub sam Elvis (jak sugerują niektórzy) w jumpsuicie "White Flower Stamen Suit"

       Na powiększeniu kwiatu na rękawie widać wyraźnie, że pręcik kwiatowy jest wyszyty haftem łańcuszkowym, który stosował w strojach z tego okresu Gene Doucette

      Hiszpańskojęzyczna gazeta, o nieznanym tytule i z niewiadomego dnia, w której ukazał się krótki artykuł informujący o trzech odtwórcach Elvisa, wyłonionych w ramach castingu, którzy zagrają go w musicalu ELVIS, w Astoria Theatre w Londynie (Wielka Brytania). Zdjęcia przypuszczalnie wykonano podczas próby generalnej, gdyż aktorzy są już w kostiumach, w których wystąpią lub też podczas ostatniego castingu, gdzie też się praktykuje występy w docelowym ubiorze

      Okładka płyty wydanej ze spektaklu "ELVIS" w The Astoria Theatre w Londynie, na której przypuszczalnie P. J. Proby jest właśnie w jumpsuicie "White Paradise Flower" oraz w pelerynie przewidzianej do tego kostiumu

      P. J. Proby na scenie londyńskiego The Astoria Theatre, jako Elvis. Zwróćcie uwagę zwłaszcza na pierwsze zdjęcie, choć prywatnie Proby nie jest podobny do Elvisa, to na scenie, w niektórych ujęciach, można ich ze sobą łatwo pomylić

      Program musicalu "ELVIS", bilet na jedno z przedstawień oraz zdjęcia teatru Astoria w Londynie z 1978 roku, kiedy musical ten był tam wystawiany. Na pierwszym widzimy końcówkę nazwy musicalu nad narożnikowym wejściem (powyżej autobusu), a na obu z nich świetlne reklamy spektaklu

      The Astoria Theatre w Londynie - wygląd obecny (lata dwutysięczne, lewe zdjęcie wykonano dokładnie w 2006 roku)

      * * * 

      "ELVIS" - musical wystawiany od 28 listopada 1977 roku w londyńskim The Astoria Theatre

      W niepublikowanej dotąd tradycyjnym drukiem książce (dostępna jest tylko jej wersja internetowa) "Legenda i rzeczywistość o życiu, karierze i śmierci Elvisa Presleya", napisanej przez Jacka Walczyńskiego, jednego z fanów Elvisa Presley, pojawiła się informacja o tym spektaklu. Nie wiem tylko, czy przedstawione w niej dane są pióra autora, czy posłużył się treścią z jakiegoś opracowania prasowego. Poniżej kilka fragmentów:
      "Nieco odmiennym tematycznie, lecz całkowicie zasługującym na uwagę krytyki, był wystawiony w londyńskich teatrach musical zatytułowany ELVIS. Potrafił przyciągnąć uwagę widza, tego ambitnego, ukierunkowanego i wrażliwego na nieco bardziej uniwersalne wartości artystyczne, a nie odbijające jedynie warsztatową sprawność autorów i wykonawców rozrywki musicalowej o charakterze komercyjnym."

      "ELVIS jest przedstawieniem nie idącym na łatwiznę, nie stanowi łatwego żeru rzuconego milionom zwolenników zmarłego idola światowego formatu. Wśród komercyjnych musicali ELVIS wyróżnia się wyjątkową dbałością o efekt artystyczny. Przedstawienie odtwarza historię życia Presleya, głównie poprzez śpiewanie przez głównych wykonawców piosenek - hitów, zręcznie kojarzonych z faktami z życia Elvisa. Historia jego życia jest tu wyśpiewana tekstami jego własnych piosenek."
      "Autorami musicalu wystawionego w londyńskim Astoria Theatre są Jack Good i Ray Cooney. Nie narzucają naturalnej chronologii. Opierając się na tematyce piosenek Presleya zawarli w swym widowisku spory ładunek może powierzchownych, ale bardzo zręcznie skojarzonych faktów i nastrojów z zakresu zjawisk społecznych, najnowszej historii, a przede wszystkim mitologii współczesnej pop-kultury. Postać Presleya w musicalu ELVIS odtwarza aż trzech wykonawców, co powoduje że musical nie jest chronologiczną opowiastką z piosenkami, lecz autentycznym reportażem z różnych okresów życia Elvisa Presleya – nastolatka gra amator znaleziony w wyniku specjalnych poszukiwań i przesłuchań – Thimothy Whitnall. Presley – średni, to profesjonalny piosenkarz, 26-letni (wówczas) Shakin’ Stevens, jeden z naśladowców repertuaru i manier Presleya, stylizujący swe wykonawstwo estradowe na jego charakterystycznych wzorach początków kariery. Ostatnim, grającym Elvisa z końcowych lat jego życia, jest weteran estrady P. J. Proby, najmniej do Presleya podobny wizualnie, ale za to doskonale ucharakteryzowany i obdarzony idealnie „presleyowskim” głosem, zwłaszcza w balladach."

      "W musicalu, w roli Presleya występował także nasz rodak z Australii – Bogdan Kominowski. W widowisku ELVIS bywa, że dwie lub trzy postacie Presleya pojawiają się na estradzie równocześnie, prowadzą jakby dialog, dyskusję, bądź też piosenka „starszego Elvisa” jest pointą naiwnej wiary „Elvisa-młodzika”".
      "Takie, interesujące zresztą rozbicie chronologii, wzbogacają świetne efekty wizualne i scenografia, dużo przeźroczy, filmy, makiety, zmienne dekoracje, na których poruszają się muzycy i inne biorące udział w spektaklu osoby. Punktem łączącym piosenki jest postać kaznodziei, dzięki któremu łatwo zrozumieć wszelkie elementy muzyki Presleya: od gospel po country, rock and roll, bluesa, muzykę meksykańską, hawajską czy piosenkę europejską."
      Oprócz P. J. Proby, który grał dojrzałego Elvis, w musicalu zagrał jeszcze Thimothy Whitnall - nastoletniego Elvisa oraz Shakin Stevens - młodego Elvisa. 

      Thimothy Whitnall (urodzony 27 czerwca 1961 roku, Canvey Island, Essex, Wielka Brytania) - właściwie Timothy Charles "Tim" Whitnall - angielski dramaturg, scenarzysta i aktor. Wystąpił w wielu musicalach, w tym Elvis, Grease, Rocky Horror Show i Good Rockin 'Tonight. Pracował w filmie, teatrze, telewizji i radiu oraz napisał serię o muzyce (kilka odcinków) do BBC School. Podkładał swój głos i wokal do reklam telewizyjnych, animacji i jingle.

      Shakin Stevens (urodzony 4 marca 1948 roku, Cardiff, Wielka Brytania) - właściwie Michael Barratt, znany także jako "Shaky" – walijski piosenkarz rock and rollowy, muzyki pop i autor tekstów piosenek (tekściarz), który zdobył największą popularność w latach 80. XX wieku. Posiadał swój zespół muzyczny: Shakin' Stevens and the Sunsets.

      P. J. Proby (urodzony 6 listopada 1938 roku, w Houston, Texas, USA) - właściwie James Marcus Smith - piosenkarz amerykański, autor piosenek, aktor. Karierę rozpoczął w Hollywood pod pseudonimem Jet Powers. W roku 1964 przeniósł się do Wielkiej Brytanii. W musicalach odtwarzał Elvisa Presleya i Roya Orbisona. Posiada własną wytwórnię: Select Records. Jego drugi pseudonim, pod którym jest lepiej znany "P. J. Proby", ponoć podsunęła mu koleżanka, która miała kiedyś chłopaka o takich inicjałach.

      Bogdan Kominowski (urodzony 22 kwietnia 1945 roku, w nazistowskim obozie koncentracyjnym na obrzeżach Düsseldorfu, z polskich rodziców; jego ojciec został zabity, ale on i jego matka przeżyli, a następnie wyemigrowali do Nowej Zelandii i w 1949 roku osiedlili się w Palmerston North) - aktor i wokalista. Wystąpił w kilku musicalach (Jesus Christ Superstar, ELVIS), programach telewizyjnych i filmie "Zabójczy widok" z serii James Bond. Zawodowo bardziej znany jest pod pseudonimem "Mr. Lee Grant" (nie mylić z amerykańskim aktorem o tych samych personaliach).

      Trzej odtwórcy Elvisa w londyńskim musicalu "ELVIS", wystawianym ponad dwa lata w The Astoria Theatre - Thimothy Whitnall (jako nastoletni Elvis), Shakin Stevens (jako młody Elvis) i P. J. Proby (jak dojrzały Elvis)

      Polski akcent w musicalu "ELVIS" w londyńskim Astoria Theatre - w późniejszych latach P. J. Proby zastąpił Polak - Bogdan Kominowski 

      Oryginalna płyta z przedstawienia "ELVIS" w The Astoria Theatre. Wydano również kasetę wideo z tego musicalu. W latach 90. był wystawiany również w Prince of Wales Theatre (innym londyńskim Teatrze), z którego na rynek także trafiła kaseta video (drugie zdjęcie)

      P. S.
      Większość zdjęć po otwarciu w nowym oknie, ukaże się w większym rozmiarze.
      Więcej o tym musicalu tutaj i na Wikipedii.

      wtorek, 19 września 2017

      Legenda i rzeczywistość ... {11}

      Kilka lat temu trafiłam na niepublikowaną dotąd tradycyjnym drukiem (na papierze) książkę "Legenda i rzeczywistość o życiu, karierze i śmierci Elvisa Presleya", napisaną przez Jacka Walczyńskiego, jednego z fanów Elvisa Presleya. Czytając ją, początkowo targały mną skrajne odczucia, z przewagą tych negatywnych, co było spowodowane wielością błędów merytorycznych. Nie mogłam pojąć, jak wieloletni fan Elvisa, łowiący każdą wzmiankę o Presleyu (co ewidentnie widać w treści), szczerze zainteresowany twórczością i życiem naszego bożyszcze, będący pod niekłamanym wrażeniem artysty, stworzył dokument naszpikowany fałszywymi informacjami, niczym baba wielkanocna bakaliami! Z tego powodu nie dałam rady przeczytać całości za pierwszym podejściem, zbyt wiele nerwów mnie to kosztowało. Była, złość, irytacja, żal, tęsknota, łzy wzruszenia, sentymentalna podróż, zachwyt, rozpacz ..., bo choć ilość błędów dyskredytuje ten tekst jako "elementarz" dla początkującego lub nieobeznanego z biografią Elvisa fana, to zawiera też wiele prawdziwych informacji z życia naszego idola, ważnych i ciekawych z punktu widzenia biograficznego. Zaczęłam gorączkowo poszukiwać namiarów na autora, bezskutecznie. Chciałam na świeżo, póki jeszcze mam w pamięci treść książki, porozmawiać o niej z jej twórcą.

      Co wieczór czytałam kolejne rozdziały, aż po kilku dniach miałam pierwsze czytanie całości za sobą. Dalej szukałam kontaktu z autorem, lecz nie znalazłam. Minął pewnie z miesiąc, gdy zasiadłam ponownie do lektury. Zawsze tak robię, z każdą książką, czy artykułem o Elvisie. Czytam po wielokroć, tak długo, aż przestanę na nowo odkrywać wagę niektórych słów i wszelkich informacji, jakie wcześniej wydawały mi się tylko tłem opowieści, nie dostrzegłszy pierwej ich głębszego znaczenia.

      Właśnie wtedy moje wzburzenie zamieniło się w chwile refleksji. Dostrzegłam w tym dokumencie niebywałą i niepowtarzalną wartość historyczną. To chyba pierwsza retrospekcja w historii milionów słów jakie kiedykolwiek napisano lub wypowiedziano o Presleyu, właściwie jej wycinek, ograniczony do polskiego podwórka (polskojęzycznej prasy, głównie). Zawsze ubolewam jak bardzo zniekształcony wizerunek Elvisa został zaimplementowany w polskim narodzie, lecz gdy przeczytamy tę książkę, zrozumiemy dlaczego. My fani, żywo zainteresowani dotarciem do prawdy, ciągle szukamy, czytamy, porównujemy, analizujemy każdy materiał jaki znajdziemy, dzięki czemu docieramy do tej prawdy. Przypadkowe osoby, trafiając na różne dziwne treści i informacje, po prostu przyjmują do wiadomości to, co przeczytały lub usłyszały w mediach (kiedyś tylko radio, TV, gazety). Ta książka, napisana w oparciu o materiały dostępne ówcześnie, idealnie ukazuje skąd wziął się ten nieprawdziwy obraz Elvisa Presleya w Polsce. Aż chciałoby się wylać wiadro pomyj na tych wszystkich dziennikarzy, redaktorów, publicystów itp., odpowiedzialnych za te wszystkie zniekształcone treści, rozmijające się z faktami, a w konsekwencji fałszywy, bardzo niepełny i mocno zakłamany obraz Elvisa Presleya w Polsce. Niestety, w tamtych czasach wszyscy poruszaliśmy się po omacku, ludzie mediów czy niezależni autorzy także. Nie było internetu, ani dostępu do innych materiałów o Elvisie. Dziś możemy zamówić sobie książkę w dowolnym języku, z drugiego końca świata, wtedy nie szło nawet ustalić jakie pozycje ukazują się na innych, obcych rynkach, o audycjach radiowych, programach telewizyjnych, artykułach prasowych poświęconych Presleyowi nawet nie wspominając.

      Podczas czytania "Legenda i rzeczywistość o życiu, karierze i śmierci Elvisa Presleya", w mojej głowie zrodził się pewien projekt, którego na razie nie wyjawię, ponieważ najpierw wymaga on konsultacji z autorem. Na razie ograniczę się do zaprezentowania treści tej książki, a pod kolejnymi rozdziałami postaram się dodać małe omówienie, odnoszące się do konkretnych zapisów.

      Polecam lekturę książki tylko tym, którzy mają dość dobrze ugruntowaną wiedzę o Elvisie Presleyu, a zdecydowanie odradzam pozostałym. Nie mieszajcie sobie w głowach, bo utrwalicie sobie całą masę błędnych danych, a wiem z własnego doświadczenia, jak trudno potem pozbyć się tej wiedzy z pamięci i zastąpić ją nową, poprawną. Natomiast dla tych pierwszych, to wspaniały przegląd historyczny, warty prześledzenia, aby sobie uświadomić jakie bohomazy na temat Elvisa Presleya podawano do publicznej wiadomości w Polsce przez lata. To oczywiście trwa nadal, nic się w tej materii nie zmieniło, wszyscy gonią za wierszówką, a dziennikarska rzetelność, to już tylko puste słowa, przeżytek, szczytna idea zamierzchłych czasów.

      Uważam, że pan Jacek Walczyński wykonał fantastyczną pracę, dlatego warto rozpowszechnić tutaj ten materiał, acz z drobnymi uzupełnieniami, wyjaśnieniami i korektami. Takie rzeczy nie powinny trafiać do szuflady, zwłaszcza na naszym skromnym, polskim rynku dla fanów Elvisa Presleya, gdzie każda pozycja ma znaczenie.

      P. S.
      Powyższa treść będzie poprzedzała każdy odcinek cyklu, tak aby czytelnik trafiając, na któryś ze środkowych odcinków, nie musiała szukać co to za tajemniczy materiał i z jakiej całości wyrwany. :)

      * * *

      Rozdział dziesiąty - "Ewangelia Elvisa".

      Rozdział jedenasty - "On zdzierał serca"

      Uwaga!
      Poniższe grafiki, to nie obrazy, tylko bloki tekstowe osadzone w ramkach. W każdym z nich po prawej stronie znajduje się suwak, który pozwoli wam przewijać treść.  



      UWAGI:

      str. 1 (u dołu), str. 2 (u góry)
      "Podobno – bo opowiadano że gdy proponowała Elvisowi, by się gdzieś wybrać, odpowiadał, że nie ma potrzeby, bo wszystko można sprowadzić do Graceland. Niewykluczone więc, że luksusowe życie pięknej Priscilli było także koszmarne."
      Koszmarne? No bez przesady, jeśli tak wygląda koszmarne życie, to ja bym się chętnie na taki koszmar zgodziła, zwłaszcza u boku Elvisa. :) Nie wykluczam, że Elvis raz, czy dwa tak zbył Priscillę, lecz z całą pewnością nie była to zasada. Elvisa stale nosiło, potrafił lecieć samolotem po kanapkę na drugi koniec Stanów, czy "skoczyć" na kilka dni tu czy tam, tak bez żadnych planów, spontanicznie, więc nie sądzę, żeby to była prawda. No chyba, że Priscilla chciała go wyciągać codziennie na szaleńcze zakupy, tego nawet najbardziej spokojny facet nie wytrzyma.

      str. 2 (u góry)
      "Rozrywką Presleya i jego dworu było wybrać się nocą do lunaparku i korzystać z infantylnych uciech wesołego miasteczka w towarzystwie „chłopców z Memphis”. Nieprawdopodobne bogactwo i straszliwy banał: pieniądze nie dają szczęścia."
      Nigdy bym nie wpadła na to, by uznać lunaparki za infantylną rozrywkę. To pewnie autor ściągnął z Goldmana, który z tej nienawiści do Elvisa, użyłby przymiotnika "infantylny" do każdej czynności jaką Elvis robił, niezależnie co by to nie było - lot na księżyc, wykopaliska archeologiczne, badanie neutrino w laboratorium fizycznym, czy cokolwiek innego.

      Banał! Jasne! Elvis miał fantastyczny głos i doskonałe zdolności interpretacyjne utworów, ale to banał. Świetnie strzelał, tak z broni nowoczesnej jak i zabytkowej, ale to banał. Był wtedy jednym z kilku nieazjatyckich mistrzów karate na świecie, ale to banał. Grał na wielu instrumentach, ale to banał. Jeździł świetnie konno, ale to banał. Pochłaniał książki, jak gąbka wodę, ale to banał. Można z nim było rozmawiać na każdy temat, tak był oczytany, ale to banał. I tak jeszcze można wymieniać, ale po co, skoro jego talenty, wiedza i umiejętności, to jeden wielki banał, podobnie jak każda forma rozrywki i relaksu, która w przypadku innych ludzi jest normalna, ale jeśli to samo robi Elvis, to banalna i infantylna!

      str. 2 (u góry)
      "Wydawać by się mogło, że Presleya obudowano mitem i legendą nim jego przestrzeń zewnętrzna zdążyła wypełnić się czymkolwiek.
      Co za frazes! Już sama nie wiem, czy autor nie rozumie słów, które używa, czy nie potrafi wyrazić adekwatnie swoich myśli. Nie mam pojęcie, co zwiera się w tej "przestrzeni zewnętrznej". Sądzę, że nic. Pewnie to znowu jakiś niezrozumiały środek wyrazu, zdanie, które według autora ładnie i górnolotnie brzmi.

      str. 2 (pośrodku)
      "Drugi cios to wówczas, gdy odtrąciła go ta, którą najbardziej po śmierci matki pokochał, najdroższa, najśliczniejsza, najukochańsza. Ta, którą niemal wychował i ukształtował dla siebie. Załamał się, lecz – o ironio, ta boleść i załamanie uczyniły go zwykłym normalnym człowiekiem. Uzwyczajniły i uczłowieczyły."
      Kolejny górnolotny frazes nie mający pokrycia w rzeczywistości. Elvis zawsze był zwyczajnym, ludzkim, prostodusznym, skromnym człowiekiem! Nigdy nie było inaczej, czy był biedny, czy bogaty, młody, czy starszy! Znowu autor dorabia jakąś nie mającą uzasadnienia ideologię, a użycie w stosunku do Elvisa słów: "uzwyczajniły i uczłowieczyły", jest po prostu obrazą!

      str. 2 (pośrodku)
      "Postać Presleya przypomina w tym okresie, choć w sposób nieco wynaturzony, „obywatela Kane’a” z filmu Orsona Wellesa."
      Jak można porównywać w ogóle te dwie, tak różne postacie? Wynaturzony? Elvis? To ostatni człowiek na świecie, którego można by określić tym słowem! Pan chyba faktycznie nie rozumie znaczenia słów, które używa.

      str. 3 (pośrodku)
      "Ale nikt z wyżej wymienionych nie pojawił się na muzycznej scenie we właściwym czasie i z właściwą muzyką."
      "Stare schematy legły w gruzach, do głosu zaczęła dochodzić młodzież, która jak się rychło okazało, właściwie nie ma przy czym tańczyć."
      Czas i miejsce nie ma tu nic do rzeczy, jest dokładnie odwrotnie. Najlepiej kłam temu stwierdzeniu zadaje ponad sześćdziesięcioletnia popularność Elvisa, którego nie ma z nami już 40 lat. Po prostu był tak wyjątkowy i ponadczasowy, że do niego nie ma zastosowania slogan "pojawił się w odpowiednim miejscu i czasie", najwyższy czas to pojąć panie Walczyński. Akurat to, powinien rozumieć każdy wielbiciel Elvisa Presleya.

      Ci wszyscy artyści, których pan wymienia, właśnie dlatego dziś już nie są tak popularni, bo pojawili się właśnie "w odpowiednim miejscu i czasie" i ten czas upłynął.

      Aha, Elvis stał się popularny, bo młodzież nie miała przy czym tańczyć. :) - iście "odjechany" wywód, mówiąc językiem młodzieżowym. Muzyka Elvisa jest przede wszystkim do słuchania i delektowania się nią (interpretacją, wyrazem, modulacją, treścią), nie tylko do tańczenia (to akurat najmniej).

      str. 3 (u dołu)
      "Rock and roll narodził się na początku lat pięćdziesiątych, lecz określenie to nie jest bynajmniej precyzyjne, bowiem muzyka ta, znana była od lat wśród publiczności murzyńskiej pod nazwą rhythm and bluesa."
      Nieprawda. To dwa różne gatunki. Owszem w rock and rollu są zawarte elementy rhythm and bluesa, ale także kilku innych gatunków. No nie można tak upraszczać, bo za chwilę uznamy, że rock and roll i muzyka klasyczna, to to samom tylko pod inną nazwą.

      str. 4 (pośrodku)
      "W 1951 roku Allan Freed z rozgłośni w Cleveland nadał pierwszą płytę rock and rollową. Efekt był wyśmienity. Muzyka podobała się, lecz tylko w danym momencie, co jest charakterystyczne dla dobrej piosenki śpiewanej przez przeciętnego wykonawcę. Brakowało piosenkarza - bożyszcza, na którym szeregi młodzieży zapragnęłyby się wzorować."
      Znowu dorabianie teorii do faktów. Efekt nie był wyśmienity, części odbiorców (bez uprzedzeń rasowych) się podobała, ale była to nieliczna grupa. Ludzi raziła wtedy taka muzyka. Aby czarna muzyka stała się równoprawna nie był potrzebny żaden bożyszcze na miarę Elvisa, a zmiana mentalności społecznej w kwestii przekonania o wyższości białego człowieka nad innymi rasami. Młodzież po prostu nie była jeszcze tak przesiąknięta tą ideologią, dlatego stanowiła podatny grunt na wszelkie nowości, tak na to, co serwował im Elvis, jak i na wszystko inne. Elvis przemycał muzykę Czarnych, będąc Białym i tak wprowadził ją do amerykańskich, wówczas rasistowskich domów.

      str. 7 (u dołu)
      "I żarliwie propagowałem i rozpowszechniałem wśród koleżanek i kolegów presleyowską ideę młodzieżowej kultury, mody i zainteresowań. "
      Przecież Presley nie tworzył żadnej swojej idei "młodzieżowej kultury", nie było to jego intencją. Po prostu śpiewał wszystko co mu się podobało, co czuł, z czym się identyfikował, odrzucając przy tym wszystkie schematy klasowe i rasowe. Dla niego człowiek był po prostu człowiekiem, niezależnie czy biedny czy bogaty, czarny czy biały.

      str. 8 (u dołu)
      "Miłośnicy muzyki poważnej lubią oburzać się na takie "heretyckie" porównanie, ale nie chodzi tu przecież o względy czysto artystyczne lecz o możliwości jakie stały do dyspozycji Presleya, a których inni byli pozbawieni"
      Nie wiem o jakich możliwościach pisze autor, które miał Presley, a nie mieli inni. Ta bieda? Głód? Zmiana miejsca zamieszkania co miesiąc? Praca o świcie, potem szkoła, wieczorem znowu praca do późna? To są te wspaniałe możliwości "startowe", które pozwoliły się Elvisowi wybić, a innym nie? No ludzie, trzymajcie mnie!



      UWAGI:

      str. 2 (u góry)
      "Obok Deana Martina stoi do dziś, ten nieosiągalny a słodki gangster, mafioso i damski bokser Frank Sinatra. Każdy z nich mógłby przyjechać Jaguarem na popołudniową partię golfa, lecz żaden z nich nie wybrałby się motocyklem z Texasu do Arizony"
      "Rówieśnikami Presleya byli Paul Anka i Bob Dylan, którzy zawładnęli wprawdzie uszami słuchaczy, lecz nie ich duszami."
      No proszę. Skąd u autora nagle takie pozytywne słowa o Elvisie? Goldman się w grobie przewraca, bo jego piewca (autor) najwyraźniej bredzi. :) A tak na poważnie, to miło, że autor znalazł choć jeden przykład na nietuzinkowość, nieszablonowość, oryginalność, ułańską fantazję, odwagę Elvisa. Wcześniej jakoś tych cech nie zauważał. Wszystko co dotąd napisał było skażone Goldmanem.

      str. 3 (pośrodku)
      "Czy dziwić się można, że tak sławny człowiek rozstał się z życiem u szczytu sławy? To chyba nie życie zmusiło go do odejścia, przecież sam pragnął odejść. „Bo czuł się tak samotny…”"
      Sugestia, że Elvis pragnął rozstać się życiem. Owszem, taka hipoteza istnieje, chociaż przeczą jej postanowienia i zachowania Elvisa w ostatnich dniach życia. Natomiast zdanie: "To chyba nie życie zmusiło go do odejścia, przecież sam pragnął odejść", jest nieuprawnione. Sugeruje, że umarł bo tak chciał, zaplanował. Po drugie jest bezsensowne, bo jeśli chciał, to miał ku temu powody, właśnie życiowe. Każdy kto chce zniknąć z ziemskiego padołu, myśli o tym właśnie dlatego, że nie radzi sobie z życiem, z tym co ono mu przyniosło, więc pisanie, że "nie życie go do tego zmusiło", przeczy postawionej hipotezie. Natomiast co w tym życiu doprowadziło delikwenta do takich rozważań, to już oddzielny temat, nadmierna sława, zdrowie, zdrada, samotność, bieda, rozpacz po utracie najbliższych, czy cokolwiek innego.

      str. 4 (u góry)
      "Upozowanie od stóp – poprzez gardło – do głów, nobliwość Deana Martina, nonszalanckie rozchełstanie Franka Sinatry stwarzają jedynie pozory. Kowbojski strój Boba Dylana i ekstrawagancja Paula Anki dawały tylko namiastkę tego, czym Presley był w rzeczywistości."
      "Głosem bez skazy, bez technicznych sztuczek, bez nadwerężania przepony, wypełniał przestrzeń bez reszty, tak jak nikt inny tego nie potrafił."
      Czytając ten rozdział nie mogłam wyjść z podziwu, jakąż to autor przeszedł metamorfozę, dochodząc od pomówień Goldmana do tak pozytywnych dla Elvisa wniosków. Wyjaśniło się. :) Tak pisał o Presleyu felietonista i dziennikarz Radia Katowice i dziennika Wieczór – Feliks Netz, a nie autor, on go tylko cytował. Chyba pierwszy rozdział, z którego nie wylewa się na każdym kroku Goldman, jego nienawiść do Elvis, stek pomówień, umniejszanie jego wielkości, chęć zdyskredytowania.


      * * *

      Każda część jest zakończona wyszczególnieniem rozdziałów, a ich numery opatrzone kolorowym podświetleniem. Te, które są omawiane w danym poście na żółto, a te, które omówiono już we wcześniejszych postach, na niebiesko. Spójrzcie sobie za każdym razem na tą listę, bo nie zawsze będzie zachowana kolejność rozdziałów.

      000  Tytuł
      000  Spis rozdziałów
         00  Wstęp
            0  Prolog: Rock and Roll - moda, szaleństwo, czy sztuka?
            1  Najdłuższy powrót
            2  Narodziny legendy
            3  Wulkan drzemiącej tęsknoty i skrywanych marzeń
            4  Elvis, jakim byłeś naprawdę?
            5  Midas XX wieku - Tom Parker
            6  Powroty
            7  Czar powodzenia
            8  Król nie żyje
            9  Priscilla
          10  Ewangelia Elvisa
          11  On zdzierał serca
          12  Na fali biznesu zwanego Elvis Presley
          13  W aureoli nieśmiertelności
          14  Eksplozje podłego świata
          15  Kres w dolinie spokoju
          16  Takim go kochano
          17  Pigułkowe coctaile
          18  On stworzył młodzież, ona go pokochała
          19  Epilog - symbol epoki
          20  Fakty, plotki i ciekawostki
          21  Złote płyty Elvisa
          22  Występy w latach 1953-1961
          23  Trasy turniejowe
          24  Dyskografia - longplaye Elvisa
          25  Filmy z Elvisem
          26  Miscellanea
          27  LITERATURA
          28  Nota autorska

      piątek, 15 września 2017

      Jumpsuit - Black Cisco Kid White Yokes

      Nazwa najczęściej spotykana:  Black Cisco Kid White Yokes Suit
      Nazwa alternatywna:  Black Cisco Kid Suit Black Shoulders
      Inne nazwy:  Black Cisco Kid White Upper Suit
      Linia:  Karate Style / Cisco Kid
      Kolor wiodący:  czarny
      Części kompletu:  1
      Ilość elementów:  2
      • kombinezon - czarny, z poszerzonymi w szpic rękawami u dołu, z rozcięciem i sześcioma guzikami, pokrytymi czarną skórą, po trzy z obu stron rozcięcia; na bokach rękawów oraz na kombinezonie (od pach po krańce nogawek) duże gwiazdy nabijane ze złotych ćwieków; w dole nogawki fałda w kolorze obojczyka; na obojczyku duże gwiazdy, ze złotych ćwieków (z tyłu jedna, z przodu dwie, po każdej stronie rozcięcia; kołnierz napoleoński, zdobiony tym samym motywem;
      • pasek I - czarny, skórzany, nabijany złotymi ćwiekami; pokryty białymi kwadratami, ułożonymi narożnikami do brzegów pasa (w szalkę, karo); kwadraty przemiennie pokryte głowami lwów - wytłoczonymi na okrągłej złotej blasze i wypukłymi z oksydowanego złota lub brązu, z kółkami w pyskach, do których podwieszone są dwa rzędy złotych łańcuchów; bardzo przypomina pas "Lion Head" i pewnie był na nim wzorowany; nazywany "Cisco Kid";
      • pasek II - złoty, metalowy; składający z kilku równych, prostokątnych blaszek i klamry zdobionej szafirami, cyrkoniami i rubinami; nazywany "Gold Attendance";
      Ilość egzemplarzy:  raczej tylko jeden;
      Chustki dla publiczności:  białe (prawdopodobnie także inne);
      Projekt i wykonanie:  Bill Bellew; IC Costume Co.  
      Używany na koncertach:
      • prawdopodobnie podczas Sezonu 4 (od 26 stycznia do 23 lutego 1971 roku) w International Hotel, Las Vegas, NV  (dokładne daty i godziny nieznane);
      • prawdopodobnie podczas Sezonu 1 (od 20 lipca do 02 sierpnia 1971 roku) w Sahara Hotel w Lake Tahoe, NV (dokładne daty i godziny nieznane);
      • prawdopodobnie podczas Sezonu 5 (od 09 sierpnia do 06 września 1971 roku) w International Hotel, Las Vegas, NV (dokładne daty i godziny nieznane);

      Opis:

      Seria "Cisco Kid", do której należy ten jumpsuit, pojawiła się w garderobie scenicznej Elvisa w 1971 roku i tylko w tymże roku użytkował ją na scenie, a dwuczęściowe komplety czasem także prywatnie w późniejszych latach.

      Z powodu braku zdjęć nie możemy z całą pewnością stwierdzić jaki pas Elvis do niego zakładał. Niemniej do całej serii "Cisco Kid" używał tylko dwóch pasów: "Cisco Kid" (w odpowiednim zestawie kolorów) oraz "Gold Attendance" (prezent od International Hotel za pobicie rekordu frekwencji gości w Showroomie). Jak już jesteśmy przy pasach, warto wspomnieć, że były dwie ich wersje do jedno- i dwuczęściowych kostiumów "Black Cisco Kid White Shoulders" - pierwsza z prostokątną klamrą i druga z klamrą jednostronnie zakończoną szpicem (macie ten pas na zdjęciu).

      Z uwagi na wielość kostiumów z tej serii, przypuszczalnie były wykonywane tylko w pojedynczych egzemplarzach, w tym również "Black Cisco Kid White Yokes".

      Nie jest znana żadna konkretna data występu, na którym Elvis miałby na sobie "Black Cisco Kid White Shoulders". Teoretycznie mógł go nosić na scenie od stycznia do końca września 1971 roku, tak jak pozostałe kostiumy z tej serii.

      Nie znam też żadnego zdjęcia Elvisa w tym kostiumie, poza dwoma dość niepewnymi. W przypadku pierwszego zdjęcia, całkiem możliwe, że jest na nim Elvis w "Black Cisco Kid White Shoulders". Jeśli chodzi o drugie zdjęcie jest to jeszcze mniej pewne (sugeruje się, że to może być "Black Cisco Kid Blue Shoulders"). Nieznane są też losy tego kostiumu. To wszystko spowodowało, jak zwykle w takich przypadkach, że zaczęto podważać jego istnienie, a w szczególności występy w nim Elvisa na scenie.

      Natomiast jest podawany w większości pełniejszych i rzetelniejszych zestawień, w tym również na trzech nieistniejących już dziś stronach, które przez lata uchodziły za najwiarygodniejsze w kwestii jumpsuitów Elvisa - Silvester's Elvis Wardrobe Page, Elvis Fantreff, TCB-world.    

      Z drugiej strony na www.elvisconcerts.com, jest wywiad z jednym z fotografów, Danielem Calderaro, który mówi, że choć seria "Cisko Kid" zawierała bogatą ofertę, to Elvis nie w pełni ją wykorzystał na scenie. Wymienia też kombinacje kolorów jakie jego zdaniem założył. Jest to cenna informacja, ale w mojej ocenie nie można jej traktować jak wyroczni w odniesieniu do serii kostiumów "Cisco Kid", ponieważ Daniel Calderaro nie fotografował wszystkich występów Elvisa w tamtym czasie, dobrze o ile był na połowie z nich. Aczkolwiek akurat ten kostium wymienia również pośród tych, które Elvis nosił na scenie. 

      Jak wspominałam wcześniej, nieznane są losy "Black Cisco Kid White Yokes". Nie ma śladu po żadnej aukcji i prawdopodobnie nie ma go też w Graceland, ponieważ nie pojawia się na wystawach. Chociaż jak wiemy z doświadczenia, równie dobrze może leżeć zapomniany gdzieś w magazynach, czy być wypożyczony do innej placówki. Tak przecież było z wieloma kostiumami, na przykład z "Black Cisco Kid Red Yokes", który stał przez lata w Rock N 'Soul Museum w fabryce Gibson Guitar w Memphis, a fani nie wiedząc o tym, podważali jego istnienie. Nie przekonywało ich nawet zdjęcie na okładce płyty "He Touched Me", Elvisa w "Black Cisco Kid Red Yokes", które tłumaczono efektem czerwonych filtrów w oświetleniu, jakie ich zdaniem spowodowały, że zielony obojczyk wyszedł jak czerwony. Nie można też wykluczyć, że jeszcze Elvis go komuś podarował lub zaginął w innych okolicznościach.

      Jeśli chodzi o pierwsze zdjęcie replik z wystaw (to w szklanej gablocie), też są wątpliwości, o który kostium chodzi, z białym czy z błękitnym obojczykiem. Postanowiłam zawierzyć osobie, która tam była i je osobiście wykonała. W opisie wyraźnie podaje, że to biały obojczyk, chociaż mam inne zdjęcie z tej samej ekspozycji (zrobione przez inną osobę), gdzie obojczyk jakby wpadał w błękit.

      Kostium można zamówić w sklepie firmy B & K Enterprises Costume Co., gdzie jako jedyny z tej serii jest akurat zilustrowany fotografią. W przypadku pozostałych trzeba uruchomić wyobraźnię żeby wiedzieć jak wyglądają, bo przy foto "Black Cisco Kid Black Yokes" są pola wyboru innych wersji kolorystycznych, lecz niestety podejrzeć ich wyglądu się nie da. W jednym polu można sobie wybrać kolor jumpsuitu (czarny lub biały), a w drugim kolor obojczyka (czarny, biały, czerwony, zielony, niebieski).

      Kilka słów o nazwie serii "Cisco Kid". Trudno powiedzieć czy był to pomysł Billa Belewa (projektanta), czy Elvisa. Niemniej samą nazwę, jedni wywodzą od filmu o tym samym tytule, inni sięgają jeszcze dalej, do opowiadania "The Caballero's Way" (publikowanego w ramach kolekcji "Heart of the West", w magazynie "Everybody's Magazine", lipiec 1907), Williama Sydneya Portera (11.09.1862 – 5.06.1910), pisarza amerykańskiego, specjalizującego się w krótkich formach literackich, piszącego pod pseudonimem O. Henry. To on po raz pierwszy nazwał tak (Cisco Kid) swojego bohatera. W 1931 roku powstał film o tym samym tytule, który nazwisko i charakter głównego bohatera zaczerpnął z tego samego opowiadania O. Henry'iego (film nie był ekranizacją opowiadania, ale to na nim oparto scenariusz). W późniejszych latach powstały kolejne filmy o tym tytule, a sama postać stała się niejako ikoną, często wykorzystywaną (w filmie, radiu, telewizji, komiksach) do przedstawiania złożonych charakterologicznie, wyrazistych postaci Zachodu, nie zawsze grzecznych (czasem byli to bandyci, innym razem heroiczni bohaterowie).

      Przypuszczalnie ta wyrazistość i złożoność charakterologiczna postaci oraz jej południowe korzenie zainspirowały Elvisa i/lub jego projektanta. Amerykanie lubują się w takich fikcyjnych postaciach, a Cisco Kid właśnie taką jest. Dlatego nie dziwi nazwanie tak serii kostiumów dla Elvisa, który na scenie, raz uwznioślony wyśpiewywał bałwochwalcze utwory gospel, by za chwilę przejść do aksamitnego, eterycznego, subtelnego wykonania piosenki o miłości, później dla odmiany zarzucić biodrami w rytmie rhythm and bluesa lub rock and rolla doprowadzając publiczność na skraj ekscytacji. Elvis idealnie wpisywał się w obraz tej fikcyjnej postaci, był właśnie takim anielsko-diabolicznym Cisco Kidem sceny.

       Replika jumpsuitu "Black Cisco Kid White Shoulders" z "Black & White Cisco Kid", jaki znajduje się w ofercie sklepu firmy B & K Enterprises Costume Co.

      Oryginalny pas "Black & White Ciscko Kid Belt", jaki był przewidziany do jedno- i dwuczęściowych jumpsuitów "Black Cisco Kid White Shoulders", w wersji drugiej, czyli z klamrą jednostronnie zakończoną szpicem (w wersji pierwszej klamra była prostokątna) oraz "Gold Attendance", który Elvis najczęściej zakładał do całej serii "Cisco Kid", w tym prawdopodobnie również do jumpsuitu "Black Cisco Kid White Shoulders"

      To prawdopodobnie jedyne zdjęcia Elvisa w jumpsuicie "Black Cisco Kid White Shoulders" podczas występów. Jednak nie ma co do tego pewności, a ich jakość nie pozwala na jednoznaczne rozstrzygnięcie. Mam wątpliwości zwłaszcza w stosunku do drugiego zdjęcia, może to być równie dobrze czarny kostium z błękitnym obojczykiem

      Replika kostiumu "White Cisco Kid Black Shoulders", ze sklepu firmy B & K Enterprises Costume Co. oraz impersonatorzy Elvisa, występujący w tym kostiumie na scenie, w pasie
      "Black & White Cisco Kid Belt", jaki przewidziano do jedno- i dwuczęściowych jumpsuitów "Black Cisco Kid White Shoulder", chociaż Elvis zwykł wybierać "Gold Attendance"